Fenomenalne zachowanie Aspasa. Pieniądze to nie wszystko…

W czasach, gdy futbolowi romantycy tęsknią za piłkarzami pokroju Paolo Maldiniego, Javiera Zanettiego, Carlesa Puyola, Stevena Gerrarda, Paula Scholesa, Gary’ego Nevile’a, Alessandro del Piero czy Francesco Tottiego, takie gesty jak Iago Aspasa jawią się jako piękny wyjątek i zachowanie godne kibicowskiego szacunku...

Niedawno wielkie przywiązanie do klubowych barw pokazał polski zawodnik i to w wielki sposób. Sama jego obecność bardzo pomogła nie tylko drużynie, ale i całemu klubowi w trudnych czasach. Mowa oczywiście o Kubie Błaszczykowskim, który najpierw – jeszcze jako zawodnik Vfl Wolfsburg – pożyczył Wiśle milion złotych, później wyłożył drugie tyle i został jednym z właścicieli klubu, a na dodatek został kapitanem „Białej Gwiazdy”, który gra przy Reymonta za darmo, a symboliczne (i wymagane w przepisach) 500 złotych przekazuje na szczytny cel.

Na szczęście sytuacje, w których w piłce nożnej pieniądze nie są wszystkim, jest więcej. W Hiszpanii dla klubu poświęcił się Iago Aspas.

Reprezentant Hiszpanii i uczestnik mundialu, a w przeszłości napastnik m.in. Liverpoolu obecnie jest największą gwiazdą Celty Vigo. W minionych rozgrywkach jego zespół był jedną z rewelacji sezonu La Liga, w tym – przeżywa spory kryzys. Zimą Celta znajdowała się w strefie spadkowej, ale Aspas wcale z hiszpańskiej ekstraklasy spadać nie musiał.

Dostał bowiem bardzo atrakcyjną finansowo propozycję z Chin. Mógł zarabiać 7 milionów euro na sezon, co dla 32-letniego Hiszpana mogło być ostatnią tak dużą umową w karierze. Dodatkowo był kontuzjowany – przed urazem Los Celestes byli w środku tabeli, ale podczas jego trwającej trzy miesiące absencji znaleźli się pod kreską.

Na stadionie Celty kibice stworzyli w tym czasie ołtarz z wizerunkiem Aspasa, na którym układano szaliki czy koszulki. Wszystko po to, by reprezentant Hiszpanii – w klubie z Estadio Balaidos traktowany niemal jak Maradona w Neapolu – wrócił do zdrowia.

Aspas nie pozostał obojętny na takie uwielbienie fanów, którzy jego powrotu wyczekiwali i utożsamiali go z ratunkiem przed spadkiem.

Odejście do Chin, choć zrozumiałe z powodów finansowych, byłoby dla nich ciosem prosto w serce. Piłkarz zdecydował się więc odłożyć pieniądze na bok. Po powrocie po kontuzji znów zachwyca – w ostatnich trzech meczach strzelił pięć goli i za każdym razem został wybierany piłkarzem meczu, wyciągając zespół ponad strefę spadkową.

Czapki z głów, ogromny szacunek i mamy nadzieję, że przykład dla wielu pozostałych piłkarzy – czasem jakaś doraźna kwota nie jest warta tego, że wszyscy kibice będą przez całe życie traktować cię jako legendę. Być może obejmując kierownicze czy trenerskie stanowiska po zawieszeniu butów na kołku Aspas odbije sobie stratę pieniężną wynikającą z braku transferu do Chin? Utraty statusu półboga w Celcie Vigo już nadrobić by nie mógł…