Franciszek Smuda i jego trzecioligowe korepetycje

Gdy w sierpniu 2017 roku Franciszek Smuda został kolejny raz trenerem Widzewa, wszyscy uznali, że z tak utytułowanym trenerem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski, Widzew przejedzie się po rywalach w III lidze. Doświadczenie, jego charyzma oraz popularność w Łodzi, miały być kluczem do sukcesu walczącej o awans drużyny. Gdy dodamy do tego niespotykane na tym poziomie ligowym możliwości finansowe i organizacyjne, nowy stadion wypełniony na każdym meczu fanatycznymi kibicami oraz naprawdę mocną kadrę nie sposób nie oczekiwać, że każdy rywal zostanie zgnieciony i odprawiony z bagażem kilku goli.

Po przejęciu drużyny w drugiej kolejce (po porażce w Sulejówku z beniaminkiem) Widzew wygrywa kolejnych 6 meczów, prezentując naprawdę dobry poziom. Zawodnicy grają wysokim pressingiem, szybko, wymieniają dużą liczbę podań zmuszając rywali do biegania. Zespół gra zupełnie inaczej niż za trenera Cecherza, który na pierwszym miejscu stawiał to, by nie stracić bramki, a może coś uda się strzelić. Drużyna Smudy po objęciu prowadzenia dążyła do strzelenia kolejnej bramki,  już nie broniła korzystnego wyniku jak za Cecherza. Kibice Widzewa odetchnęli. RTS grał widowiskowo tak jak oczekiwali tego kibice.

Aleksander Kwiek – największy zawód letnich tranferów Widzewa

Franciszek Smuda bardzo często w tym czasie powtarza, że nie będzie analizował gry rywali tylko jego drużyna ma narzucać im swój styl. Może to buńczuczne i odważne ale wyniki pokazywały, że to może być sposób na ligowych przeciwników. Passa Widzewa jednak się kończy – w kolejnych 8 meczach Widzew odnosi tylko 3 zwycięstwa, 4-krotnie remisuje oraz doznaje 1 porażki we wczorajszym meczu z ŁKS Łomża na swoim stadionie. Styl gry w tych 8 spotkaniach już jednak nie był taki, jak w pierwszych 6 meczach Smudy po objęciu zespołu. Widzew dalej próbował jak najdłużej utrzymywać się przy piłce, zmuszać rywali do biegania za piłką oraz jak najszybciej odebrać piłkę po jej stracie ale… no właśnie – ligowcy odrobili pracę domową i wyciągali wnioski z porażek innych drużyn w meczach z Widzewem.

Rywale przestali już biegać za piłką tracąc niepotrzebnie siły. Zaczęli odcinać od gry skrzydłowych Widzewa przez których przechodziło większość podań oraz od których zaczynały się akcje ofensywne. Taktyka Widzewa polegająca na wymianie dużej ilości podań często też zaczęła się obracać przeciwko nim. Piłkarze Widzewa to nie piłkarze Barcelony i straty piłki po juniorskich błędach zdarzały się coraz częściej. To była woda na młyn dla rywali na szybką kontrę, tym bardziej, że boczni obrońcy ustawieni są szeroko a dwójka środkowych obrońców nie należy do sprinterów.

W tym okresie Franciszek Smuda zaczyna coraz częściej mówić, że uczy się jeszcze III ligi i nie spodziewał się, że mecze z Widzewem będą wyzwalały w rywalach wszelkie pokłady umiejętności, siły i zaangażowania. Po coraz słabszej grze drużyny, trener zaczął bronić swoich piłkarzy, mówiąc że nie są Realem Madryt i potrzeba jeszcze czasu, żeby pojęli jego filozofię gry i podnieśli swoje umiejętności. Sukcesów Trenerowi Smudzie nikt nie odbierze. Doświadczenia i fachowości także. Tylko czy zderzenie ekstraklasowego trenera z rzeczywistością III-ligową nie powinno jednak doprowadzić do modyfikacji taktyki i wyciągania wniosków? Taktyka która sprawdzała się w wielu klubach w Ekstraklasie nie do końca sprawdza się w topornej i siłowej III lidze. Nikomu z drużyny Widzewa nic nie ujmując, ale Daniel Świderski to nie jest Piotr Reiss i nie umie grać tak tyłem do bramki, a Marcin Pigiel to nie jest Rafał Siadaczka – to nie ta sama lewa noga, dokładność i pewność podań itd. itp.

Daniel Świderski – zeszłoroczny król strzelców 3 Ligi gr. I nie pokonał bramkarza ŁKS Łomża

Widzew jak na III ligę ma naprawdę bardzo dobry skład z takimi zawodnikami jak król strzelców ubiegłego sezonu Świderski, bramkostrzelny Miller, zawodnicy z bogatą przeszłością ekstraklasową jak Kwiek, Mąka i Gołębiewski. Wspomniany Daniel Świderski, najlepszy strzelec ubiegłego sezonu w III lidze już nie jest taki skuteczny. Czemu? Bo większość bramek które zdobywał wynikały z podań za plecy obrońców rywali, z którymi mógł się ścigać i wykorzystywać swoje gabaryty oraz szybkość. W taktyce Smudy musi grać tyłem do bramki mając na plecach 2 obrońców, często będąc jedynym napastnikiem na boisku. Pozyskano przed sezonem także Michała Millera, który był jednym ze skuteczniejszych napastników w poprzednim sezonie. Wydawałoby się, że jak na ten poziom rozgrywek zawodnik kompletny, szybki, mobilny, dobry technicznie. Niestety jego walory też nie są wykorzystywane. Grając jednym napastnikiem, opierając swoją taktykę na akcjach oskrzydlających trzeba mieć albo wrzutki „na nos”, albo zagrania za linię obrony. Niestety dośrodkowania skrzydłowych Widzewa Michalskiego i Mąki zatrzymują się na pierwszym obrońcy albo lądują na aucie po drugiej stronie boiska.

Kibiców Widzewa zapewne niepokoi też mocny „zjazd w dół” kilku jeszcze niedawno kluczowych zawodników. Mateusz Michalski – zawodnik, który w ostatnim czasie jest cieniem samego siebie. Już nie jest tak przebojowy jak jeszcze w ubiegłym sezonie czy pierwszych meczach obecnego. Irytuje swoją niedokładnością, podejmowaniem w większości złych decyzji. Kolejni dołujący to Mąka i Kazimierowicz. Skąd bierze się ich słaba forma? Brak rotacji w składzie? Intensywność treningów? Smuda praktycznie cały czas gra żelazną jedenastką. Na przykładzie Marcina Kozłowskiego widać, że gaśnie z meczu na mecz. Chłopak który na początku sezonu zasuwał 90 minut od pola karnego do pola karnego, dziś jest bez szybkości i sił na włączanie się do ofensywy.

Jedno jest pewne – Widzew stać na to, żeby zimą dokonać kilku znaczących transferów. Tylko pytanie czy warto? Czy nie lepiej, żeby trener Smuda wykorzystał niemały potencjał swoich zawodników i do nich dopasował sposób gry? Franciszka Smudę broni jeszcze to, że to nie on przygotowywał piłkarzy do sezonu i to nie on decydował o transferach tylko Przemysław Cecherz. Transfery Smudy to Gołębiewski i Falon. Co ciekawe ten pierwszy, podobnie jak Świderski nie jest zawodnikiem dobrze grającym tyłem do bramki, a porównanie jego techniki i szybkości do Świderskiego czy Millera stawia go z góry na przegranej pozycji. Dziwny to transfer.

Na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej Widzew jest wiceliderem, ale sytuacja na linii piłkarze – kibice zaognia się. Styl gry doprowadza 16-tysięczną publiczność na stadionie w Łodzi do szału. Tylko czy zarzuty nie powinny być stawiane w pierwszej kolejności trenerowi ?

W nieoficjalnych rozmowach, po meczach piłkarze sami mówią, że chcieliby iść z rywalami na wojnę, na wymianę ciosów, chcieliby dążyć do sytuacji bramkowych jak najprostszymi sposobami zamiast udawać Barcelonę. A propos Barcelony. Być może trener Smuda nie wie o tym, że kilka lat temu Widzew próbował naśladować  ten zespół i udawał grę ładną dla oka polegającą na setkach podań w poprzek boiska, tylko że skończyło się to spadkiem z I ligi i.. końcem Widzewa!

To że Franciszek Smuda jest „magistrem” w zdobywaniu Mistrzostw Polski każdy wie. Teraz do zdobycia „magistra” w III lidze dobrze byłoby skorzystać z korepetycji u trenerów Huragana Morąg, Ursusa Warszawa, GKS Wikielec czy Łks Łomża. Ku chwale Widzewa oczywiście.

Wszak człowiek uczy się całe życie…

 

Bartosz Chinowski

 

Komentarze