Dariusz Szpakowski w latach 90. na każdym stadionie w Polsce był pytany chóralnymi krzykami o to, gdzie jest ta Legia, kiedy ta niekoniecznie wygrywała swoje spotkania. Dziś po meczu stołecznego klubu można pytanie odwrócić: gdzie jest ten Górnik? Gdzie jest ta drużyna, która zachwycała jesienią wszystkich, a teraz długo nie wzbudzała uśmiechu politowania. Raczej niesmak po trzeszczącym w zębach piachu. Aż do momentu, w którym do piłki podszedł Rafał Kurzawa…

Niewykluczone, że już niedługo Łysy z Górnika przebije popularnością Łysego z UEFA. Kiedy Rafał Kurzawa podchodzi do stojącej piłki, w głowach przeciwników powinna zapalać się z automatu wielka, czerwona lampka. Okazało się, że pomocnik Górnika jest groźny nie tylko wtedy, gdy ma piłkę ze stałego fragmentu gry dograć, ale też kiedy sam wykonuje wyrok.

Tym jednym dotknięciem piłki, która po jego strzale wylądowała w siatce strzeżonej przez Radosława Cierzniaka bramce, odmienił oblicze zabrzańskiej ekipy. Coś w niej drgnęło, choć wydawało się, że z zachwycającej jesienią ekipy naprawdę nic nie zostało. Po raz kolejny okazało się jednak, jak ważne w piłce nożnej są momenty przełomowe. Takie, które dają impuls całej drużynie i każdemu z osobna.

Szymon Żurkowski do momentu strzelenia bramki był jednym z najgorszych piłkarzy na placu. Po tej bramce znów przypominał tego, który zostawał Odkryciem Roku.

Legia Warszawa do momentu wyrównującej bramki była drużyną lepszą. Zdecydowanie lepszą. Nie pozwoliła gospodarzom na wymienienie czterech-pięciu podań, choć sami górnicy nie robili właściwie nic, by taki stan rzeczy zmienić. Nie próbowali rozgrywać od bramkarza, po obrońców, przez pomocników i do Igora Angulo. Tomasz Loska, ewentualnie ktoś z dwójki stoperów, często ekspediował piłkę do przodu na oślep.

Przed meczem na Twitterze doszło do ciekawego dwugłosu. Xavi: Wybijanie piłki to intelektualna porażka. Dariusz Gęsior, selekcjoner kadry U-20, przed meczem z Niemcami: jak nie masz jak, to laga w trybuny! Niestety dla siebie, swoich kibiców i całego widowiska, piłkarzom KSG bliżej było do filozofii byłego piłkarza Widzewa Łódź i Ruchu Chorzów.

Legia próbowała grać zgodnie z ideologią legendarnego pomocnika Barcelony, ale często w ostatniej fazie brakowało jej jakości. Nie tylko ostatnie podanie, ale i te wcześniejsze często mocno szwankowały. Nawet jeśli dochodziło do stuprocentowych sytuacji, to…

Bramka na 1:0 Marko Vesovicia długo wisiała jednak w powietrzu. Była zasłużona tak dla całej drużyny, jak i samego zawodnika – najlepszego obok Sebastiana Szymańskiego, który oprócz kilku spartaczonych strzałów czy podań ciągnął jednak grę całej drużyny. Środek pola zjadł ten Górnika, choć o spektakularnym występie Antolicia czy Mączyńskiego, a już na pewno Hamalainena lub Pasquato nie może być mowy.

Gdyby to spotkanie odbywało się w Warszawie, Legia zakończyłaby ten dwumecz już w pierwszym starciu.

Górnikowi wyraźnie pomogli fanatyczni kibice, którzy najgłośniej zaśpiewali tuż po… stracie bramki. Dali drużynie wsparcie, a nową jakość – najlepszy w Górniku Rafał Kurzawa. To spotkanie było takie, jak cały sezon w wykonaniu podpiecznych Marcina Brosza. Do momentu tego rzutu wolnego widzieliśmy wiosenny zespół z Zabrza, a po bramce – jesienny. To nie zmienia jednak faktu, że do finału Pucharu Polski zakwalifikuje się drużyna kompletnie bez formy.

Końcówka ozdobiona światłami jupiterów, głośnym dopingiem i emocjonującym wynikiem faktycznie tworzyła półfinał krajowego pucharu. Przez zdecydowaną część spotkania to było jednak starcie drużyn, które po prostu wyeliminowały Ruch Zdzieszowice, Bytowię Bytów, Chojniczankę Chojnice, Sandecję Nowy Sącz, Sokoła Ostróda i Wisłę Puławy. Nie robi to wielkiego wrażenia. Tak, jak ostatnie wyniki obu zespołów.

Trzy ostatnie mecze Legii to remis i dwie porażki. Górnik na ostatnie sześć spotkań pięć zremisował i jeden przegrywał, ale ostatnie zainkasował punkty dzięki walkowerowi. Z taką formą niewykluczone, że zwycięzcę kolejnej edycji Pucharu Polski wyłonimy w jutrzejszym zestawie par, bo o finał walczyć będzie Korona Kielce i Arka Gdynia. Zespoły znacznie mniej napompowane, ale jak pokazują ostatnie tygodnie – zdecydowanie lepsze aniżeli dwie wielkie firmy, które zagwarantowały spore emocje, ale niekoniecznie najwyższy poziom.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem