Ekstraklasa: Rekordowa kolejka, oby tak do końca

Radość kibiców nie ma końca po tym weekendzie. Zapowiadaliśmy piłkarskie emocje we wszystkich ligach Europy, byliśmy świadkami kilku hitowych pojedynków, m.in. derby Madrytu i Mediolanu czy pojedynek Borussii z Bayernem, ale nasza Ekstraklasa dostosowała się poziomem do reszty kontynentu. Do końca kolejki zostało jeszcze jedno spotkanie, a my już oglądaliśmy trzydzieści jeden bramek i kilka naprawdę emocjonujących spotkań.

Po bardzo dobrych piątku i sobocie przyszła niedziela i była wcale nie gorsza. Rozpoczęliśmy od pojedynku Arki Gdynia z Termaliką Nieciecza. Jak zapowiadaliśmy wczoraj, obie drużyny od dawna nie mogły pochwalić się trzypunktową zdobyczą w lidze i wczorajsze spotkanie miało być przełamaniem dla jednej z ekip.

Pierwsze minuty wskazywały, że będzie to Arka, która objęła prowadzenie już w drugiej minucie wykorzystując rzut karny. Co z tego, skoro Bruk-Bet powoli zaczął się rozkręcać i po trzydziestu minutach goście już prowadzili 2:1. Sytuacja gdynian skomplikowała się jeszcze mocniej kilka minut przed przerwą, kiedy to idiotycznie zachował się Miroslav Bożok. Słowak bezmyślnie, prostymi nogami wszedł w Patryka Fryca, a za swoją głupotę wyleciał z boiska.

Grając w osłabieniu i przegrywając jedną bramką piłkarze Nicińskiego nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. Beniaminka dobił jeszcze w doliczonym czasie gry Guba i goście wygrali 3:1. Arka nie wygrała od dwóch miesięcy, a Termalica dzięki temu zwycięstwu wyprzedziła warszawską Legię i plasuje się na najniższym stopniu podium.

arka-termalica-laczy-nas-pasja

W górę tabeli pnie się również poznański Lech. Jeden z faworytów do mistrzostwa zdaje się wracać na właściwe tory i zaliczył w niedzielę trzecią wygrana z rzędu. Tym razem ofiarą Kolejorza padł Śląsk Wrocław, który przy Bułgarskiej przegrał 3:0. Wynik otworzył w szesnastej minucie Jevtić, a szybko strzelona bramka tylko dodała rywalizacji tempa.

Wrocławianie musieli zacząć atakować, dzięki czemu widowisko zrobiło się dosyć ciekawe. Podopieczni Mariusza Rumaka bramki nie strzelili, ale to nie znaczy, że nie mieli okazji. Katem Ślązaków okazał się Robak, który pojawił się na murawie po godzinie gry i dwanaście minut po wejściu miał już na swoim koncie dublet. Napastnik Lecha jest w tym momencie samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy z dziesięcioma trafieniami na koncie.

Ostatnim meczem szesnastej kolejki będzie dzisiejszy pojedynek Korony Kielce z Zagłębiem Lubin. Gospodarze w końcu przełamali serię meczów bez zwycięstwa i ostatnio pokonali Bruk-Bet, Zagłębie zaś złapało lekką zadyszkę ostatnio wygrywając miesiąc temu w Białymstoku.

Siłą statystyki i rozpędu jesteśmy przekonani, że dziś znowu padnie kilka bramek i zobaczymy ciekawy spektakl. Zapowiada nam się rekordowa kolejka pod względem zdobytych goli, oby Korona i Zagłębie nie zepsuły nam tego wyniku.

Komentarze