Gigantyczne zarobki menedżerów. Kto wydał w Polsce najwięcej na agentów?

Niemal ćwierć rocznego budżetu wydanego na prowizje mendżerskie? Wydać trzy razy więcej na agentów niż drugi pod tym względem klub w lidze, a wciąż nie być pewnym awansu? Dane PZPN dotyczące wysokości opłaconych przez polskie kluby prowizji w ostatnich dwóch okienkach transferowych szokują...

Piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie, z ponad trzema miliardami fanów (prawie połowa globu!) wyprzedza krykiet (2,3 mld), hokej na trawie (2 mld) i tenis ziemny (miliard). Ludzie płacą za bilety, kupują koszulki, oglądają mecze w telewizji, czytają o piłce. Jest ich tylu, że firmy na całym świecie chętnie reklamują się na futbolu. Stąd piłkarze, a więc również ich agenci, mają pieniądze, na które pracują.

Nie kradną ich, nikt im tych pieniędzy nie daje z powietrza czy pod przymusem nie zabiera innym, by przekazać tym, który kopią piłkę.

Jest popyt – są sponsorzy, telewizja, pieniądze. Proste. Kluby piłkarskie to gigantyczne firmy, które mają olbrzymie dochody. Różnica między nimi, a innymi firmami jest taka, że tu właściciele często dokładają do biznesu, którym się bawią. Największymi beneficjentami są zaś aktorzy widowiska, czyli w tym przypadku piłkarze, a co za tym idzie – agenci piłkarzy.

Czy ich zawód jest ważniejszy od lekarza, strażaka, żołnierza? Nie, podobnie jak nie jest również ten aktora filmowego, który też przecież zarabia więcej od doktora w szpitalu. Jak to tłumaczyć? Pewnie tym, że z dobrego meczu czy filmu korzystamy codziennie, a usług lekarskich – w większości bardzo rzadko. Statystycznie częściej kupujemy bilet na mecz do teatru, kina czy na stadion, niż kładziemy się na operacyjny stół, płonie nam dom albo atakują nasz kraj.

Nie przeczytacie więc tutaj chorych teorii, według których ktoś zarabia „za dużo”. Nie czujemy się na tyle zadufani w sobie i przekonani o własnej, niemal boskiej, nieomylności, by mieć czelność mówić, kto ile powinien zarabiać. Menedżerowie piłkarscy w Polsce i na świecie zarabiają tyle, ile ktoś im daje. Znaczy, że odpowiednio. Kropka.

To nie zmienia faktu, że kwota wydawana przez kluby na prowizje dla agentów może szokować. Grający fenomenalną piłkę Liverpool Jurgena Kloppa wydał na to 44 miliony funtów, a cała angielska Premier League na „działkę” dla menedżerów przeznaczyła w ostatnim roku 260 milionów funtów.

Jak to się ma do polskiego podwórka?

Polski Związek Piłki Nożnej opublikował ciekawe dane za okres od kwietnia 2018 roku do marca 2019 roku, czyli za dwa ostatnie okienka transferowe. W sezonie 2018/19 w trzech centralnych ligach w Polsce na prowizje menedżerskie wydano niemal 35 milionów złotych, w tym rzecz jasna zdecydowaną większość w Ekstraklasie (32 miliony).

Najwięcej w Polsce na menedżerów wydał Lech Poznań – niemal siedem (6,93) milionów złotych. Już po liderze widać, że wydana na prowizje kwota nie zawsze przekłada się na wynik sportowy. Lech niedawno zwolnił trenera Adama Nawałkę i na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego wyleciał z górnej ósemki. Druga jest Legia Warszawa (5,9 mln) z milionem wydanym mniej, natomiast najbardziej szokuje trzecia pozycja. Na podium w wydanych na prowizje kwotach znalazła się Wisła Płock (5,2 mln), czyli klub, który obecnie znajduje się w strefie spadkowej.


Co ciekawe, więcej od obecnego lidera Ekstraklasy, Lechii Gdańsk, na prowizje wydali też w Pogoni Szczecin, Cracovii i Zagłębiu Lubin. Najmniej, co zrozumiałe, na agentów przeznaczono w Wiśle Kraków – tylko 66 tysięcy złotych. Średnio z ekstraklasowego budżetu na prowizje menedżerskie przeznacza się dwa miliony złotych – to więcej, niż wydano w sumie w 1. Lidze.

Zaskakiwać może również kwota, jaką przeznaczył na prowizje menedżerskie Widzew Łódź w rozgrywkach drugoligowych. Łodzianie przeszli latem i zimą małą rewolucję kadrową (17 nowych piłkarzy) za kadencji Radosława Mroczkowskiego, ale mimo wydania pieniędzy (m.in. pół miliona na agentów) w ostatnich jedenastu spotkaniach wygrali zaledwie jedno, zajmują trzecie miejsce w tabeli i Mroczkowskiego po weekendzie zastąpił Jacek Paszulewicz.

Pieniądze jak widać nie grają, podobnie jak wysokość kwoty przeznaczanej na prowizje menedżerskie. Agentom w futbolu niczego nie ujmujemy, bo przy podpisywaniu kontraktu nie stoją z pistoletem nad głową prezesów czy piłkarzy i na swoje uposażenie zarabiają pracą. Środowisko powinno się jednak zastanowić: kluby, czy potrzebują wydawać tak duże pieniądze na prowizje, oraz zawodnicy, czy chcą akurat tak dużą część swoich zarobków oddawać agentom?