Futbolowi królowie głupoty, czyli najbardziej absurdalne zachowania piłkarzy

Wśród piłkarzy oczywiście są intelektualiści. Magistrzy, mole książkowi czy najzwyczajniej w świecie ludzie mający coś do powiedzenia. Nie brakuje jednak prawdziwków, którzy na boisku są nieobliczalni - i nie mamy tu na myśli spektakularnych zagrań - a i poza nim potrafią nieźle nawywijać.

Ta odrobina w życiu wielu piłkarzy często zamieniała się w coś większego, co śmiało można nazwać głupotą. Jeśli chodzi o niestandardowe akcje z udziałem piłkarzy, pierwszą myślą jest oczywiście Mario Balotelli. Zebraliśmy jednak dużo więcej zachowań, które szokują, przerażają lub bawią do łez.

PORSCHE? ZAPOMNIAŁEM…

Jermaine Pennant znany jest głównie z reprezentowania barw Liverpoolu, gdzie sprowadził go swego czasu Rafa Benitez. Na Anfield trafił pomimo wyroku za jazdę po pijaku. W 2005 roku rozbił się swoim samochodem, a policjantom, którzy go legitymowali podał fałszywe nazwisko. Sąd skazał 22-letniego wówczas piłkarza na 3 miesiące więzienia. Kibice pamiętają także jego roztargnienie związane z grą w Realu Saragossa, a konretnie: pięć miesięcy po zakończeniu hiszpańskiego epizodu w karierze.

Do wypożyczonego do Stoke skrzydłowego zgłosił się Hiszpański klub w sprawie… stojącego na parkingu stacji kolejowej Porsche. Warte 116 tysięcy euro cacko przez pięć miesięcy stało opuszczone, a gdy klub skontaktował się z Anglikiem, ten nie wiedział, o jakim samochodzie mowa. Rejestracja „P33NNT” nie pozostawiała jednak wątpliwości, kto jest właścicielem pojazdu. Pamięć bywa zawodna…

TRENING WAŻNIEJSZY NIŻ KAC

Absolutny hit tego zestawienia. Matty Pattison, były zawodnik Newcastle i w 2008 roku piłkarz Stoke City, przeszedł samego siebie. Jego drużyna przegrała z Sheffield United 0:2, a on w niedzielny wieczór postanowił zapić smutki w jednym z nocnych klubów. Upił się niemal do nieprzytomności, pojechał do domu. Dla wielu angielskich piłkarzy: niemal standard. Najciekawsze jest jednak to, co zdarzyło się następnego dnia.

W poniedziałkowy poranek, mimo ogromnego kaca, Pattison obudził się przerażony. Trening! Z myślą o karze, jaką będzie musiał zapłacić za spóźnienie na zajęcia, w pełnym pośpiechu zaczął się szykować. Wybiegł z domu bez butów i bez zastanowienia wsiadł do samochodu. W połowie drogi zatrzymała go policja, która ze zdziwieniem stwierdziła, że piłkarz ubrany jest w meczowy trykot Norwich. Został skazany za jazdę po pijanemu i wysłany na odwyk, a niedługo został wyrzucony także z klubu. Co najśmieszniejsze, na poniedziałek drużyna „Kanarków” nie miała zaplanowanego żadnego treningu…

CAŁY MARIO…

Zapowiadaliśmy go już na początku tego tekstu, więc nie mogło go zabraknąć. Sylwester dla piłkarzy powinien nosić nazwę Dnia Mario Balotelliego, patrona fajerwerków. Nigdy nie wiadomo, co tyleż genialnemu, co nieprzewidywalnemu piłkarzowi uderzy do głowy. W 2011 roku, w przeddzień meczu derbowego z Manchesterem United (wygranego 6:1, z koszulką „Why always me?”), postanowił przedwcześnie rozpocząć świętowanie Nowego Roku. W łazience.

Dwa miliony złotych – mniej więcej na tyle wyceniono szkody. Znamy osoby, które pod prysznicem śpiewają, ale nikt nie postanowił zrobić tam pokazu pirotechnicznego. Mario jest jednak jedyny w swoim rodzaju, a jak impreza – to impreza! W wartej miliony dolarów posiadłości takowa miała miejsce mimo tego, że następnego dnia piłkarza czekał najważniejszy mecz w sezonie. Incydent z fajerwerkami jednak mu nie przeszkodził, bo na Old Trafford Balotelli trafił do siatki dwukrotnie.

MILIONERZY TEŻ KRADNĄ

Zarabiasz ponad 150 tysięcy złotych miesięcznie? Nic nie szkodzi. Wciąż istnieje prawdopodobieństwo, że będziesz chciał coś ukraść i postawić na krawędzi swoją całą karierę, która przecież nie trwa wiecznie. Glen Johnson, zanim jeszcze trafił do Liverpoolu, będąc na wypożyczeniu w Portsmouth nabawił się sporego wstydu. Wszystko przez własną chciwość i głupotę.

Rozumiemy, że ktoś lubi oszczędzać – nawet, gdy zarabia rocznie dwa miliony złotych. Tak nietypowy pomysł, na jaki wpadł Johnson, jednak nie mieści nam się w głowie. Otóż obrońca postanowił w sklepie B&Q przełożyć droższy produkt do opakowania tańszego. Najzabawniejsze jest to, że chodziło o… deskę klozetową. Najdroższa w tym sklepie kosztowała 40 funtów. Tańsza – 10 funtów mniej, czyli tyle, ile zarabiał Johnson w kwadrans swojego życia. Nawet wtedy, gdy spał, jego konto co kwadrans powiększało się o 10 funtów. Wstyd, jaki przyniosło mu złapanie na gorącym uczynku i wręczony przez policję mandat wysokości 80 funtów, był zdecydowanie większy.

„NIE JESTEM AŻ TAK GŁODNY”

Sytuacja rodem z kawału o blondynkach. Bohaterem utalentowany reprezentant Irlandii Północnej (ponad 50 występów w narodowych barwach), a także były zawodnik Boltonu, Blackburn, Sunderlandu czy Liverpoolu. Kibice The Reds nie zapamiętają go jednak jako zdolnego futbolisty, który całkiem nieźle kopał piłkę. Na zawsze będzie im się kojarzyć z… pizzą.

Do historii przeszła sytuacja, w której Jason McAteer – bo o nim mowa – zadzwonił do jednej z pizzerii i zamówił tzw. „placka”. Pracownik po drugiej stronie słuchawki zapytał, czy okrągłe danie ma zostać pokrojone na cztery, czy też osiem kawałków. Odpowiedź McAteera przeszła do historii: – Poproszę cztery, nie jestem aż tak głodny.

KRÓL GŁUPOTY?

Jeśli mielibyśmy wskazać jednego: sorry Mario, ale jeszcze bardziej odjechany jest Joey Barton. Wychowanek Evertonu, czyli klubu, którego kibicom tuż po odejściu pokazał goły tyłek. W wieku 22 lat, podczas tournée po Azji z Manchesterem City, zdarzyło mu się skopać 15-letniego fana Evertonu, za co został wyrzucony ze zgrupowania i odesłany do Europy.

Lubił żarty, ale nie z siebie. Jeszcze w barwach The Cityzens, podczas klubowej wigilii jeden z juniorów żartował z zapalniczką, sugerując, że podpali jego sweter. Odpowiedź Bartona była natychmiastowa i idiotyczna: postanowił zgasić swoje rozpalone cygaro na oku młodego piłkarza, przez co ów junior niemal go nie stracił.

Lubił wymierzyć kilka ciosów na boisku, o czym przekonała się trójka zawodników Manchesteru City: Carlos Tevez, Sergio Aguero i Vincent Kompany. Swojego kolegę z Newcastle, Ousmane Bado, pobił do nieprzytomności na treningu. Na półroczną odsiadkę skazano go jednak dopiero za bójkę na jednej z liverpoolskich ulic, gdzie jednemu ze współbiesiadujących osób zadał 20 ciosów, a drugiemu wybił kilka zębów. Odsiedział jednak tylko połowę kary.

Ostatnio był zawodnikiem rewelacji ubiegłego sezonu Premier League, prowadzonej przez Seana Dyche’a drużyny Burnley. Próżno było jednak szukać go w kadrze na mecze, bowiem od kwietnia ubiegłego roku był zawieszony. Angielska federacja skazała 35-latka na półtora roku zakazu uprawiania futbolu, co w praktyce skończyło jego karierę. Jaki był powód zawieszenia? W ciągu dekady, w latach 2006-2016, jako zawodowy piłkarz obstawił 1260 kuponów w zakładach bukmacherskich. W latach 2004-2011 stawiał także m.in. na porażki swojej drużyny, choć zarzeka się, że zawsze na boisku dawał z siebie wszystko.