„Gdybym miał teraz nagły przypływ gotówki na transfery, to…”

W ciągu półtora roku ściągnął do Płocka takie nazwiska jak Furman, Vrdoljak, Krivets, Stilic, Michalak czy Varela. Lubi ryzykować przy transferach ale w ramach określonej filozofii i zabezpieczenia interesów klubu. Po zakończeniu jesiennej części obecnego sezonu, wiele osób to w nim widziało pierwszego budowniczego udanej rundy Nafciarzy

…moja filozofia by się nie zmieniła”.

Łukasz Masłowski, były zawodnik m.in Widzewa, Odry Wodzisław czy Górnika Łęczna, po zakończeniu swojej kariery na boisku szybko przestawił się na nowy tryb pracy. Pierwsze kroki, po zamianie korków na normalne buty, skierował w stronę usług menedżerskich i transferowania zawodników. Nie było to jednak coś, co dawało pełną satysfakcję Masłowskiemu, stąd decyzja o podjęciu pracy na stanowisku dyrektora sportowego w Olimpii Grudziądz. Po tym jak walnie przyczynił się do uratowania 1 ligi dla Grudziądza, który znajdował się wówczas w beznadziejnej sytuacji, angaż zaproponowała mu Wisła Płock. W ciągu półtora roku ściągnął do Płocka takie nazwiska jak Furman, Vrdoljak, Krivets, Stilic, Michalak czy Varela. Lubi ryzykować przy transferach, ale w ramach określonej filozofii i zabezpieczenia interesów klubu. Po zakończeniu jesiennej części obecnego sezonu, wiele osób to w nim widziało pierwszego budowniczego udanej rundy Nafciarzy.  Transferowa kuchnia w Wiśle Płock – to właśnie temat przewodni naszej rozmowy, a w niej m.in. kulisy rozmów z Ivicą Vrdoljakiem, filozofia transferowa, niewypały i finanse, które ograniczają możliwości Wisły, ale nie pomysły Masłowskiego.

 

Trudno było Ci zostawić obowiązki agenta i wejść do pracy w klubie?

Nie do końca. Praca agenta była bardzo pouczająca. Zarabiałem wtedy lepiej niż jako dyrektor sportowy i na pewno moja decyzja nie była spowodowana względami finansowymi. Ale brakowało mi adrenaliny dnia meczowego, którą pamiętałem z boiska, odpowiedzialności za wyniki zespołu. W Olimpii Grudziądz dano mi szansę i podjąłem bardzo duże ryzyko. Udany finał tamtej walki o utrzymanie dał mi wielką satysfakcję. Bardzo dobrze wspominam ten etap. Nie na końcu, a na początku naszej rozmowy chciałbym podziękować ludziom, którzy mi zaufali. Mam tu na myśli przede wszystkim prezesa Jacka Kruszewskiego (prezes Wisły Płock – red.) i Jacka Bojarowskiego (prezes Olimpii Grudziądz – red). Co do różnic, to teraz żyję codzienną pracą dla klubu. Trenerzy mają swój mikrocykl w pracy z drużyną i ja mam swój mikrocykl.

Dwa razy w roku, w przerwach pomiędzy rundami?

Praca w Płocku jest utrudniona, bo nie stać nas na wysokie kontrakty, na transfery gotówkowe. Nie ma pięknego stadionu, a Płock nie jest Krakowem, Warszawą, choć ma też swoje uroki. Stąd praca przy transferach może trwać nieco dłużej niż w większych klubach i to pochłania najwięcej czasu. Chciałbym móc lecieć gdzieś za granicę i w rozmowie z prezesem danego klubu zgodzić się na kwotę odstępnego 300 tys Euro i załatwić transfer od ręki. Tak nie jest, ale dajemy sobie radę bez takich pieniędzy i jestem ostatni do narzekania.

A poza transferami jaki jest zakres Twoich obowiązków?

Skupiam się na pracy pierwszej drużyny. Transfery, organizacja zgrupowań, obserwacja zawodników, ale i stała współpraca z trenerami grup młodzieżowych i z zarządem. Jestem codziennie w klubie i powiem szczerze, że nie ma czasu na nudę.

Jako dyrektor sportowy czasem pewnie bierzesz na siebie rolę barmana i jesteś pierwszym, do którego przychodzą zawodnicy z problemami?

Bywają takie sytuacje. Dla mnie największym problemem początkowo było rozdzielenie relacji koleżeńskich od zależności pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem. Z niektórymi zawodnikami byłem, czy jestem rówieśnikiem i łatwo wpaść w pułapkę zatarcia tej granicy. Ale to już mam raczej za sobą.

Dosyć szybko znalazłeś się w oku cyklonu za sprawą rozstania z trenerem Kaczmarkiem i doniesieniami medialnymi o roli Dominika Furmana w tym wydarzeniu.

Wokół tej sprawy wypowiedziano w mediach wiele nieprawdy i przeinaczeń.

Można to sprostować.

Wspólnie z klubem i trenerem Kaczmarkiem doszliśmy do wniosku, że to koniec pewnego etapu, rozstaliśmy się w wyniku normalnych rozmów. Tutaj wszyscy mamy ogromny szacunek do trenera, który został zresztą wybrany szkoleniowcem 70-lecia Wisły Płock i ma wielkie zasługi w odbudowie tego klubu. My ten temat już zamknęliśmy i nie komentujemy go.

Co jest takiego w Wiśle Płock, że trafiają tu znane nazwiska i dobrzy zawodnicy jak Furman, Michalak, Stilić, Varela, Kante.

Wszyscy oni potrzebowali komfortu gry i zaufania od sztabu trenerskiego czy całego klubu. Kante w Górniku Zabrze nie strzelił bramki, ludzie go wyśmiewali, był w dołku. Ja pamiętam nasze przegadane noce z trenerem Kaczmarkiem na obozie w Grodzisku i rozmowy dotyczące tego zawodnika. Spore ryzyko, ale transfer „wypalił”, choć wątpliwości było dużo na początku. Dzisiaj gdyby Jose miał przepracowany w lato pełny okres przygotowawczy, to też miałby na pewno więcej goli, ale każdy już wie, że to nie jest przeciętny gracz.

Pomimo to wzmacniacie atak młodym Oskarem Zawadą.

Kante jest innym typem zawodnika niż Oskar. Lubi się cofnąć do środka pola, pracować na całej szerokości, a czasem i długości boiska. Chcieliśmy jednak mieć też typową „dziewiątkę” i będzie to właśnie Oskar Zawada. Zresztą nie tylko my go chcieliśmy. Pogoń, Śląsk i inni również się nim interesowali. Plan jest taki, żebyśmy mieli trzech napastników w kadrze, dlatego Mateusz Piątkowski i Mikołaj Lebedyński zostali wystawieni na listę transferową.

Trener Czesław Michniewicz jest pewnie zadowolony z transferu Oskara?

Już na jednym z ostatnich meczów kadry trener gratulował mi mówiąc, że to bardzo dobry wybór, a my jeszcze wtedy nie byliśmy po żadnych konkretnych ustaleniach z zawodnikiem. Śmialiśmy się później z tego, że Michniewicz potwierdził nam transfer zanim doszedł do skutku. Ja Oskara obserwowałem już w czasach jego gry w drugim zespole VFL Wolfsburg, więc znam jego możliwości.

A jak wygląda ten proces decyzyjny przy transferach w Płocku?

Tworzę listę kandydatów pod kątem pozycji, na których trener potrzebuje zawodnika. Mamy ustalone, że na każdej z nich musimy mieć dwóch do rywalizacji – bez wyjątku. Siadamy we trzech z trenerem oraz prezesem i spośród trzech kandydatów wybieramy razem jednego, którego pozyskamy. Często jest tak, ze ten mój pierwszy typ odpowiada trenerowi i prezesowi. Oskara chciałem już rok temu. Oczywiście konsultowałem to teraz z trenerem Brzęczkiem. Gdy było już pewne, że Oskar do nas trafi trener sam pogratulował mi załatwienia tej sprawy i wyprzedzenia konkurencji.

Czyli sytuacja z Sandecji i wchodzeniem sobie w kompetencje wam w Płocku nie grozi?

Szanujemy swój zakres obowiązków. Ufam trenerowi, nie ustalam składu na mecz ani nie planuję treningów, a szkoleniowiec ufa mnie, że kandydaci których mu finalnie przedstawiam to najlepsze możliwe wybory. Na dzisiaj sytuacja wygląda tak, że okno transferowe w Wiśle Płock właściwie się zamknęło, bo ściągnęliśmy bramkarza Thomasa Dahne, byłego reprezentanta juniorów Niemiec i mamy Oskara. Zanim okno się otworzyło, to my już je zakończyliśmy. Trener ma gotową kadrę na wiosnę i komfort przygotowań.

„Szanujemy swój zakres obowiązków. Ufam trenerowi, nie ustalam składu na mecz ani nie planuję treningów, a szkoleniowiec ufa mnie, że kandydaci których mu finalnie przedstawiam to najlepsze możliwe wybory”

To jakie zadania teraz przed Tobą?

Już pracuję pod następne okienko transferowe. Wiem jakich ruchów mogę się spodziewać i w lato nie chcę być niczym zaskoczony, więc już przygotowuję warianty transferowe na wypadek naszych „strat”.

Z czyim odejściem się liczycie?

Furman, Reca, Szymański czy Merebaszwili to potencjalne straty. Już są jakieś zapytania, bez konkretów, ale to pokazuje na czym się skupić.

Pytają z Polski czy z zagranicy?

Nie chcę jeszcze mówić na ten temat, bo nie są to konkretne rozmowy, ale jak dla przykładu taki Merebaszwili będzie chciał jeszcze trochę zarobić, to na pewno znajdzie się klub choćby w Rosji, który mu zapewni wysoki kontrakt.

A jeśli okaże się, że jeszcze zimą te propozycje nabiorą konkretów, to jesteś gotowy na przyspieszenie swoich rozmów transferowych z lata na styczeń/luty?

Jestem przygotowany na taki scenariusz. Oczywiście wszystkich nam na raz nie wyjmą zimą, ale liczymy się z tym, że jednego/dwóch możemy stracić, więc jeśli wpłynie dobra oferta, to pewnie dokonamy transferu i uruchomimy nasze plany.

Czy ten krąg waszych poszukiwań obejmuje kierunek grecko-cypryjski? Chętnie zapuszczasz się w te rejony po zawodników. To pokłosie Twojej gry na Cyprze?

Mam tam do kogo zadzwonić i zgłosić się z zapytaniem. To jest generalnie dobry kierunek, bo większość kontraktów jest tam podpisywanych na rok. Więc jeśli wstrzelisz się z ofertą w odpowiedniej chwili, możesz wyciągnąć zawodnika w szczycie formy i to za darmo. Chciałbym penetrować inne rynki, ale na ten moment jestem sam w pionie sportowym, co utrudnia obserwacje. Mam oczywiście grono ludzi, którzy mi podpowiadają „nieoficjalnie” i do których mam zaufanie, ale muszę sam zobaczyć zawodnika, by podjąć decyzję, bo to moja odpowiedzialność.

Te letnie, planowane uzupełnienia to…?

Na pewno środkowy obrońca.

Kończy wam się wypożyczenie Łasickiego z Napoli.

O niego na pewno będę walczył, by Włosi przedłużyli nam to wypożyczenie. Gdy go ściągałem do Płocka, ludzie pytali: po co nam czwarty środkowy obrońca? Po chwili jednak do Palermo wyjechał Szymiński, a Sylwestrzak doznał kontuzji i finalnie zostalibyśmy z dwoma stoperami. W przypadku kolejnego urazu któregoś z nich mielibyśmy jednego. Opcję z Łasickim szykowałem już wcześniej, właściwie od razu, gdy zaczęła się pierwsza wzmianka na temat wyjazdu Szymińskiego. Do tego doszedł też Alan Uryga. Priorytetem jest również zatrzymanie w Płocku Arka Recy. Zdaję sobie też sprawę, że pewnie stracimy Konrada Michalaka. Trzeba być też gotowym na różne warianty z Merebaszwilim.

„Furman, Reca, Szymański czy Merebaszwili to potencjalne straty. Już są jakieś zapytania, bez konkretów, ale to pokazuje na czym się skupić.” (fot. Adam Starszynski / PressFocus)

To byłby spory problem – strata dwóch dobrych skrzydłowych.

Podejrzewam, że Legia będzie chciała go już ściągnąć do Warszawy. Oczywiście my chcielibyśmy dalej pracować z Konradem. Mnie cieszy już nawet to, że on sam daje mi do zrozumienia, że z jego perspektywy to była bardzo dobra decyzja, by przyjść do Płocka.

To był kolejny zawodnik, który mając do wyboru kilka opcji zdecydował się na Wisłę.

Jak już mówiłem, zawsze przygotowuję sobie wcześniej kandydatury i nie działam po omacku, szukając na szybko zastępstwa, za kogoś kto nam odmówił. Oczywiście nie każdy transfer musi wypalić i ja również takie miałem.

Na przykład Paul Parvulescu?

Tak. To była sytuacja gdy Sylwestrzak zerwał więzadła krzyżowe i potrzebowaliśmy zastępstwa. Pech chciał, że Rumun trochę pograł, aż sam doznał kontuzji. Jednak w jego przypadku zalecam cierpliwość, bo to naprawdę dobry zawodnik i będzie mocnym kandydatem do gry.

Kolejny nieudany transfer to Ukrainiec Witalij Hemeha?

To też był jeden z ruchów, które w perspektywie czasu okazały się pomyłką. Ale najważniejsze jest to, że one nas nie kosztują zbyt wiele. Hemeha był wypożyczony z Dynama Kijów i nie miał tu wysokiego kontraktu, wrócił na Ukrainę i temat się zamknął. Miał problem z aklimatyzacją, podobnie jak było i u Harmeeta Singha, który również nie kosztował nas dużo. Takie przypadki to nauka tak dla mnie, jak i dla Wisły. Najważniejsze, że nie była kosztowna.

A Ivica Vrodljak? Czy jeszcze raz zaryzykowałbyś jego przyjście?

Oczywiście. Układ był jasny. Braliśmy kontuzjowanego zawodnika, by pomóc mu w rehabilitacji i zapewnić sobie jego grę po wyleczeniu. Rokowania były dobre, ale nie mieliśmy żadnej pewności, że on wyzdrowieje i doprowadzi się do takiego stanu, by mógł znów regularnie grać w piłkę. Ale gdyby mu się udało, mielibyśmy świetnego zawodnika. Gdybyśmy zainteresowali się nim dopiero po wyleczeniu, to pewnie nawet nie spojrzałby w kierunku Płocka, a oferty złożyłyby mu już najbogatsze polskie kluby. On sam mówił, że gdy zbierał się już do powrotu, to z Polski zaczęły dzwonić te kluby, ale ja już parę miesięcy wcześniej miałem z nim tę sytuację omówioną i Ivica innym odmawiał. On naprawdę kosztował nas bardzo mało, bo to była ostatnia część rehabilitacji plus koszty mieszkania. Jako klub ryzykowaliśmy niewiele, a mieliśmy do wygrania świetnego zawodnika. Kontrakt z nim był tak skonstruowany, że zacząłby zarabiać prawdziwe pieniądze dopiero gdy wyzdrowieje i zacznie grać, a my mieliśmy mu w tym pomóc.

Rzadko się to zdarza, by świadomie sprowadzać zawodnika z kontuzją.

To było ryzykowne. Dzisiaj spadła na nas fala krytyki, ale gdyby to wypaliło, to znów każdy by mówił, że tamten deal to mistrzostwo świata. Muszę takie ryzyko podejmować. Bierzemy kogoś, komu nie wyszło na zachodzie, albo nie przebija się w Polsce jak Michalak czy Damian Szymański i dajemy realną szansę gry na najwyższym poziomie. Przy okazji tego drugiego też były głosy, że oddajemy Wlazłę, a dostajemy z Białegostoku chłopaka, który nie gra. A przecież my oddaliśmy Jagiellonii zawodnika sześć lat starszego, dostaliśmy za niego naprawdę znaczącą kwotę dla klubu i do tego jeszcze obiecującego zawodnika w zamian. Oczywiście Jaga nie chciała się zgodzić na początku na to, ale udało nam się to dopiąć. Finalnie Szymański był jednym z najlepszych zawodników Wisły w tej rundzie.

W tym samym czasie trafił do was Semir Stilić. To dopiero było zaskoczenie. Znowu gdy ktoś odchodzi z Wisły, to zaraz macie gotowego kogoś na wypełnienie miejsca po nim, jak choćby w przypadku Łasickiego i Szymińskiego. Co do Stilicia, czy to prawda, że akurat o niego musieliście rywalizować z trzecioligowym Widzewem?

Franek Smuda widziałby Semira wszędzie i gdyby on sam chciał grać w Widzewie, to w Łodzi znaleźliby na to pieniądze. Ale z tego co wiem nie był on zainteresowany grą w 3 lidze, pomimo że zarabiałby pewnie więcej tam, niż w Płocku w Ekstraklasie. Przedłużenie umowy z Semirem to nasz kolejny cel.

Ciekawy był też odbiór transferu Thomasa Dahne. Zbiegło się to w czasie z kiepskimi interwencjami Seweryna Kiełpina. Dało się słyszeć głosy chwalące klub za szybką reakcję, a tu po chwili media obiegła informacja, że Kiełpinowi zaproponowano nowy kontrakt. Kolejny ciekawy sposób, na to by mieć ciastko i zjeść ciastko.

Seweryn jeszcze nie zdecydował się na przedłużenie umowy. Bramkarz to była jedyna pozycja, na której nie było równorzędnej rywalizacji, więc musieliśmy to zmienić. W prasie padały nazwiska np. Arka Malarza, ale pozyskanie takiego zawodnika od razu ustawiałoby „Sewera” na pozycji drugiego golkipera. A my nie chcieliśmy sadzać go na ławce, tylko wzbudzić u niego chęć rywalizacji i podnieść przez to umiejętności. I nie ma na ten moment mowy o tym, że któryś z nich jest pierwszy.

To się chyba dosyć szybko udało, bo po ogłoszeniu transferu Niemca, Kiełpin zaczął świetnie bronić.

To wszystko było zaplanowane (śmiech). Zobaczymy na co zdecyduje się też sam Seweryn.

To znów pytanie gdzie tkwi przepis na sukces ze sciąganiem tych zawodników akurat do Płocka?

Dzisiaj jest już łatwiej, bo piłkarze widzą, że to dobry klub na odbudowę, że gramy w piłkę, jest ciekawy zespół, a trener Brzęczek buduje styl tej drużyny, w którym można łatwo się odnaleźć. Kontrakty zawodników w Wiśle naprawdę nie są wysokie, ale progresywne. Pewnych rzeczy nie przeskoczymy jednak w Płocku finansowo i organizacyjnie, ale na środki jakimi dzisiaj dysponujemy, to robimy wszystko najlepiej jak się da.

Ja bym powiedział, że nawet ponad normę.

Dlatego jeśli na boisku robimy progres i będziemy mieć szansę na osiągniecie wyniku, którego nikt się po nas nie spodziewał, chciałbym żeby i organizacyjnie klub również ciągnął w górę.

Tu też nie macie łatwo. Bo dużo zależy od pieniędzy z Orlenu, oraz od decyzji Miasta, które jest właścicielem klubu. Ty jesteś zależny od tego, co usłyszysz z Urzędu?

Nigdy nie było takiej sytuacji. Mam konkretny budżet nakreślony przez prezesa. Jeśli jest wyjątkowa sytuacja, wtedy rozmawiam z nim, czy znajdą się dodatkowe pieniądze i musi to na koniec zaakceptować Rada Nadzorcza. Za Dominika Furmana zapłaciliśmy Tuluzie ponad 100 tys Euro, gdzie on był wcześniej wart ponad 2,5 mln Euro. Wydatek takiej kwoty musiał przejść w Płocku wszelkie możliwe procedury. Prezes, Rada Nadzorcza, Miasto. Ostatecznie wszystko się udało. Natomiast gdybym miał teraz nagły przypływ gotówki na transfery, to moja filozofia by się nie zmieniła. Nadal chciałbym stawiać na młodych Polaków, wspartych doświadczonymi zawodnikami z Polski i zagranicy. Mam kontrakt z Wisłą do czerwca i takiej drogi będę się trzymał.

Czyli w połowie roku na rynku transferowym może pojawić się Twoje nazwisko? Już teraz zebrałeś dużo pochwał po jesiennych rozgrywkach. Ludzie identyfikują dobrą postawę drużyny również z Twoją zaradnością w kwestii transferów.

Pochwały są miłe, ale podchodzę na chłodno do tego co robię w Płocku, czy wcześniej w Grudziądzu. Mnie ciężko namówić na wywiady. Nie bywam w gazetach czy telewizji. Mam dużo pracy i na tym się skupiam.

„Piłkarze widzą, że to dobry klub na odbudowę, że gramy w piłkę, jest ciekawy zespół, a trener Brzęczek buduje styl tej drużyny, w którym można łatwo się odnaleźć.”

To jaki jest cel Wisły? Prezes Kruszewski przed sezonem mówił w rozmowie z Przeglądem Sportowym, że jest nim utrzymanie, ale jesień ligowa pokazała, że w Płocku powstała szalona drużyna i może sprawić sporą niespodziankę.

Wciąż podstawowym celem jest utrzymanie, a kolejnym wejście do górnej ósemki.

Premie za miejsce w europejskich pucharach też są uwzględnione?

Premie są ustalone na początku sezonu, oczywiście jest przyjęta opcja gry w eliminacjach do europejskich pucharów, ale nikt o tym głośno nie mówi.

A Wisłę Płock byłoby stać na udział w nich?

Nie widzę innej możliwości, ale trochę za daleko wybiegamy.

W takim razie wróćmy do przeszłości. Do Widzewa wracałeś dwa razy. Pierwszy powrót, to przykre czasy dla klubu, porażka 6-0 z Legią i karny strzelany przez Boruca na Łazienkowskiej…

Ale też wróciłem za czasów Sylwestra Cacka i walczyłem o awans do Ekstraklasy. Byłem przecież kapitanem zespołu. To też był pouczający okres. Cacek otoczył się nieodpowiednimi ludźmi. Miał ogromne możliwości finansowe. Gdyby wybrał innych doradców, bardziej doświadczonych, Widzew do dzisiaj grałby w Ekstraklasie i był znaczącym klubem. Z kolei mój pierwszy pobyt w Widzewie, to czasy tuż po Lidze Mistrzów gdy byłem przy pierwszym zespole w momencie jak zdobywaliśmy v-ce mistrzostwo Polski, grało u nas dziesięciu reprezentantów kraju. To są naprawdę piękne wspomnienia i wiele się od tych zawodników nauczyłem. Niedługo później już przeżyłem w Łodzi te czasy, gdy nie było ciepłej wody, odśnieżaliśmy sami boisko, gdzie brakowało na wszystko, a później właśnie trafiłem na bogactwo wszystkiego za Sylwestra Cacka. Bogactwo źle zarządzane.

Można przyjąć, że pod kątem dzisiejszej pracy w Płocku tamte przygody pokazały ci skrajności w jakie może popaść klub.

Dlatego wcześniej ci powiedziałem, że nawet gdyby teraz Orlen doinwestował Wisłę, to ja nie zmieniłbym nic w filozofii budowania drużyny i transferowania piłkarzy, by nie wpaść w podobne pułapki. Nie jest sztuką tylko kogoś kupić, ale i kogoś wychować. U nas oczywiście w Płocku przeciętnie wygląda na ten moment szkolenie młodzieży, ale też dajemy szansę na grę młodym zawodnikom z innych klubów i piłkarzom chcącym się odbudować, dla dobra ich oraz Wisły.

W historii była już taka drużyna, która złożona z „odrzutów” walczyła o najwyższe cele.

Przypomnij mi.

Właśnie Widzew Łódź z lat 70.

Rzeczywiście my dzisiaj też opieramy się na takich założeniach, że ktoś kogoś nie chce, nie wystawia do gry i my wtedy wchodzimy do akcji. Ale trudno będzie powtórzyć tamtą historię (śmiech).

Sam wspomniałeś o problemach ze szkoleniem młodzieży w Płocku, ale kilku zawodników wypuściliście w świat na wypożyczenia. M.in. Adama Radwańskiego, który po grze w 3 lidze w Widzewie, najbliższy rok spędzi już w Rakowie w 1 lidze. Liczycie na to, że to już go ukształtuje i wróci do was za rok jako kandydat do pierwszego składu?

Kontrolujemy jego rozwój. Sam jeździłem obserwować Adama na Widzew. Raków będzie dla niego prawdziwą weryfikacją. W Płocku jest na ten moment za duża konkurencja w środku pola, ale jeśli zrobi dalej taki progres jak w Widzewie, bo w Łodzi bardzo się rozwinął, to może być to naprawdę ciekawa opcja za rok. W Widzewie też nie grał tylko dlatego, że był młodzieżowcem, ale stał się podstawowym zawodnikiem zespołu z powodu postawy na boisku.

Grałeś w wielu klubach, sam mówisz że dzisiaj wiele rzeczy zrobiłbyś inaczej, by Twoja kariera potoczyła się lepiej niż miało to miejsce. Co uznajesz za największy swój błąd, który ją zahamował i przed czym dzisiaj przestrzegasz młodych zawodników?

To, że piłkarzem jesteś 24h/dobę. Trening trwa 3 godziny dziennie. Pytanie: co ty, jako piłkarz robisz z pozostałymi 21 godzinami? To właśnie podczas tych godzin przegrywasz swoją karierę, nie dbając o siebie, nie wysypiając się, nie odżywiając się zdrowo, nie regenerując się mądrze, czy zaniedbując rehabilitację po jakiejkolwiek kontuzji. Mnie tego brakło, zrozumiałem to zbyt późno.

Rozmawiał Arkadiusz Stolarek