Ekstraklasa: Plus i minus piętnastej kolejki

Piłka nożna to gra zespołowa, stwierdzenie banalne i oczywiste nawet dla największego laika. Ale i on wie również, że o obliczu drużyny i niejednokrotnie o wyniku pojedynczego meczu decydują jednostki. Za nami piętnasta kolejka Ekstraklasy i czas przyznać plusa i minusa tej  serii gier. Dziś postanowiliśmy wyróżnić właśnie konkretnych piłkarzy, którzy zadecydowali o losach swoich drużyn na półmetku rundy zasadniczej.

Zacznijmy od bohatera. Bo bez wątpienia po niedzielnym spotkaniu jest nim w Krakowie nasz plus kolejki, Rafał Boguski. Raz, dwa, trzy. Tyle razy wpisywał się na listę strzelców trzydziestodwuletni pomocnik Białej Gwiazdy. Spotkanie z Górnikiem Łęczna było chyba najbardziej emocjonującym pojedynkiem piętnastej kolejki.

2:0 dla Wisły w trzydziestej trzeciej minucie i wydawało się, że mecz jest ustawiony. Nic z tych rzeczy. Górnik straty odrobił i po godzinie gry walka zaczynała się na nowo. Na szczęście dla krakowian, odpowiedzieli błyskawicznie, a decydującego, jak się okazało, gola zdobył nie kto inny jak autor dwóch pierwszych trafień – Boguski.

Nie ma sensu podważać zasług Wiślaka pisząc, że trzecie trafienie nie powinno zostać uznane, bo Zachara był na spalonym. Arbiter w tym meczu popełnił kilka równie poważnych błędów i to jego należy z nich rozliczyć. Boguskiemu należy przyklasnąć, bo dzięki niemu Wisła zdobyła trzy punkty i powoli zbliża się do czołowej ósemki.

boguski-gol-laczy-nas-pasja

Tak jak Boguski jest bohaterem w Krakowie, tak antybohaterem został Dalibor Pleva w Niecieczy. Termalica miała za sobą dwie porażki, ale wciąż plasuje się wysoko w ligowej tabeli. Jeżeli jednak myśleli o zachowaniu bezpiecznej przewagi nad goniącymi ją ekipami, to musieli wygrać domowe spotkanie z Koroną Kielce.

Wszystko szło nieźle, do przerwy na tablicy wyników widniał remis 1:1 i wynik wciąż był sprawą otwartą. Wtedy do gry wkroczył nasz minus kolejki. Najpierw bezsensownie faulował rywala w polu karnym, za co sędzia podyktował jedenastkę. Na szczęście dla Słoników Korona szansy nie wykorzystała.

Po tej sytuacji, zamiast trzymać nerwy na wodzy, Pleva kilka minut później wyciął rywala w środku pola i wyleciał z boiska. Grający w dziesiątkę gospodarze dali sobie strzelić dwie bramki i spotkanie przegrali. Czy inaczej wyglądałoby spotkanie, gdyby Słowak nie zachował się tak głupio i wciąż był na placu gry? Tego nie wiemy, ale na pewno nie pomógł swojej drużynie i porażka to w dużej mierze jego zasługa.

Komentarze