Easy like sunday evening – udana niedziela Legii

Zespół mistrza Polski do meczu z Lechią przystępował podbudowany wieściami z Poznania, gdzie Jagiellonia została zdeklasowana przez Lecha. Legia nie zmarnowała okazji, żeby w tabeli zrównać się ilością punktów z liderem z Białegostoku, a gospodarze spotkania w Gdańsku nie zrobili nic, żeby im to utrudnić.

Jeszcze niedawno obie drużyny biły się o medale mistrzostw Polski. Dziś znajdują się na przeciwnych biegunach ligowej tabeli. Dlaczego? Dobitnie pokazał to mecz na Stadionie Energa…

Zmiany? Kosmetyczne

Kto spodziewał się rewolucji po Piotrze Stokowcu, ten się przeliczył. Nowy szkoleniowiec Lechii postawił prawie w komplecie na tych samych piłkarzy, których w pierwszym składzie w 2018 roku widział Adam Owen. Jedyną zmianą była rezygnacja z popełniającego na wiosnę sporo błędów Gersona, którego miejsce zajął Grzegorz Wojtkowiak. Nie zmieniło się także ustawienie taktyczne biało-zielonych, gdańszczanie wyszli z trójką środkowych obrońców oraz wahadłowymi. Rolę stopera od Brazylijczyka przejął Joao Nunes. To akurat przewidzieliśmy w tekście „Najgorszy czy najlepszy rywal na debiut?” (do przeczytania TUTAJ)

Legia, w porównaniu do zeszłotygodniowego hitu na Łazienkowskiej też poczyniła roszady. Remy i Vesović z drugiej linii wrócili do obrony, a szansę debiutu otrzymał od pierwszej minuty Cafu, a w drugiej połowie Mauricio oraz, symbolicznie, Iloski.

Ciężkie nogi, spuszczone głowy

O ile po pierwszej połowie gospodarze mogli mieć jeszcze nadzieje na korzystny wynik, o tyle początek drugiej odsłony pokazał Piotrowi Stokowcowi, jakie wielkie są problemy Lechii i w jak głębokim kryzysie pogrążona jest drużyna.

Piotr Stokowiec przekonał się, że w Gdańsku czeka go bardzo trudne zadanie/ fot. PressFocus

Pierwszą połowę goście wygrali 1:0 po golu niezawodnego Jarosława Niezgody, specjalisty od otwierania wyników meczu. Wystarczyło natomiast zaledwie 7 minut po przerwie, żeby gdańszczanie, zupełnie jak pod wodzą Adama Owena, spuścili głowy, a ich cała wola walki wyparowała. Postawa w obronie znów wołała o pomstę do nieba i po raz kolejny przywołała pytanie – czy ta drużyna powinna grać trójką środkowych obrońców? Przy indywidualnych błędach, które zdarzają się biało-zielonym w każdym meczu, brakuje asekuracji i pomocy ze strony wahadłowych oraz piłkarzy występujących w drugiej linii, a wszystkie trzy bramki dla Legii padły w podobny sposób. Szczególnie te dwie po zmianie stron, gdy koledzy nieźle spisującego się w bramce Dusana Kuciaka tylko przyglądali się, jak Remy i Kucharczyk ładują piłkę do siatki. Ogólne wrażenie tylko trochę poprawił honorowy gol Sławczewa. Przy okazji przypomniała się sytuacja Piotra Stokowca z czasów, kiedy jako strażak objął drużynę Zagłębia. Pożaru nie ugasił, a zespół spadł do I ligi… Historia lubi się podobno powtarzać…

Legia cudzoziemska

Romeo Jozak miał swój plan na to spotkanie, a jego piłkarze w pełni go zrealizowali. Widać, że Chorwatowi doszedł do składu co najmniej jeszcze jeden Pan Piłkarz, chociaż jeden występ to chyba mimo wszystko zbyt wcześnie, żeby z Cafu robić gwiazdę Ekstraklasy. Nie ulega jednak wątpliwości, że Portugalczyk potrafi grać w piłkę i robi to na wyższym niż przeciętny ligowiec poziomie, a Legia powinna mieć z niego wiele pożytku. Widać też, że 25-latek ma zaległości jeśli chodzi o przygotowanie kondycyjne, bo w pierwszej połowie być dużo lepszy i bardziej widoczny niż przez drugie 45 minut, kiedy tylko chwilami przypominał publiczności, że wciąż przebywa na boisku. Czas powinien jednak działać na jego korzyść.

Pojedynek w środku pola: Cafu – Łukasik zdecydowanie na korzyść Portugalczyka/ fot. PressFocus

Znacznie mniej dobrego można natomiast powiedzieć o pierwszym meczu w barwach Legii autorstwa Mauricio. Brazylijczyk kilka razy dał się przestawić Marco Paixao, a już pięć minut po zameldowaniu się na boisku maczał palce w akcji bramkowej dla Lechii, kiedy to przegrał pojedynek w powietrzu z Grzegorzem Kuświkiem. Często nie nadążał z interwencjami, w których był wyjątkowo elektryczny, pokazał też to, z czego słynął w poprzednich klubach, czyli brutalna gra, a pierwszą żółtą kartkę zanotował już 9 minut po wejściu na boisko. Widać, że 29-letni stoper po prostu dawno nie grał, bo w rzymskim Lazio przesiadywał ostatnio głównie na trybunach i ławce rezerwowych. Dlatego pół godziny gry, które przy korzystnym wyniku otrzymał od Romeo Jozaka na pewno bardzo, ale to bardzo mu się przydało. Brian Iloski, amerykański skrzydłowy, przebywał na boisku zbyt krótko, żeby go oceniać. Nie dotknął chyba nawet piłki…

Pół roku to w piłce wieczność

Jeśli przypomnimy sobie, że w ostatnim meczu ubiegłego sezonu obie drużyny spotkały się w meczu, którego stawką było mistrzostwo Polski, a następnie spojrzymy na aktualną tabelę rozgrywek Ekstraklasy, przekonamy się, że to najlepsze zobrazowanie stwierdzenia, że przez pół roku w piłce wszystko może ulec zmianie. Wyjściowy skład Legii niewiele wspólnego ma z tamtym, który przy Łazienkowskiej zremisował z Lechią 0:0, natomiast biało-zieloni zamiast walczyć o medale, z niepokojem spoglądają w kierunku strefy spadkowej. Zdziwilibyśmy się, gdyby Legia nie zdobyła kolejnego tytułu, podobnie jak zaskoczyłby nas mimo wszystko spadek Lechii, Ale nie tak oderwane od rzeczywistości scenariusze pisała już nasza Ekstraklasa…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem