GGG vs Canelo – krajobraz po walce dekady

Walka dekady. Jakie musi mieć składowe? Być gwałtowna i dzika jak Hagler-Hearns? Mieć potencjał marketingowy niczym FMJ-Pacquiao? Trash-talk jak Tyson-Lewis? Dramaturgię niczym Ward-Gatti? Zwrot akcji jak Corrales-Castillo lub knock-out roku jak Pacquiao-Marquez IV? A może po prostu ma być rzeźnią jak Bradley-Provodnikov?

 

Wszystkie te elementy są oczywiście mile widziane ale raz na bardzo długi czas, oczekiwania wszystkich kibiców boksu są zaspokojone przez unikalne połączenie umiejętności i charakterów, które podczas wyczekiwanego starcia na tych kliku metrach kwadratowych ringu, wytwarzają absolutnie niepowtarzalną, magiczną atmosferę. Klimat, któremu dajemy się ponieść i który zostanie z nami jeszcze na długo oraz sprawi, że kolejnej takiej okazji będziemy wyczekiwać, być może latami, nie mając gwarancji, że coś takiego się jeszcze kiedyś powtórzy. Gennady Gołovkin i Saul Alvarez spotkali się w idealnym dla siebie momencie –  mistrz szukający od dawna swojej wielkiej walki, definiującej jego dotychczasowe, często kwestionowane przez słabość rywali dokonania oraz wchodzący w swoje najlepsze lata Canelo – pięściarz, któremu zarzuca się, że parasol ochronny jaki rozwinął nad nim Oscar de la Hoya, już nie raz stworzył sprzyjające warunki do podtrzymania tylko jednej porażki, w okazałym jak na swój młody wiek rekordzie (49-1-2). Nie ma co wracać do tego co miało miejsce wcześniej, bo wszystko już zostało napisane przez zastępy ekspertów. Zalety i wady obydwu są powszechnie znane i trudno spodziewać się było czegoś, co mogłoby zaskoczyć przeciwnika, a wszystkie domysły szybko zaczął weryfikować ring i to w dość zaskakujący sposób.

Zgodnie z oczekiwaniami GGG od pierwszych momentów ruszył do przodu niczym czołg, charakterystycznie dla siebie skracając ring oraz torując sobie drogę do celu aktywnym, mocnym lewym prostym, do którego starał się dołożyć co jakiś czas mocny prawy. Nie mogło to oczywiście zaskoczyć Canelo, który tu akurat wbrew obiegowym opiniom, wykazał zaskakująco dobrą pracę nóg, schodząc głównie w lewo, stosując do tego umiejętnie w obronie, balans ciała i odchylenia. Bazując na swoim refleksie, doprowadził do tego, że większość uderzeń Kazacha nie dochodziło celu. Meksykanin odgryzał się dynamicznymi, pojedynczymi kontrami ( np. jeden niezły, pierwszy z wielu podbródkowych i kilka ciosów prostych z defensywy), a sędziowie, tę tzw. bliską rundę, wypunktowali na korzyść Alvareza, jak się okazało, nie ostatnią tej nocy.

Druga runda rozpoczęta podobnie, jednak tym razem nadal nietrafiający celnie, ze swoją normalnie wysoką skutecznością Gołovkin, miał problem z dobraniem odpowiedniego dystansu i nadział się na co najmniej kilka kontr głównie po balansie Alvareza w defensywie. Nawet mając w pamięci, jak stosunkowo łatwo dawał się trafiać w ostatnich walkach z Brookiem i Jacobsem, to trzeba przyznać, że mocny lewy sierp Canelo, kilka lewych prostych z defensywy – w tym mocne na korpus – oraz kolejny podbródkowy, wyraźnie sprawiły, że Kazach nabrał szacunku do swojego przeciwnika, którego kilka lat wcześnie poniewierał na sparingu. I to chyba też klucz do tego, co działo się później, czyli przygotowania fizycznego Alvareza, który bardzo się wzmocnił w ostatnim czasie, przez co osławiona siła GGG nie robiła na nim wrażenia, jakiego można się było spodziewać po kimś, kto przyszedł niedawno z niższej wagi i nie jest gabarytów Jacobsa.

Od trzeciej rundy sprawy zaczęły ukłdać się jednak po myśli mistrza trzech federacji. Zwiększył częstotliwość uderzeń – potrójny lewy sierp i ponowienia prostego – przez co zmusił Canelo do większego odwrotu. Częściej też udawało mu się zamknąć Alvareza przy linach. Oczywiście nadal zbierał na twarz sporo ciosów kontrujących (znowu mocny podbródek) ale w ogólnym rozrachunku na pewno w tej konfrontacji wychodził na plus. Meksykanin, mimo że był w odwrocie, pierwszy raz w tej walce zaczął prowokować, opuszczając ręce i kiwając głową, dając do zrozumienia, że nic sobie nie robi z siły GGG. Taktyka dość ryzykowana biorąc pod uwagę z kim miał do czynienia. Ostatecznie w rezultacie dobra szybkość i nadal świetny balans, pozwoliły mu rzeczywiście minimalizować skutki uderzeń, które dochodziły celu.

12

Komentarze