FEN 20 od kulis. „Cała wioska będzie przez trzy dni chodziła pijana”

Gala Fight Exclusive Night 20 "Next Level" to już historia. 10 marca w warszawskiej hali Torwar odbyła się jubileuszowa edycja, w której federacja wypuściła do boju prawie cały swój arsenał. Byliśmy tam, widzieliśmy całe wydarzenie z bliska. Jak impreza wyglądała od kulis? 

Aż dziewięciu zawodników mieszkających lub trenujących na co dzień w Warszawie – to miała być gwarancja wypełnienia Towaru w sobotni wieczór. Pierwszym starciem była konfrontacja znanego z popularnego reality show „Warsaw Shore” Alana Kwiecińskiego z Adrianem Błeszyńskim. Sam pojedynek nie należał do najładniejszych, bo Błeszyński, który dopiero debiutował w w formule K-1, często dopuszczał się zachowań, które mają miejsce w MMA. Mowa o obaleniach, próbie zadawania ciosów, gdy rywal padał na deski. Widać było brak „obycia” w nowym dla siebie środowisku, choć mimo wszystko Ares wyglądał lepiej w klatce. Wygrał zdecydowanie na punkty po trzyrundowym boju, ale raz został upomniany przez sędziego ujemnym punktem. Błeszyński wyglądał na zawodnika, który zapomniał o tym, że w K-1 nie można walczyć w parterze.

Jak obaj zawodnicy wyglądali po walce? Błeszyński przeprosił Kwiecińskiego za faule i obaj panowie… wspólnie poszli udzielać wywiadów. Po jednym ze zdarzeń głowami Ares rozciął czoło i potrzebne było szycie. Na ściankach dla dziennikarzy obaj zameldowali się w tym samym momencie, co było zaskoczeniem dla wielu przedstawicieli mediów.

Ciekawostka. Jednym z tematów rozmów po walce obu panów był… wspólny wyjazd na treningi do Tajlandii. Błeszyński już tam był, zlapał kontakty i może pomóc swojemu koledze i może przekazać cenne wskazówki:)

Wydawało się sporym zaskoczeniem, jest to, że Krzysztofa Kułak przeciwko Michałowi Tarabańce wystąpi w karcie wstępnej. Zgoda – Tarabańka „nie grzeje” aż tak publicznosci jak niektórzy mogliby sobie tego życzyć, ale Kułak to jedno z najgłośniejszych nazwisk w całej federacji. Jego występ poza ramówką telewizyjną był zaskoczeniem również dla samego Modela, który jednak przyznał, że skupiał się tylko na sportowym wymiarze tego pojedynku i rozumie, że ktoś musiał galę otwierać. „Okej, następnym razem będę walczył na końcu. Nie mam z tym żadnego problemu” – powiedział Model w szatni, gdy koledzy gratulowali mu zwycięstwa. Kiedy można będzie zobaczyć Kułaka po raz kolejny w FEN? Raczej nie 25 maja we Wrocławiu, gdyż częstochowianin chce w końcu trochę odpocząć. Czy będzie trzecie starcie z Michałem Tarabańką? Wydaje się to być niemożliwe – obu panów dzielą przynajmniej dwie półki.

Wszyscy kibice mogli spodziewać się tego, że reprezentujący Brazylię Daniel Torres będzie rywalem bardzo wymagającym dla Kamila Łebkowskiego. Lyoto pokazał jednak, że mimo 24 lat jest już dziś znakomitym wojownikiem i w przyszłości ma wielkie szanse na to, aby zdobyć pas mistrzowski w kategorii piórkowej. Co ciekawe, Torres wyglądał, jakby… nie był zawodnikiem MMA. Przynajmniej w koszulce, gdy przechadzając się korytarzami Torwaru. Zwykle fighterzy robią groźne miny, sami się motywują, tryskają energią, emanują pewnością siebie. Torres był cichy, skromny, nie mówił nic i wyglądał jak turysta, który chciał pójść do teatru, a całkiem przypadkiem znalazł się na rozpisce dużej gali. Bardzo solidny występ Brazylijczyka, który mocnym akcentem zadebiutował w FEN. Bardzo poważny kandydat do pasa mistrzowskiego.

Łebkowski? Przegrał po raz trzeci z rzędu i poważnie musi zastanowić się nad swoją przyszłością. Sam zapowiada, że nie ma względem FEN żadnych oczekiwań i nie będzie miał pretensji, jeżeli federacja przestanie na niego stawiać. „Nikogo nie interesują przegrani” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami tuż po pojedynku.

Rafał Korczak został ogłoszony jako ostatni bohater gali FEN 20 i skradł show podczas pojedynku, w którym niewiele osób na niego stawiało. W konfrontacji z Marcinem Szrederem to ten drugi był faworytem, ale Korczak pokazał charakter i zwyciężył na punkty, choć po trzech odsłonach na kartach sędziowskich był remis. Więcej energii zostawił sobie popularny Silny, który kondycyjnie prezentował się lepiej i skutecznymi kopnięciami na korpus odbierał Szrederowi ochotę do walki. Po walce Korczak dużo czasu spędził ze swoimi kibicami, których wielu przyjechało na Torwar. Po serii zdjęć wyraźnie szczęśliwy zawodnik z Warszawy poszedł do dzienniarzy i z uśmiechem na ustach opowiadał o wrażniach z pojedynku. Szreder do dziennikarzy nie wyszedł, ale był w obiekcie do samego końca trwania gali. W nie najgorszym nastroju pojawił się też na after party. Trzeba przyznać szczerze, że panowie stworzyli kapitalne widowisko. Nie było między nimi złej krwi, co często zdarza się w starciach derbowych.

Konfrontacja młodości z doświadczeniem, czyli starcie Bartosza Leśko z Marcinem Naruszczką – to miała być ozdoba gali FEN 20. Pierwsza runda była wyraźnie pod dyktando Leśko, który wydawał się mieć przewagę w gabarytach i był silniejszy w klatce. Naruszczka zdominował drugą i trzecią odsłonę i to zdecydowało o jego zwycięstwie. Sędziowie byli jednomyślni – każdy punktował dwa do jednego dla starszego z panów. Nie możemy mówić o sensacji, ale kilka osób było wyraźnie zaskoczonym takim przebiegiem tej walki.

Po walce Leśko był wyraźnie przybity, a trenerzy już w szatni tłumaczyli mu, co poszło nie tak. W jego narożniku był Oskar Piechota, który również omawiał błędy ze swoim młodszym kolegą. Idąc do dziennikarzy Leśko wszedł do szatni Naruszczki i panowie chwilą ze sobą porozmawiali. „Młody, dobra walka, stary lis cię pokonał, ale idź tą droga” – padło z ust Naruszczki. Miły akcent tego pojedynku chwilę po jego zakończeniu.

Naruszczka przyznał, że… cała jego wioska będzie przez trzy dni chodziła pijana. „Każdy będzie chciał się ze mną napić, nie wiem czy dam radę”.

Andrzej Grzebyk był faworytem w starciu z Anatolijem Litwinowem, ale wynikało to w dużej mierze z tego, że Ukraińca nikt nie znał. Grzebyk natomiast był na fali i nieoficjalnie mówiło się o tym, że po zwycięskim pojedynku w końcu dostanie swoją szansę w walce o pas mistrzowski w kategorii do 84 kilogramów. Fajerwerki w tym starciu były, ale tylko po stronie Grzebyka – zawodnik z Tarnowa pewnie wygrał przed czasem już w pierwszej rundzie. „Chcę w końcu zdobyć ten pas” – grzmiał po wszystkim wymuszając niejako swój kolejny pojedynek, który być może będzie miał miejsce już 25 maja we Wrocławiu.

Litwinow po walce kilkukrotnie mijał się z Grzebykiem i gratulował mu zwycięstwa. Mimo że nie mówił w języku angielskim, to przy pomocy swojego brata próbował złapać kontakt z Grzebykiem, innymi zawodnikami i dziennikarzami. Czy zobaczymy go jeszcze w klatce FEN? Nie wiadomo, ale w pierwszym pojedynku pokazał zbyt mało, by móc go traktować jako wartościowego zawodnika w mocno obsadzonej kategorii średniej.

A Grzebyk? Jak zwykle uśmiechnięty, zadowolony, otwarty i szczery – to dobry czas dla chłopaka, który jest wyraźnie na fali. Co go czeka? Ptaszki ćwierkają, że… wszystko w swoim czasie.

Trylogia – trzecie starcie Artura Bizewskiego z Arkadiuszem Wrzoskiem. Przed tym pojedynkiem – jeden do jednego. W żadnej z tych walk nie było jednak aż tak zdecydowanego faworyta, jak miało to miejsce tym razem. „Do jednej bramki” – tak mówili kibice w Torwarze i trzeba przyznać, że sporo w tym racji. Ulubieniec warszawskiej publiczności pokazał, że zna się na rzeczy i pewnie pokonał Bizona. Wrzosek był po walce zadowolony, ale też… poobijany. Przyznał, że bolą go piszczele, gdyż kilka kopnięć Bizewskiego dało się we znaki.

Skrót walki Bizewskiego z Wrzoskiem można obejrzeć TUTAJ.

Mateusz Rębecki pokonał przed czasem Mariana Ziółkowskiego i został mistrzem federacji FEN w kategorii lekkiej. Pojedynek był znakomity dla koneserów MMA i nudny dla laików, którzy chcieli zobaczyć w klatce fajerwerki. Po walce obaj zawodnicy udali się na badania antydopingowe, co miało miejsce po raz pierwszy w historii FEN. Plan organizacji jest taki, żeby zabieg ten powtarzać po każdej walce mistrzowskiej.

Ani Rębecki, ani Ziółkowski nie poszli porozmawiać z dziennikarzami, ale wynikało to z tego, że badanie trwało ponad godzinę. Do dyspozycji byli oni dopiero po zakończeniu całej gali. Rębecki, mimo że zwycięski, odkupił ten pojedynek zdrowiem.

Walka wieczoru miała być bardzo wyrównana i wyrównana była, bo żadne ze starć nie było wyraźnie zdominowane przez żadnego z zawodników. Nikt siedzący jednak na trybunach Torwaru nie miał żadnych wątpliwości, kto był w tej batalii lepszy. Radosław Paczuski pewnie zwyciężył i został mistrzem federacji. Zaniewski dał jednak naprawdę dobrą walkę i nie miał prawa być po tym starciu załamany. Po zejściu z klatki obaj panowie długo rozmawiali w korytarzu, gratulowali sobie znakomitego widowiska. Co ciekawe, ich szatnie były od siebie oddalone o zaledwie kilka metrów. Przechadzając się w kulluarach można było zaobserować, że rozgrzewali się obok siebie. Po walce obaj poszli udzielać wywiadów, a więcej czasu na dojście do siebie potrzbował Warszawiak. Paczuski narzekał na ból szczęki. Była obawa, że została ona złamana. Podczas aftery party trener Paczuskiego bardzo długo rozmawiał z Zaniewskim – tu również nie było mowy o złej krwi między zawodnikami. Raczej wymiana spostrzeżeń, przyznawanie plusów i minusów po stronie każdego z nich i koleżeńska rozmowa o planach na przyszłość.

Wyniki gali FEN 20:

Radosław Paczuski pokonał jednogłośną decyzją sędziów Stanisława Zaniewskiego

Mateusz Rębecki pokonał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie Mariana Ziółkowskiego

Arkadiusz Wrzosek pokonał jednogłośną decyzją sędziów Artura Bizewskiego

Andrzej Grzebyk pokonał przez techniczny nokaut w pierwszej rundzie Anatolija Litwinowa

Marcin Naruszczka pokonał jednogłośną decyzją sędziów Bartosza Leśkę

Rafał Korczak pokonał po dogrywce przez jednogłośną decyzję sędziów Marcina Szredera

Daniel Torres pokonał jednogłośną decyzją sędziów Kamila Łebkowskiego

Krzysztof Kułak pokonał przez poddanie (duszenie zza pleców) w drugiej rundzie Michała Tarabańkę

Adrian Błeszyński pokonał jednogłośnie na punkty Alana Kwiecińskiego