Guardiola po dziesięciu latach wrócił do walki na szczycie

Paris Saint-Germain stworzyło wiele sytuacji, ale znów przegrało i znów kończyło mecz w dziesiątkę po brutalnych wejściach, wynikających prawdopodobnie z frustracji. Mieliśmy więc w rewanżowym meczu z Manchesterem City małe deja vu, dzięki któremu po latach w finale Champions League znów zameldował się Pep Guardiola.

Fenomenalnie zaczął karierę trenerską Pep Guardiola – choć w Lidze Mistrzów musiał na samym początku przełknąć gorycz porażki w Krakowie z Wisłą (0:1 po golu Clebera), to ostatecznie w ciągu trzech sezonów wygrał ją dwukrotnie, a raz odpadł w półfinale w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Niewielu przypuszczało, że od tamtej pory przez następne dziesięć lat futbol klubowy na najwyższym europejskim poziomie obędzie się bez hiszpańskiego szkoleniowca. Nie udało się później w Barcelonie, nie powiodło się w Bayernie Monachium, długo nie osiągnął finału Champions League w Manchesterze City. Aż do dziś.

Po dekadzie Pep Guardiola wrócił do walki o najważniejsze klubowe trofeum na Starym Kontynencie – 29 maja zagra o Ligę Mistrzów na Stadionie Olimpijskim im. Atatürka w Stambule.

Wrócił w wielkim stylu, bez żadnych wątpliwości. Ograł dwukrotnie Paris Saint-Germain, które wcześniej po fenomenalnym dwumeczu wyrzuciło za burtę Bayern Monachium (choć bez Roberta Lewandowskiego), a wcześniej FC Barcelonę (z Leo Messim w składzie). Znów zdecydował się zaryzykować w najważniejszym momencie, wystawiając skład bez typowej dziewiątki – tyle tylko, że nie był to jednorazowy szaleńczy wyskok, a konsekwentnie realizowany plan. I to nie tylko na oba półfinałowe spotkania, ale także choćby ćwierćfinałowe z Borussią Dortmund czy finałowy Pucharu Ligi z Tottenhamem.

PSG bez Kyliana Mbappe straciło bardzo wiele, jeśli chodzi o jakość w ataku. Ani Icardi, ani Kean nie wyróżnili się praktycznie niczym. Próbował coś niekonwencjonalnego grać Neymar, często do spółki z Angelem di Marią, który swoją drogą nie dokończył meczu przez bezmyślne nadepnięcie Fernandinho. W tych akcjach (często świetnie wspieranych przez Icardiego) brakowało konkretów. Wymowna jest statystyka strzałów celnych. PSG ogólnie uderzało na bramkę City częściej, stworzyło też więcej okazji podbramkowych, ale celnie nie strzelało ani razu. Do finału zabrakło mistrzom Francji wiele, bo aż trzech bramek, ale tego – najbardziej.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem