Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Głowacki: Polski boks to czarna magia. Trenujemy nie wiadomo po co…

Krzysztof Głowacki rzadko udziela wywiadów, a już w ogóle rzadko mówi coś nieszablonowego. Raczej jest powściągliwy w swoich wypowiedziach, mało kontrowersyjny, czasami wręcz nudny. Nam udało się z nim porozmawiać o roku 2017 i tym, co czeka go w przyszłości. Problem w tym, że sam Krzysiek nie wie, kiedy walczy. Jest plan, by do ringu wyszedł na przełomie stycznia i lutego, ale wciąż nie ma potwierdzenia od swojego promotora, który się do niego nie odzywa. Jak sam powiedział wyraźnie rozgoryczony: "Boks w Polsce to czarna magia. My tak naprawdę nie wiemy, po co trenujemy. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z najlepszym polskim pięściarzem.

Krzysztof Głowacki rzadko udziela wywiadów, a już w ogóle rzadko mówi coś nieszablonowego. Raczej jest powściągliwy w swoich wypowiedziach, mało kontrowersyjny, czasami wręcz nudny. Nam udało się z nim porozmawiać o roku 2017 i o tym, co czeka go w przyszłości. Problem w tym, że sam Krzysiek nie wie, kiedy zawalczy po raz kolejny. Jest plan, by do ringu wyszedł na przełomie stycznia i lutego, ale wciąż nie ma potwierdzenia od swojego promotora, który się do niego nie odzywa. Jak sam powiedział wyraźnie rozgoryczony: „Boks w Polsce to czarna magia. My tak naprawdę nie wiemy, po co trenujemy.” Zapraszamy do przeczytania rozmowy z najlepszym polskim pięściarzem.

 

Na początku Krzysiek, jak zdrówko? U ciebie niestety te pytanie należy zadawać za każdym razem.

Krzysztof Głowacki: A dziękuję, wszystko dobrze. Rehabilituję rękę, jest okej. Nie boli mnie już, choć jest spuchnięta – sam zobacz. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

27 stycznia lub 3 lutego – takie są opcje dla ciebie jeżeli chodzi o kolejny pojedynek. Tak naprawdę to są mało odległe plany. Jakie ty masz wieści na ten temat?

KG: Na ten moment nie wiem nic, bo żaden z moich promotorów do mnie nie zadzwonił i nie poinformował mnie o planach na moją kolejną walkę. Mam takie wieści jak ty – wiem, kiedy odbędą się dwa półfinałowe turnieje WBSS, więc prawdopodobnie miałbym zawalczyć podczas jednej z tych gal. Oficjalnie jednak nic nie wiem.

Więcej w twoim przypadku mówi się o pojedynku 27 stycznia na gali Usyk-Briedis w Rydze, gdyż podczas walki ćwierćfinałowej Briedisa byłeś rezerwowym. Drugim był Noel Gevor i z nim prawdopodobnie przyszłoby ci się zmierzyć.

KG: Teoretycznie masz rację, ale ostatnio dostałem informację, nieoficjalną oczywiście, że miałbym wystąpić na gali Dorticosa z Gassijewem i zmierzyć sięz Maksimem Vlasovem. Mówię – to jednak wszystko spekulacje na ten moment. Nie mogę ci nic powiedzieć, bo nic nie wiem – nikt do mnie nie dzwonił.

To jest sytuacja bardzo niekomfortowa. Do pierwszego półfinałowego starcia WBSS zostało siedem tygodni. To jest już czas, żeby wziąć się za poważny trening pod ten pojedynek. 

KG: Jest tak jak jest i jestem już umówiony z trenerami, że drugiego dnia świąt mam sparingi i przygotowuje się normalnie do walki, jakby termin był klepnięty.

Dużą miałeś przerwę spowodowaną kontuzją po ostatnim pojedynku?

KG: Miesiąc – odpoczywałem przez cały październik.

Miałeś coś złamane, pęknięte?

KG: Nie, naciągnąłem wiązanie prostownika czy coś takiego. Już jest dobrze, choć ręka jest spuchnięta. Nie boli jednak przy zadawaniu ciosów.

Przez cały okres przygotowawczy miałeś problem z ręką?

KG: Tak, kontuzja była dłuższy czas. Poszło na sparingach. Bałem się, że sędzia i lekarz nie dopuszczą mnie do pojedynku. Na szczęście się udało. Już w pierwszej rundzie bardzo ręka mnie bolała. Podłączyłem go, ale nie mogłem go wykończyć, bo ból był nieprawdopodobny. Musiałem odejść, poczekać i dopiero ponowiłem atak i walkę skończyłem.

Mariusz Wach musiał przerwać walkę – nie był w stanie walczyć.

KG: Nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym miał nie wyjść do ringu przez kontuzje lub przerwać pojedynek. Gdy spojrzę jednak na ostatnie walki, to zawsze coś mi dolegało. Cunningham – byłem chory, Usyk – pęknięty łokieć, teraz – dłoń. Cały czas coś przeszkadza mi w komfortowym boksowaniu.

Tobie przeciwności losu nie są straszne, bo pokazałeś już jak wstawać z kolan. Mówię o pojedynku z Huckiem, gdy ten cię powalił na deski, a ty wstałeś i wygrałeś.

KG: Wszystko tak naprawdę siedzi w głowie. Gdy podejdziesz do walki, że coś cię boli i nie chce ci się walczyć, to szukasz wymówek. Gdy jesteś nastawiony pozytywnie i nie zaprzątasz sobie głowy takimi pobocznymi tematami, to wychodzisz i wygrywasz – proste.

Okres 9 miesięcy po walce z Usykiem to był najtrudniejszy czas w twoim życiu? Mówię o kontuzji, uczuciach po porażce itp.

KG: Było bardzo ciężko, ale nie zamierzam już do tego wracać. Koncentruję się na tym, żeby pas mistrzowski wrócił do Polski i żebym ponownie został mistrzem świata.

Gdyby turniej WBSS odbywał się dwa lata wcześniej, to ty byś miał zapewnione walki wieczoru, dużo większe pieniądze i możliwość zgarnięcia wszystkich pasów. Żałujesz tego?

KG: Nie, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Pieniądze są potrzebne, bo wtedy łatwiej się żyje. Najważniejsze jest jednak trofeum. Ja wierzę w to, że za rok, gdy turniej się zakończy, dostanę swoją szansę. A może nawet podczas jego trwania?

Ty chyba chciałbyś, żeby ten turniej jak najszybciej się skończył, prawda?

KG: Tak naprawdę już niedługo jest koniec. Finał przewidziano na maj. Jesienią 2018 roku normalnie będzie można stoczyć walkę o pas. Szybko zleci.

Wierzysz w ogóle w to, że ktoś wypadnie przed walką i ty jako rezerwowy wskoczysz w jego miejsce?

KG: Nie wierzę w to. Za duża kasa wchodzi w grę i zawodnik wyszedłby do pojedynku nawet bez nogi. Później nie trzeba już nic do końca życia robić. Każdy ma tego świadomość.

Teraz już normalnie trenujesz, zostało siedem tygodni. Przygotowujesz się pod konkretnego rywala? Jak to wygląda?

KG: Znamy styl Gevora, bo walczył z nim Krzysiek Włodarczyk w maju, a przyjmujemy, że to z nim się zmierzę. Trener nawet sparingpartnerów dobiera pod niego, pod jego styl. Sytuacja to trudna, bo nie mamy pewności w 100%, czy to ma na pewno sens.

Przed walką w Rydze też były wielkie niewiadome. W studiu Polsatu kilka tygodni przed walką Mateusz Borek zadał ci pare pytań, a ty nie byłeś w stanie na nie odpowiedzieć.

KG: Dokładnie. Teraz jest ten plus, że jeżeli faktycznie miałby to być turniej WBSS, to w grę wchodzą dwa terminy, które są bliskie siebie i lokalizacja blisko Polski – Moskwa lub Ryga, więc nie trzeba latać daleko i zmieniać strefy czasowej.

Do tej pory jednak nikt nie zadzwonił…

KG: A numeru nie zmieniłem i można do mnie zadzwonić, poinformować. Czekam z nadzieją, że czegoś się dowiem. Nie wiem o co tu chodzi.

Maciej Sulęcki też nic nie wie – rozmawiałem z nim…

KG: Tak to jest w polskim boksie – czarna magia. Nikt nic nie wie. Trenujemy tak naprawdę nie wiadomo po co. To samo Kamil Szeremeta – trenuje pod walkę, która prawdopodobnie będzie 27 stycznia, ale konkretów brak. Trudno jest się wtedy skoncentrować i realizować coś, czego być może w ogóle nie będzie.

W dodatku zaraz idą święta.

KG: Widzisz, chciałbym zjeść sobie barszcz z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami, może coś słodkiego. Nie zjem, bo może będę miał walkę. Mam taki organizm, że pofolguję sobie trochę z jedzeniem i już mam kilka kilogramów więcej. Teraz ważę 97, ale więcej już nie mogę. Męczy mnie późniejsze zbijanie wagi, wolę mieć kilka kilogramów więcej przed walką niż dużo za dużo. Na końcu okaże się, że trenowałeś, trzymałeś wagę, uważałeś na jedzenie, w święta sparowałeś, a walki nie ma i wszystko idzie na marne. Potem to wpływa na głowę. Nie wiesz, czy jest sens zaangażować się w 100%, bo już raz to było bez sensu. Promotorzy nie muszą trzymać diety, nie muszą trenować i biegać. Oni posiedzą z rodziną przy stole i mogą jeść co chcą – nie muszą zapierdzielać. Może dlatego nie doceniają naszego wysiłku.

Słyszałem kiedyś, że ty cały czas starasz się ważyć 95-96 kg, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zadzwoni telefon i kiedy będzie kolejny pojedynek…

KG: Dokładnie tak. Ja mógłbym ważyć 100-102 kg – nie miałbym z tym żadnego problemu. Dlatego się pilnuję. Cały czas uważam co jem.

Ty kibicujesz Usykowi, prawda? Chcesz mu się zrewanżować.

KG: Tak, ale moim zdaniem on jest przereklamowany. Jest znakomitym zawodnikiem, wygrał ze mną, ale niektórzy robią z niego lepszego zawodnika, niż on faktycznie jest.

Jest zdecydowanym faworytem bukmacherów.

KG: Wiem, widziałem, ale gdy trafi na silnego Gassijewa lub dużego Dorticosa, to może mieć problemy. Nie jest wcale powiedziane, że on gładko to wszystko wygra. Może jest wokół niego taka otoczka, bo ma grupę promotorską K2i bracia Kliczko są za nim? Nie wiem. Usyk nie ma mocnego ciosu.

Nie ma?

KG: Jest szybki, znakomicie pracuje na nogach. Obrony nie ma rewelacyjnej. Cios mocniejszy od niego ma Cunningham. Wiem, bo walczyłem i z jednym, i z drugim. On chce iść do wagi ciężkiej – życzę mu z tym ciosem powodzenia. Jak on wyjdzie do walki z Joshuą lub Wilderem, to oni go zabiją. Ale jest technicznie dobry i bardzo szybki. Zadaje serię i ucieka. Mądry w ringu – tego mu nie można zabrać.

Tytuł czempiona WBO Usyk zdobył w walce z Głowackim / PressFocus

On wzoruje się na Wasylu Łomaczenko.

KG: Tak, to prawda. Ale Łomaczenko ma mocniejszy cios jak na swoją kategorię.

Właśnie – Rigondeaux czy Łomaczenko zwycięży?

KG: Wolałbym, żeby Rigo, ale Łomaczenko jest większy, będzie miał przewagę siły w tym pojedynku. Na pewno szykuje się dobry pojedynek dwóch znakomitych pięściarzy.

 

 

10 grudnia pojedynek Wasyla Łomaczenko z Guillermo Rigondeaux

Wygrana Łomaczenko: 1,2

Remis: 24

Wygrana Rigondeaux: 4,05

 

Jakub Borowicz

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.