Ekstraklasa: Deja vu Lecha, lider z Lubina

Kto na niedzielną rozrywkę wybrał śledzenie meczów Ekstraklasy, absolutnie nie może żałować. Trzy ciekawe spotkania, dziesięć bramek, ważne zwycięstwa i bolesne porażki. Potrzeba czegoś więcej żeby uznać dzień z futbolem za udany?


Zaczęło się od dwóch równolegle rozegranych spotkań Termaliki z Cracovią i Piasta z Wisłą Płock. Pisaliśmy, że nie mamy pojęcia, na które z nich się zdecydujemy i Wy pewnie też mieliście nie lada zagwozdkę. A oba okazały się niezłymi widowiskami.

Strzelanie rozpoczęło się w Gliwicach. W siódmej minucie, po golu Arkadiusza Recy, na prowadzenie wyszła Wisła i już czuliśmy w powietrzu zapach niespodzianki. Dużo mówiło się na temat formy Piasta, jego odpadnięcia z Ligi Europy, straty Vacka i Nespora oraz odejścia trenera Radoslava Latala. To wszystko miało być przyczyną słabszej gry wicemistrza kraju. Sami uważaliśmy, że gra Piasta będzie wyglądać z meczu na mecz gorzej. Bramka dla Wisły tylko potwierdziła nasze przypuszczenia i spodziewaliśmy się, że beniaminek da im lekcję podobną do tej, jaką dwa dni wcześniej Wisła Kraków dostała od Arki.

Zanim jednak dobrze zdążyliśmy pomyśleć o kłopotach Piasta, w Niecieczy bramkę strzelili gospodarze i w tym momencie liderem tabeli Ekstraklasy byli piłkarze Termaliki. Swojego drugiego ligowego gola strzelił Łotysz Gutkovskis i faworyzowana Cracovia przegrywała. Obejrzeliśmy powtórkę gola, a już mieliśmy kolejne trafienie. W Gliwicach trafił Zivec i Piast remisował. Kilka minut później szok i niedowierzanie, Kupczak na 2:0 w Niecieczy. Dla słabo grającej Cracovii był to spory cios, ale zanim się zastanowiliśmy czy jest już po meczu, bramkę kontaktową strzelił Jendrisek.

gustkovskis-nieciecza-laczy-nas-pasja

Trzeba przyznać, że w derbach Małopolski działo się więcej i lepiej oglądało się tamten mecz, a to głównie dzięki dobrej postawie gospodarzy i mizernej grze gości. Patrząc na ostatnie mecze Cracovii zdecydowanie możemy stwierdzić, że są jeszcze dalecy od optymalnej formy, a mecz z Piastem po prostu im wyszedł. Bramka na 1:2, to nie był koniec strzelania w Niecieczy w pierwszej połowie. Piłkę do własnej bramki skierował jeszcze Węgier Litauszki i Bruk-Bet znowu prowadził dwoma golami.

Po ciekawych obu pierwszych połowach przyszedł czas na drugie, o wiele słabsze. Termalika, mając dwubramkową przewagę, kontrolowała przebieg meczu, a Cracovia jakoś nie paliła się do odrabiania strat. Drugą i ostatnią w tym meczu bramkę udało im się zdobyć dopiero w dziewięćdziesiątej minucie po rzucie karnym i faktem stało się, że przynajmniej na dwie godziny piłkarze z Niecieczy zostali liderami Ekstraklasy.

Drugie spotkanie też kończyło się może nie niespodzianką, ale lekkim zaskoczeniem. Piast w pięćdziesiątej piątej minucie, po strzale Mraza, wyszedł na prowadzenie. Do ostatniego gwizdka piłkarze Wisły napierali jak mogli starając się zdobyć wyrównująca bramkę, ale nic nie chciało wpaść. Trochę szkoda zawodników beniaminka, bo ostatnie pół godziny gry byli drużyną zdecydowanie lepszą, a gliwiczanom ciężko było wyjść z piłką z własnej połowy.


O 18.00 rozgrywany był ostatni wczorajszy mecz, ostatnia szansa w tej kolejce na zmianę lidera. Lech podejmował Zagłębie Lubin. Zagłębie zmęczone po zakończonym dogrywką i rzutami karnymi meczu z Partizanem, ale za to z Filipem Starzyńskim w składzie, który pojawił się na placu gry w drugiej połowie.

lech-zaglebie-0-2-laczy-nas-pasja

Widać było od początku, że podopiecznym Stokowca wcale nie przeszkadza gra co trzy dni, prezentowali się dużo lepiej od zawodników Lecha, którzy kolejne już spotkanie grali bardzo chaotycznie. Żelazna dyscyplina Zagłębia zaprocentowała w trzydziestej czwartej minucie, kiedy to Cotra ośmieszył obronę Lecha, dorzucił na nos piłkę do Papadopulosa i było 1:0.

Lider natychmiast z Niecieczy przeniósł się do Lubina i tak już zostało do końca spotkania. Lech nie miał pomysłu na świetnie grającą obronę Zagłębia, a ono atakowało. Po godzinie gry na boisku pojawił się wspominany Starzyński, a kilka minut później miał okazję uderzać z rzutu wolnego. Zrobił to z chirurgiczną precyzją i Buric był bez szans.

Kibice i piłkarze Lecha mogą mieć deja vu z poprzedniego sezonu. Kolejorz znowu zaczyna słabo, nawet jeszcze gorzej niż rok temu. Jeden punkt po dwóch kolejkach może wróżyć, że znowu będą musieli gonić czołówkę tak jak w ubiegłym sezonie. A przecież ten miał być już zdecydowanie lepszy!

Komentarze