Gest Hazarda na prezentacji wywołał burzę. Powinien to zrobić?

Zrozumielibyśmy, gdyby to był młody chłopak, wychowanek klubu bądź ktoś, kto w Realu Madryt spędził wiele lat. Ale czy gestu Edena Hazarda, całującego herb „Królewskich” 28-letniego Belga przechodzącego za 100 milionów euro z londyńskiej Chelsea, nie wypadałoby nazwać pustym?

Kiedy piłkarz X nie zdążył jeszcze kopnąć piłki w nowym klubie, ale już całuje jego herb to zapala nam się czerwona lampka. Czy takie deprecjonowanie tak ważnego dla kibiców gestu jest w porządku? Jakie będzie miało ono znaczenie, skoro będzie to robił niemal każdy? Eden Hazard nie czekał na pierwszą minutę, mecz, bramkę czy asystę. Niedawno całował herb Chelsea, teraz zrobił to z tym Realu Madryt.

Z jednej strony: to jego sprawa i jeśli nikogo nie krzywdzi to może robić co mu się podoba. Z drugiej, kariera piłkarza to nie jest zwykły zawód. Nikt nie śledzi z zapartym tchem, jak piekarz zamienia mąkę w chleb. Nikogo nie interesuje, że pani Kasia pracowała w Lidlu i przeszła do Biedronki. Natomiast dla milionów kibiców na świecie złe słowa, puste gesty czy zdrady barw klubowych mają ogromne znaczenie.  Wykonując coś takiego trzeba zdawać sobie sprawę, że piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci, tylko – jak mawiał Bill Shankly – coś znacznie ważniejszego.

Pewnych rzeczy też robić nie wypada. Jeść rękami w restauracji, chodzić w brudnych czy podartych ubraniach, nadużywać przekleństw i… całować herb klubu, w którym jest się pierwszy dzień?

„Królewski” znak czule potraktowali niedawno Jović czy Courtoius. O ile ten pierwszy od dawna jest kibicem klubu ze stolicy Hiszpanii, tak ten drugi wzbudził niemałe kontrowersje. – Nigdy wcześniej nie całowałem żadnego herbu, dzisiaj zrobiłem to po raz pierwszy, ponieważ jestem tu, gdzie zawsze chciałem być – powiedział podczas prezentacji Thibault Courtois, który kilka lat wcześniej – będąc zawodnikiem lokalnego rywala, Atletico – obrażał Real Madryt i jego kibiców. Nie był wtedy dzieckiem, a dorosłym, 21-letnim facetem.

Śpiewał: „Skacz, skacz, skacz, jak mały kangur który pi*rdoli w d*pę madritistas” (po hiszpańsku to się rymuje). Może to zrzucić na karb młodości, ale jednocześnie nie może tuż po tym opowiadać bajek, że „zawsze chciał tu być”. Chciał być w Realu, który obrażał? Chciał być uwielbiany przez tych, których „wykorzystują małe kangury”?

Hazard nic o kangurach nie śpiewał i być może marzył o grze na Santiago Bernabeu od lat, ale mimo wszystko – pierwszy dzień w klubie sprawia, że takie gesty przyjmujemy z mieszanymi uczuciami.

Na całowanie herbu to mógł sobie pozwolić z czystym sumieniem Gerrard w Liverpoolu, Maldini w Milanie, Zanetti w Interze, Scholes w Manchesterze United, Puyol w Barcelonie, Totti w Romie czy w Realu – Raul Gonzalez. Hazard w tych „całuśnych” porównaniach wypada blado.

Nawet jeśli tylko go poniosło to trzeba przyznać, że miał do tego dobry powód. Na jego prezentację przybyło 60 tysięcy fanów. W historii więcej kibiców zgromadziły tylko oficjalne przedstawienia Diego Armando Maradony w Napoli przed wieloma laty (65 tys.) oraz dekadę temu Cristiano Ronaldo (75 tys.). Portugalczyk też podczas pierwszego spotkania z fanami pocałował herb – z perspektywy czasu, ale następnymi latami obronił ten gest w stu procentach. I tego samego życzymy Hazardowi…