Guardiola patrzył i nie wierzył. Kumpel Kamila Wilczka chowa Premier League do kieszeni

Gdybym nie miał już w domu kota, kupiłbym sobie kanarka. Norwich dziś zaimponowało! - podsumował dziś podczas transmisji w Canal+ Kamil Kosowski i choćbyśmy się silili na coś bardziej błyskotliwego, wypada to tylko powtórzyć. Dodając do tego obowiązkowe peany pochwalne pod adresem najlepszego piłkarza miesiąca sierpnia w Premier League.

Beniaminek z Norwich napisał dziś historię. Manchester City od kiedy przejął go Pep Guardiola, gwarantując klubowi najwyższe aspiracje i cele, ani razu nie przegrał meczu Premier League z drużyną, która dopiero wchodziła do ligi. W sobotnie popołudnie ta statystyka jest już nieaktualna, bo podopieczni Daniela Farke zagrali z mistrzem Anglii naprawdę odważnie, po swojemu i bez kompleksów. Robili to już wcześniej – przeciwko Newcastle, nawet na inaugurację z Liverpoolem chcieli grać w piłkę, ale dziś poszło to w parze z wynikiem. Znaleźli receptę i wymusili na zawodnikach City koszmarne błędy.

https://twitter.com/rogbennett/status/1172939441863892992?s=20

Teemu Pukki pisze w ostatnich miesiącach niebywałą historię. Niedawno na łamach serwisu „The Athletic” pojawił się znakomity reportaż z fińskiej miejscowości Kotka, z której pochodzi napastnik Norwich. Nagle, gdy on sam ma już 29 lat, zapanowała tam absolutna Pukki-mania. Lokalni chłopcy nie chcą chodzić w innych koszulkach niż z jego nazwiskiem, a miejscowe puby, choć zwykły transmitować najczęściej Liverpool, dziś nastawiają odbiorniki właśnie na Norwich. Ale czy należy temu się dziwić?

Pukki pokazuje, że da się wejść do Premier League jak po swoje. Jeszcze niedawno grał w jednej drużynie z Kamilem Wilczkiem – w Broendby Kopenhaga. Polak mówił zresztą, że nigdy nie miał w klubie lepszego partnera. Wkrótce Pukki został piłkarzem roku w Norwich i całej Championship. W debiucie w Premier League strzelił hat-tricka. Teraz gola i asystę przeciwko City. Zgarnął już tytuł piłkarza miesiąca, po drodze strzelając jeszcze dwa gole w kadrze Finlandii. Obłęd!

Symboliczne, że dziś beniaminek z Norwich ograł drużynę Guardioli, borykając się z plagą kontuzji i mając dwójkę bramkarzy na ławce. Zaczęli mocno – już w 18. minucie mieli 1:0 po główce z rzutu rożnego. Dziesięć minut później – 2:0 w wyniku szybkiej kontry. Kiedy tuż przed przerwą Sergio Aguero niwelował straty, wydawało się, że mistrz Anglii ruszy po przerwie i odwróci losy spotkania. Ale to Norwich przycisnęło, zmuszając obrońców do błędów. Za pierwszym razem było to tylko ostrzeżenie, za drugim jednak – Otamendi dał sobie odebrać piłkę jak trzyletnie dziecko na placu zabaw. Wizerunek Guardioli wskazywał, że nie ma pojęcia co się dzieje. Rodri w końcówce zdołał jeszcze trafić na 2:3, ale to było wszystko, na co było stać Manchester.

Jeśli mielibyście z tego meczu zapamiętać tylko dwa nazwiska, to poza obowiązkowym – Pukkiego, postacią numer dwa powinien być Ernesto Buendia. Za całokształt, a zwłaszcza poniższe cacuszko…

https://twitter.com/FutbolBible/status/1172935899522490368?s=20

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.