Grabara kontrowersyjnie o sytuacji z Wisłą. Ma dużo racji…

Wypożyczony z Liverpoolu polski bramkarz wypowiedział się o sytuacji związanej z Wisłą Kraków, która była blisko krawędzi. Kamil Grabara zauważył ciekawą rzecz i pewną niesprawiedliwość, jaką można dostrzec w kwestii upadków wielkich klubów w Polsce. 

Grabara miał zaledwie 18 lat, a już trenował z pierwszą drużyną Liverpoolu. Może śmiało patrzeć w przyszłość, która maluje się w biało-czerwonych kolorach i ma orła na piersi. Nie rozwijał się w ciszy, bo melodię przyszłości wystukiwał na Twitterze. Cienka jest granica między pewnością siebie i butą, a Kamil często jej nie dostrzegał: wyśmiewał bramkarzy ekstraklasy, pozował z drzewem do zdjęcia i oznaczał Marcina Krzywickiego, umieszczał filmiki z wpadkami golkiperów niższych lig w Polsce. Mówił, że jest idolem dla samego siebie, a w Ekstraklasie nie zagra, bo to krok w tył.

Teraz nikogo nie wyszydził, zatwittował poważnie i dość kontrowersyjnie. Docenił otoczkę, jaka wytworzyła się dookoła Wisły Kraków, ale zwrócił jednocześnie uwagę, że nie wszyscy mogli liczyć na taką pomoc.

Młodemu bramkarzowi chodzi oczywiście o klub, którego jest wychowankiem, czyli Ruch Chorzów. Obecnie „Niebiescy” spłacają swoje długi i znajdują się w środku tabeli drugiej ligi, raczej nie mając szans i oczekiwań sięgających awansu w tym sezonie. Sytuacja 14-krotnego mistrza Polski nie jest łatwa, ale na choćby współczucie liczyć nie mógł. Czy to przykre? Na pewno.

Zwłaszcza, że w podobnej sytuacji co Ruch w ostatnich latach był lub jest również Widzew Łódź, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Śląsk Wrocław, Lechia Gdańsk czy Pogoń Szczecin. Kluby mniej lub bardziej utytułowane, mające określoną markę w regionie i sporą bazę kibicowską, a jednak zanim wrócili lub zaczęli wracać na szczyt – musieli sięgnąć dna.

Grabara słusznie nie ma pretensji do tego, że ktoś Wiśle pomaga, że panuje wszechobecne współczucie i że zewsząd spływają na Reymonta życzenia powrotu na zwycięską ścieżkę. Chodzi o coś innego, jak w pewnej reklamie, że „tak powinno być w każdym banku”. To dobrze, że środowisko medialne, kibicowskie i ekstraklasowe skonsolidowało się i chciało pomóc Wiśle. To niedobrze, że wcześniej na taką pomoc nie mogły liczyć inne kluby.

Cieszy, że Grabara nie przyjął małostkowej mentalności, nieco charakterystycznej dla narodów dotkniętych komunizmem. Zwykło się mawiać u nas, że jeśli w Polsce ktoś ma trzy krowy, a sąsiad dziesięć – wiele osób modli się, by siedem sąsiadowi wymarło, by też miał tak jak my. W Stanach Zjednoczonych natomiast modlitwa opiera się na życzeniu, byśmy sami też mieli dziesięć.

Równanie w górę, nie w dół. Żałujemy, że w przeszłości dochodziło do wielu upadków naznaczonych dramatami rzeszy kibiców. Mamy nadzieję jednak, że sytuacja związana z Wisłą będzie właśnie przykładem pozytywnym. Że w przyszłości wszystkim będziemy pomagać tak, jak Białej Gwieździe, a nie pomocy unikać, bo „przecież innym nikt nie pomógł”…