Guardiola już wie, gdzie zakończy karierę. Piękna klamra

Nie pomylą się ci, którzy stwierdzą, że to najwybitniejszy trener w XXI wieku. Nawet jeśli Ligę Mistrzów zdobywał „tylko” w Barcelonie, swoim pierwszym sezonem na stałe zapisał się w historii futbolu, sięgając po sześć trofeów w debiutanckim roku. Hiszpan zdradził, że zakończyć karierę trenerską chce tam, gdzie zaczął zarówno grać, jak i trenować.

W Katalonii rozpoczynał grę w piłkę. W wieku 13 lat trafił do słynnej La Masii i został na długo. Zagrał aż 263 mecze z herbem FC Barcelona na piersi i choć to właśnie z Blaugraną był kojarzony dzięki 11 sezonom spędzonym w tym klubie, pograł później dla Brescii, Romy czy Al-Ahly. Kariera trenerska wygląda niemal bliźniaczo podobnie do tej piłkarskiej: zaczął w Barcelonie B, podbił świat z seniorami, a później w ten świat wyruszył.

Nawet, jeśli nie zawsze udawało mu się dać kibicom wszystkie trofea, regularnie dawał im sporą radość.

Na grę jego drużyn zawsze patrzy się z zachwytem, a nawet gdyby ktoś nie wiedział, że jest szkoleniowcem zespołu – mógłby bez trudu wytypować trenera tylko patrząc na grę jego zawodników. Zdołał zmieść konkurencję w Hiszpanii, nie miał rywala w Niemczech, podbił mnóstwo rekordów w Anglii.

Jego maszyna z niebieskiej części Manchesteru funkcjonuje na poziomie nieosiągalnym dla wielu i jest dla wielu jednym z największych faworytów do wygrania Ligi Mistrzów. Pomimo tego Guardiola już w pierwszym dniu na Etihad Stadium zapowiadał, że to nie będzie jego ostatni przystanek na futbolowej drodze. Był uczciwy wobec pracodawców i kibiców.

Przypomina się wywiad, w którym gitarzysta, wokalista i główny autor tekstów słynnej rockowej grupy Oasis, a prywatnie kibic Manchesteru City Noel Gallagher jako pierwszy przepytał nowego menedżera „Obywateli”. W rozmowie dla klubowej telewizji Pep Guardiola opowiadał o tym, co stało za jego przyjściem do Premier League, jego oczekiwaniach i przyszłości. Przytaczamy fragmenty:

To jest nowa era w klubie. Powrót do starego herbu, nowy menedżer. Dlaczego zdecydowałeś się przenieść do niebieskiej części Manchesteru? Jesteś gotowy na intensywność Premier League?

– Wybrałem Manchester City, bo chcieli mnie tutaj już dawno, dawno temu. Muszę się też nauczyć tej ligi. Mam oczywiście pomysł na naszą grę, ale już podczas pracy w Bayernie dowiedziałem się, że do nowych realiów trzeba się dostosować. Przyjechałem do Bundesligi z pewną ideą, ale na miejscu musiałem ją korygować. Wszyscy w kółko powtarzają: „Pep nie zaadaptuje się w warunkach Premier League”, ale… dlatego tu jestem. Żeby spróbować i zagrać im na nosie. W Barcelonie i Bayernie po kilku zwycięstwach z rzędu ludzie mówili: „ah, przecież to jest Bayern, to jest Barcelona”. Teraz mówią, że nie będę w stanie powtórzyć tego w Anglii. Odpowiadam im: „okej, przekonajmy się”. Mam zamiar spróbować. Przyjechałem się uczyć, dlatego tu jestem. Jeśli chciałbym budować coś przez wieki, zostałbym w Barcelonie.

Kiedy za trzy lata będziesz mówił, że opuszczasz klub, a my uwiążemy się na krześle, bo nie pozwolimy ci odejść – co będziesz uważał za sukces w Manchesterze City?

– Dla mediów na pewno sukcesem będzie to, ile tytułów uda nam się zgarnąć. Podniesienie pucharu decyduje o tym, czy osiągnęliśmy sukces, czy nie. Kilka z nich w swoim życiu wygrałem i mogę powiedzieć, że dwa dni później zawsze pada pytanie: „co dalej?”. Ja będę szczęśliwy, jeśli sposób, w jaki będziemy grać zadziała i odpowiedź na to pytanie nie będzie trudna. Zamierzamy walczyć każdego dnia po to, by podnieść tytuł, ale także walczymy o radość ludzi. Będę zadowolony jeśli ci, którzy przyjdą na mecz po jego zakończeniu pomyślą: „To 90 minut nie było złe, dobrze że byłem tutaj, a nie na przykład w barze”. Na koniec – relacje z ludźmi. Dla mnie są bardzo ważne. Być może dlatego, że jestem facetem o latynoskiej mentalności? Muszę być blisko z ludźmi. Mówić, że zamierzam ich wszystkich pozabijać, by po pięciu minutach znów wszystkich kochać. Mam nadzieję, że po tych trzech latach nadal będę szczęśliwy.

Wszyscy w Katalonii zostali właśnie szczęściarzami, bo jedna z ikon klubu i jeden z największych fachowców piłkarskich w obecnych czasach zapowiedział powrót na stare śmieci. – Skończę, gdzie zacząłem: mam nadzieję, że moje ostatnie kroki postawię w Barcelonie – powiedział Guardiola w krótkiej zapowiedzi programu „Movistar Liga de Campeones” opublikowanej na Twitterze.

Cieszymy się, bo to będzie piękna klamra jego kariery i okazja do powiększenia imponującego dorobku na katalońskiej ławce trenerskiej (w ciągu czterech sezonów wywalczył 14 trofeów, w tym dwa razy wygrał w Lidze Mistrzów). Jesteśmy jednak przekonani, że najpierw zrobi wszystko, by wrócić tam nie jako syn marnotrawny, a wielki wygrany na białym koniu. Ciekawe tylko, czy adres Camp Nou w nawigacji wpisze już po Manchesterze City, czy będzie chciał uszczęśliwiać kolejnych kibiców na świecie?