Ekstraklasa: Derby Trójmiasta na remis, Jaga odrabia straty

Całkiem przyjemna niedziela za nami. Kto wziął urlop na dzisiejszy dzień, ten był w środku długiego weekendu, a jeśli nie zaplanował rodzinnego wyjazdu, mógł w spokoju delektować się dwoma naprawdę bardzo dobrymi ekstraklasowymi spotkaniami.

Zaczęło się w Krakowie, gdzie na mecz z Pasami przyjechała Jagiellonia Białystok. Dla piłkarzy Michała Probierza było to spotkanie o tyle ważne, że każde potknięcie i wynik inny niż trzy punkty mogły powiększyć stratę do liderującej Lechii Gdańsk. Spodziewaliśmy się walki i goli – wszak spotkały się dwie najbardziej bramkostrzelne ekipy w lidze – i zawodu nie było.

Oba zespoły najpierw zdobyły po golu z rzutów karnych. Niestety wokół podyktowanych jedenastek pojawiło się wiele kontrowersji. Sędziujący to spotkanie Szymon Marciniak po raz kolejny zaliczył słabszy występ. Najpierw błąd w meczu Legii z Lechem, teraz decyzja krzywdząca piłkarzy z Białegostoku. Na szczęście dla nich, nie wypaczyła ona wyniku spotkania.

Przy stanie 1:1 do siatki trafiali już tylko goście. Który to już raz powinni na kolanach iść do Częstochowy i dziękować, że mają w swoich szeregach Vassiljeva? Estończyk najpierw wykorzystał rzut karny, strzelając tym samym swoja ósmą bramkę w tym sezonie, a potem dopisał do swojego konta dwa ostatnie podania, które na gole zamienili Cernych i Frankowski.

vassiliew-cracovia-laczy-nas-pasja

Cracovia była wczoraj wyraźnie słabsza i nie stać jej było na żaden zryw, który pozwoliłby choćby na zremisowanie tego meczu. Tym samym Jagiellonia nie pozwoliła na ewentualne zwiększenie straty do lidera, a zawodnicy Jacka Zielińskiego będą musieli pogodzić się z tym, że czternastą kolejkę zakończą w dolnej ósemce.

Drugim spotkaniem były zapowiadane szumnie, pierwsze od pięciu lat, derby Trójmiasta. Ich atmosferę można było poczuć nawet sprzed telewizora. Zarówno na trybunach jak i na murawie widać i słychać było, że jest to pojedynek z nieco innej kategorii.Pierwsze trafienie zaliczyli goście. Dośrodkowanie Sławomira Peszki wykorzystał Marco Paixao i Lechia prowadziła 1:0. Jako, że gospodarzom nie brakowało motywacji, czekaliśmy na ruch z ich strony. Ten nastąpił w sześćdziesiątej piątej minucie, kiedy do remisu doprowadził wprowadzony na boisko kilka minut wcześniej Adrian Błąd.

Niestety było to ostatnie trafienie w tym pojedynku i kwestia tego, kto rządzi w Trójmieście, nie została rozstrzygnięta. Podział punktów w Gdyni sprawił, że Lechia znów jest w zasięgu drugiej w tabeli Jagielloni, liga znowu robi się więc ciekawsza.

Dziś ostatnie spotkanie czternastej kolejki, Zagłębie Lubin podejmuje Wisłę Kraków. Gospodarze mają okazję wskoczyć na pudło, goście uciec ze strefy spadkowej. Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja tego spotkania?

Komentarze