Ekstraklasa: Hit gonił hit, a dzisiaj pojedynek na dnie

Baliśmy się przed niedzielnymi meczami jednego – tego, że sobotni pojedynek między Legią a Lechem przyćmi pozostałe spotkania. Zawodnicy grający tego dnia swoje mecze też chyba się tego obawiali, bo naprawdę solidnie podeszli do swojej roboty. Podejrzewamy, że większość z Was zapomniała już o spalonym Hamalainena, a mówi się tylko o bramce Peszki.

Ale po kolei. Pierwsi w szranki stanęli piłkarze Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice. I w tym meczu karuzele były co najmniej dwie – pierwsza to ta z wynikiem, bo zmieniał się on jak w kalejdoskopie, druga to ta, na którą wspomniany Peszko wsadził Heberta.

Obrońca Piasta został dwukrotnie tak zakręcony, że jesteśmy pewni, że jeszcze dziś ma problemy z błędnikiem. Peszko był wczoraj w gazie, a w jego przypadku pasuje nawet idealnie określenie, że był „na podwójnym gazie”. Szkoda tylko, że zdobytą w dziesiątej minucie przewagę Lechia straciła przed upływem pół godziny gry. Po jednej z wrzutek w szesnastkę do piłki dopadł Korun i uderzył na tyle mocno, że piłka przekroczyła linię bramkową.

paixao-radosc-po-bramce-laczy-nas-pasja

Po przerwie działo się nie mniej, a na prowadzenie wyszedł tym razem Piast. Trafieniem aspirującym do bramki kolejki popisał się Żivec. Skoro jednak wspomnieliśmy o karuzeli, to wiadomo, że tak skończyć się nie mogło. Znowu pokazał się Peszko, który tym razem wywalczył rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamienił Flavio Paixao i znowu mieliśmy remis. Na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Portugalczyk znowu dał o sobie znać i pięknym trafieniem dał Lechii zwycięstwo.

Nie mniejsze emocje mieliśmy w kolejnym spotkaniu pomiędzy Jagiellonią a Zagłębiem. Dwie ekipy z czuba tabeli dały rewelacyjne widowisko w trakcie którego nie dało się nudzić. Najpierw Jaga, a konkretnie Góralski, strzeliła bramkę, a potem swoją siłę ofensywną pokazało Zagłębie. Czterech zaledwie minut potrzebowali Nespor i Woźniak aby dać ekipie z Lubina prowadzenie. Na wygranej Zagłębia najwięcej skorzystała Lechia, której przewaga nad drugim miejscem w tabeli urosła do czterech punktów.

Szczytem marzeń dzisiaj jest, aby piłkarze Ruchu Chorzów i Korony Kielce dostosowali się poziomem, nawet nie piłkarskim, a natężenia emocji, do trzech ostatnich ekstraklasowych pojedynków. Może to być o tyle trudne, że dziś walczą ze sobą dwie ostatnie drużyny ligowej tabeli, które mogą „pochwalić się” seriami czterech porażek z rzędu. Nic nie jest jednak przesądzone, nie takie cuda już widzieliśmy.

Komentarze