Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Farbowany czy nie? Niejednoznaczna historia Jamesa Tarkowskiego

Historia Polski dla Polaków to często bardzo trudna, skomplikowana i nie jednowymiarowa sprawa. Nie żyliśmy nigdy na osamotnionej na wielkim oceanie wyspie, której jedynymi troskami były te własne. Życie w Polsce to nie była idylla bez konfliktów, sporów, wojen, rozbiorów czy wreszcie emigracji bądź repatriacji.

Nie jest więc łatwo ferować wyroków: ciebie nigdy nie było na wyspie, przypłynąłeś nie wiadomo skąd, jesteś obcy. Kwestia polskości w Polsce jest znacznie bardziej złożona, z pewnością nie można jej nazwać czarno-białą. Ten ma dziadka Polaka, ten babcię, ten mówi po polsku, a tamten jest potomkiem żołnierza.

James Tarkowski – podpora świetnej w tym sezonie defensywy Burnley.

Kto Polak, a kto nie?

Kto więc powinien grać w reprezentacji Polski? Odpowiedź jest prosta i krótka: Polacy. Na pewno nie „farbowane lisy”, których podręcznikową definicję mogliśmy oglądać na przestrzeni ostatnich lat. Ludovic Obraniak nie potrafi mówić po polsku do dziś, choć od momentu otrzymania przez niego obywatelstwa minęło już dziesięć lat.

Eugen Polanski potrafi, a swoją grą i zachowaniem w pewnym momencie nawet kupił serca wielu biało-czerwonych fanów, ale to klasyczny „farbowany” model. Gdy miał szansę na grę w reprezentacji Niemiec, jeszcze grając w hiszpańskim Getafe, na pytanie: komu kibicowałby w meczu Polska-Niemcy, bez wątpliwości w głosie odpowiadał – Niemcy. To właśnie on był kapitanem reprezentacji Niemiec do lat 21. W tym wieku raczej już wiadomo, czy czujesz się Polakiem, czy też nie. Polanski czuł jedynie, że zbliża się Euro2012.

Nie ma co winić jego i jemu podobnych – ktoś mu grę w naszej kadrze zaproponował, ktoś go chciał powołać, wystawiać do gry, a nawet oglądać. Nie zmienia to faktu, że nie była to gorąca miłość do Polski, a chłodna kalkulacja. Tak, jak w przypadku Sebastiana Boenischa (bardzo długo trzeba było go namawiać, zgodził się dopiero po odniesieniu bardzo poważnej kontuzji i utracie szans na grę w Die Maanschaft). Damien Perquis? Podobnie jak Obraniak, po polsku „ani me, ani be, ani kukuryku”. Tyle, że z całej czwórki na dodatek grał najgorzej.

Eugen Polanski (kapitan) i Sebastian Boenisch w reprezentacji Niemiec U-21. Chcieli pójść drogą Neuera, Hummelsa, Khediry… (fot. motivo)

Przykładem pozytywnym z całego zagranicznego naboru, nazwanego przez Jana Tomaszewskiego „europejskim śmietnikiem”, był Adam Matuszczyk. On, jako jedyny, obecnie mieszka w Polsce i gra w Zagłębiu Lubin. – Za młodu wyjechałem do Niemiec, ale w domu zawsze mówiło się u nas po polsku i czułem się Polakiem. Nie jestem żadnym farbowanym lisem – mówił Matuszczyk. Urodzony w Gliwicach, nigdy nie mówił, że chce grać dla Niemiec, a nie dla Polski, występował też w drużynach juniorskich naszej kadry.

„To przecież widać, że nie-Polak!”

Były jednak w historii reprezentacji Polski przykłady jednoznaczne. Roger Guerreiro do obywatelstwa został niemal zmuszony, bo zapragnął go mieć w drużynie Leo Beenhakker. Paszport w tempie ekspresowym załatwił mu Lech Kaczyński, ale całą operację trudno uznać za udaną. Roger oczywiście w Polsce żył, dopóki nie odszedł z Legii. Trafnie całą sytuacją z naturalizowaniem piłkarzy ujął dawno temu (teraz taki materiał w telewizji nie miałby szans się ukazać) profesor Bogusław Wolniewicz.

„Emsi” był pierwszy, wszyscy go lubili, a ponadto wziął sobie Polkę za żonę. To ostatnie chyba przekonało nieprzekonanych. „Jeśli bardzo chce być Polakiem, to niech będzie. Trudno – raz, nie zawsze”. Gdy jednak sytuacja wymsknęła się spod kontroli, a piłkarzy naturalizowanych i sztucznie malowanych na biało-czerwonych zaczęło być tylu, co tych od zawsze marzących o odsłuchiwaniu Marszałka Dąbrowskiego na zielonej murawie, od reprezentacji zaczęło się odwracać wielu kibiców.

Nic dziwnego. Abstrahując od wyników (0:6 z Hiszpanią, Grzegorz Lato za sterami związku, #KoniecPZPN, bojkot meczów, blamaż na Euro w najłatwiejszej grupie w historii) – po prostu z tą drużyną nie dało się identyfikować. Atmosfera wewnątrz zespołu narodowego również pozostawiała wiele do życzenia. Nieprzypadkowo sukcesy Lewandowskiego i spółki zbiegły się z momentem, kiedy w szatni zostali tylko ci, dla których biało-czerwona na maszcie oznaczała gęsią skórkę.

Tarkowski – lis czy husarz?

Trafnie ujął to kiedyś Paweł Zarzeczny w jednym ze swoich odcinków One Man Show. Naturalizować? Okej, tylko pamiętajmy, że jeden zagraniczny piłkarz w reprezentacji Polski oznacza, że dla jednego z nas – to może być twój syn, chrześniak, dziecko przyjaciela czy sąsiada – tego miejsca w składzie kadry Polski zabraknie.

Dlatego do każdego przypadku trzeba podchodzić indywidualnie. Losy polskich emigrantów czy repatriantów układały się różnie. Niektórzy uciekali z kraju, bo nie chcieli w nim żyć, a inni – bo nie mieli innego wyjścia. Los zesłał ich poza granice, ale ich serca i myśli pozostały nad Wisłą.

Jak to jest w przypadku Jamesa Tarkowskiego? To podstawowy obrońca Burnely i jeden z wyróżniających się zawodników w drużynie, co w kontekście jego gry w reprezentacji ma znacznie drugorzędne. Ważniejsze jest to, czy czuje się Polakiem, czy też nie? Podstawy ma solidne: jest potomkiem polskiego żołnierza, który walczył w armii gen. Andersa. Jego dziadek, Bolesław, był w niej czołgistą. Młody James dwa razy wizytował w Auschwitz, a w rozmowie z Przeglądem Sportowym nie wykluczył gry z Orłem na piersi.

Na tym się jednak, niestety, jego powiązania z Polską kończą. Czy mówi po polsku? Nie. Czy kiedykolwiek starał się polski paszport? Nigdy, a przecież o takowy wystąpił nawet Radamel Falcao z szacunku do żony Polki, choć nigdy w naszej reprezentacji rzecz jasna nie zagra. Najważniejsze są jednak jego słowa, które zamykają całą dyskusję: – Czuję się Anglikiem, więc to zawsze była moja pierwsza myśl, ale w pewnym momencie kariery zastanawiasz się też nad innymi okazjami – powiedział niedawno dla „The Times”. Do Jamesa nie można mieć ani grama pretensji. Po prostu mamy nadzieję, że Polskę reprezentować będą zawodnicy, którzy będą gotowi dla niej zostawić zdrowie, a nie traktować jako okazję.

Bartłomiej Stańdo

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.