Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

„Gdy skrzywdzisz Sevillę to jesteś kozakiem”

Już dziś wieczorem derby Sevilli, czyli spotkanie, na które w Andaluzji czeka każdy. Podczas gdy jeszcze w tygodniu emocjonowaliśmy się rozgrywkami w Pucharze Króla, w sobotę zasiadziemy wygodnie przed telewizorem, by podziwiać w akcji jedne z najgorętszych starć na ziemi. Pierwsze tego typu spotkanie zostało rozegrane... prawie 90 lat temu. Jak do tej pory odbyło się 126 meczów - 60 padło łupem Sevilli, 37 Betisu. 29-krotnie odnotowano remis.

Całkiem niedawno mieliśmy w Sevilli swojego człowieka, a mowa rzecz jasna o Grzegorzu Krychowiaku, który z powodzeniem reprezentował barwy bardziej utytułowanego z klubów. Kilkanaście lat przed nim po drugiej stronie sevilijskiej rzeki zameldował się Wojciech Kowalczyk, który później wydał książkę, a napisał ją Krzysztof Stanowski. I to właśnie z lektury „Kowal – prawdziwa historia” postanowiliśmy przytoczyć dzisiaj fragment, który poświęcony był właśnie derbom Sevilli. Wyszliśmy z założenia, że bardziej niż były napastnik Legii Warszawa, nie będziemy w stanie oddać klimatu tego wydarzenia.

Betis nie jest faworytem w meczu z Sevillą / PressFocus

W Betisie możesz strzelać gole każdemu, ale najważniejsze, abyś skaleczył FC Sevillę. Jeśli to zrobisz, jesteś kozakiem. Ja tym kozakiem byłem! Derby w tym mieście zawsze smakowały wyjątkowo, a ja od początku kariery doskonale czułem się w wyjątkowych meczach. Ten z Sevillą wygraliśmy 2:1, a ja strzeliłem drugiego gola. Dostałem piłkę w polu karnym, nie miałem czasu, aby spojrzeć, jak ustawiony jest bramkarz. Uderzyłem na siłę, przypadkiem, bez celowania – wpadła gościowi między nogami. Tak to już bywa, że jeden będzie strzelać bez celowania całe życie i tylko sobie krzywdę zrobi, a inny obojętnie jak kopnie, tak wpada – i do tej drugiej grupy należałem ja! Zresztą, tak szczerze, to prawie żaden piłkarz, oddając mocny strzał, nie celuje. Wie, gdzie jest bramka, i tyle – raz wpadnie po widłach, a raz pójdzie w sam środek. Takich, którzy potrafią naprawdę kontrolować dokładnie kierunek piłki, jest na świecie bardzo niewielu – Sinisa Mihajlovic i nie wiem, kto jeszcze. Inni, gdy trafiają w okienko, to… zwyczajnie o mało by nie trafili w bramkę. Ot, cała prawda. 

Po strzeleniu gola Sevilli stajesz się królem miasta. Ludzie kłaniają ci się w pas, a ty wiesz, że gdy jutro kupisz gazetę, to znów będziesz na pierwszej stronie. To jest jednak tylko jedna strona medalu w lidze hiszpańskiej. Jest też druga, pokryta cieniem, paskudna. Brutalna rzeczywistość – sprzedawanie meczów. Tak, tak, zgadza się. W Hiszpanii także ustawia się wyniki spotkań i udaje się, iż wszystko jest cacy. Właśnie ułożony mecz najbardziej kojarzy mi sięz FC Sevillą. Ułożyliśmy go my, Betis. Mieliśmy przegrać…

– Chłopaki, w sobotę macie dostać w dupę od Sportingu Gijon. Tak zadecydowałem. Zrozumieliśmy się? – wypalił prezes klubu, zanim jeszcze na dobre wszedł do szatni.

– O co panu chodzi? – zapytał nasz kapitan.

– Jak przegracie ze Sportingiem, to Sevilla leci z ligi! – wytłumaczył swoją filozofię i wyszedł. – Żeby mi tylko nikt numeru nie wywinął, bo będzie skończony! – rzucił na koniec. No to ładnie wpadłem.

Zamiast odstawić teatrzyk na boisku, odstawiłem w szatni. Au! Chyba coś poczułem w nodze. Och, to na pewno groźna kontuzja. A jeśli nie jest groźna, to na pewno nie jest lekka. Jak mnie nic nie boli, to na pewno zaboli.

– Panie trenerze, wydaje mi się, że sobie coś nadciągnąłem. Cholernie mnie „dwójka” boli – stwierdziłem. I w tym momencie zobaczyłem, że ból przeszył co najmniej połowę drużyny.

– Oho, panie trenerze! Chyba ostatnim razem się nie wyleczyłem do końca! – dodaje następny piłkarz.

– Oj, skrzypi mi Achilles. Gdzie jest doktor? – padło pytanie z drugiego końca szatni.

Im bliżej było meczu, który musieliśmy przegrać, tym wiecej dolegliwośći pojawiło się w zespole i prawie nie było ludzi zdolnych do trenowania. Jeden z ostatnich poważnych piłkarzy przyszedł dzień przed meczem do trenera z informacją:

– Nie wiem, co się stało, ale mam wysoką gorączką.

No, ten to poszedł na całość. Nie udawał, że coś go pobolewa, tylko chyba biegał nago przez całą noc albo pryznajmniej zjadł surowego ziemniaka.

– Panowie, to przesada! Jak ja skompletuję jedenastu!? Nikt nie może już zachorować, zrozumiano? Proszę wszystkich, aby poważnie podeszli do zawodu i nie odnosili kolejnych kontuzji – oświadczył szkoleniowiec. I tak zostali mu do gry tylko juniorzy oraz rezerwowi.

Siedziałem w czasie spotkania na trybunach i żal mi było tych chłopaków. Jeden z nich nawet miał dobrą sytuację do zdobycia gola. Nie ryzykował – walnął jak najbardziej w górę, byle dalej od poprzeczki. Skończyło się 0:1, na własnym boisku. Gdy Sporting strzelił gola, kilkadziesiąt tysięcy fanów Betisu wyskoczyło z radości – FC Sevilla spada! Tymczasem po meczu koledzy, którzy musieli wystąpić, mieli łzy w oczach. W szatni panowała kompletna cisza.

– Brawo!!! – przerwał ją nagle prezes. – Wszyscy macie dodatkowe, potrójne premie! To była fantastyczna robota. Dla każdego po milion peses, jutro od odbioru! – przyknął. Milion peset można było w najlepszym wypadku dostać za pokonanie Barcelony czy Realu…

– Nie chcemy tych pieniędzy – odpowiedział jeden z tych, którzy grali. Uśmiech zniknął z twarzy prezesa.

 – Kto nie chce? – spytał.

– My – usłyszał.

Ten kto nie chce, miał podnieść rękę. Nie podniósł nikt…

– Nie jesteście warci tego klubu. Skoro nie chcecie moich pieniędzy, to ja się was prosić nie będę – wykrztusił wkurzony szef.

Zaczęły się kłopoty z płatnościami.

Fragment książki autorstwa Krzysztofa Stanowskiego „Kowal – prawdziwa historia”.

6 stycznia o godzinie 20:45 mecz Sevilla – Betis.

Zwycięstwo Sevilli: 1,53

Remis: 4,45

Zwycięstwo Betisu: 5,9

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.