Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
W zeszłym roku to Russell Westbrook odebrał statuetkę MVP. Kogo należy wziąć pod uwagę teraz? Przedstawiamy pierwszą dziesiątkę tych zawodników, którzy w NBA robią największą różnicę.

Nikogo nie powinno dziwić, że już na tym etapie rozważane są wczesne kandydatury do otrzymania nagrody Najbardziej Wartościowego Gracza NBA. Liga jest tak dynamiczna, że w ciągu zaledwie kilku tygodni układ sił jest w stanie się zmienić. W zeszłym roku to Russell Westbrook odebrał statuetkę MVP. Kogo należy wziąć pod uwagę teraz? Przedstawiamy pierwszą dziesiątkę tych zawodników, którzy w NBA robią największą różnicę. To oni sprawiają, że drużyny stają się po prostu lepsze dzięki ich fenomenalnej postawie na parkietach.

 

10. Anthony Davis

Wybór Anthony’ego Davisa nie powinien dziwić. Rok rocznie jego kandydatura pojawia się w zestawieniach MVP. I tym razem nie mogło go zabraknąć, bo Davis rozgrywa swój najlepszy sezon (szósty w karierze) pod względem skuteczności i ma nieoceniony wpływ na wyniki swojego zespołu. Jest absolutnym numerem jeden Pelikanów, bo w przeciwieństwie do Cousina, to on ratuje swój zespół po bronionej części parkietu. W stosunku do poprzednich sezonów gra na lepszej skuteczności (55.3%) i znacznie poprawił się także zza łuku (35.9%). W tej chwili notuje linijkę 25.6 punktów, 10.3 zbiórek i 2.6 asysty. Ma największy udział w zwycięstwach spośród wszystkich zawodników Pelicans. Gdyby jego zespół miał lepszy bilans, Davis z pewnością skoczyłby w rankingu wyżej.

9. Jimmy Butler

Co ta Minnesota zrobiłaby bez Jimmy’ego. Choć w kontekście Wolves może to brzmieć zabawnie, to on stanowi o sile defensywnej ekipy z Minneapolis i to on przejmuje spotkania nie raz ratując Wilki w ostatnich kwartach meczów. Thibs daje mu 37.2 minuty na mecz na parkiecie, a Butler gra na najlepszej skuteczności od początku swojej kariery w NBA. Nie bójmy się powiedzieć, że to dzięki niemu Wolves są na czwartej pozycji w tabeli Konferencji Zachodniej.

8. Russell Westbrook

Westbrook się z każdym dniem rozkręca i zaczyna lepiej współpracować z resztą Big Theee Oklahomy City Thunder – Paulem Georgem i Carmelo Anthonym. Jego udział w wygranych wynosi 5.1, a to najlepszy wynik spośród graczy tej organizacji. Russell jest najlepiej punktującym, zbierającym i asystującym point guardem w lidze, dlatego nie sposób pominąć go w tym zestawieniu. Nie gra na takich obrotach, jak w zeszłych rozgrywkach, które zwieńczył nagrodą MVP, choć OKC odpadli z Playoffów w pierwszej rundzie. Realnie rzecz biorąc, Westbrook ma małe szanse na zostanie back-to-back Najbardziej Wartościowym Zawodnikiem. Ciężar gry w pojedynkę rozłożył się teraz także na Melo i PG13, zatem Russell, choć nadal notuje fajne cyfry, nie wykręca tak kosmicznych liczb, jak w ubiegłym sezonie.

7. DeMar DeRozan

DeRozan zrobił spory progres. Od dawna było wiadomo, że to bardzo dobry gracz, ale teraz zaczął grać jak lider z prawdziwego zdarzenia, a tego Raptors bardzo od niego oczekiwali. W tej chwili Toronto to czołówka ligi, a DeRozan jest głównym architektem tego sukcesu. Drużyna jest z nim na parkiecie lepsza o 9.5 punktów w ofensywie. Dodatkowo, DeMar w tym sezonie ma najlepszą skuteczność spośród wszystkich dziewięciu lat kariery w NBA. Dodał do swojego ofensywnego arsenału trójki, zza łuku rzuca na poziomie 37%.

6. Giannis Antetokounmpo

Co to był za początek sezonu w wykonaniu Greek Freaka! Antetokounmpo grał na najwyższych obrotach, prowadząc Milwaukee do niejednej wygranej. Bucks mogą grać chaotycznie (dla niektórych są rozczarowaniem sezonu, choć legitymują się bilansem 21-17), ale Giannis zawsze gra swoje. Nie zwalnia tempa, co widać w statystykach – jest lepszy względem zeszłego sezonu o 6.2 punktu i 1.5 zbiórki. Oddaje o 3.7 rzutu więcej na mecz, a gra na lepszej skuteczności. Gdyby jeszcze dodał trójkę do swojego ofensywnego wachlarza, byłby nie do zatrzymania. Choć i tak, zawodnicy ligi mają z nim problem. Głównym atutem Greka jest jego multipozycyjność. Może występować na parkiecie w każdej roli – od rozgrywającego po centra.

5. Kyrie Irving

Nowy klub, nowe środowisko, nowy trener, burza po rzekomym konflikcie z LeBronem… Sporo działo się w ostatnim roku w koszykarskim aspekcie życia Kyriego Irvinga i choć nikt nie wątpił nigdy w jego talent, tak pojawiało się wiele głosów, że zawodnik może mieć na początku problemy z wpasowaniem się w system Stevensa. Irvingowi zarzucano brak umiejętności defensywnych i kwestionowano jego umiejętność bycia liderem. Kyrie zamknął usta niedowiarkom i właśnie rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Jego skuteczność się poprawiła (choć tutaj nigdy nie mieliśmy powodów do narzekania), obrona zaczęła być lepsza, a Kyrie zrozumiał swoją rolę w zespole, w którym nie ma już tego, który najbardziej go blokował – LeBrona Jamesa.

4. Steph Curry

Steph leczył kontuzję przez większość grudnia i rozegrał o 13 spotkań mniej niż jego kolega ze Splash Brothers, Klay Thompson. Mimo nieobecności Curry’ego nie sposób pominąć go w zestawieniu, zwłaszcza, gdy zawodników wrócił na parkiety NBA w takiej formie! Od tamtego momentu notuje 36.0 punktów, 6.0 zbiórek i 4.8 asysty. Gra na skuteczności na poziomie 58.4%, zza łuku trafia 53.8%. Choć Golden State Warriors pokazali już, że umieją poradzić sobie bez niego na boisku, to Curry nadal jest najważniejszym zawodnikiem rotacji Steve’a Kerra. Jeżeli nadal będzie grać na takich obrotach, to z pewnością wskoczy wyżej w rankingu.

3. Kevin Durant

Gdy przechodził do Golden State Warriors, już był topowym graczem NBA. Niewiarygodne jest to, jak poprawił swoją defensywę będąc pod skrzydłami Steva Kerra. Durant to bestia i być może jeden z trzech najlepszych graczy NBA ostatnich lat. Ten sezon jest dla niego wyjątkowy właśnie pod względem obrony, która nie tylko sprawia, że to kolejny argument do rozważenia jego kandydatury na MVP, ale i na DPOY, czyli Obrońcy Roku. KD blokuje jak nigdy w tym sezonie (2.3 bloki na mecz), a jego udział defensywny jest na porównywalnym poziomie do Draymonda Greena.

2. LeBron James

Król jest tylko jeden, ale tym razem musi ustąpić pierwszej lokaty komuś innemu. James, jeden z najlepszych zawodników w historii NBA, znów jest poza konkurencją dla znakomitej większości graczy ligi. Napisać tylko, że jest trzonem Cavaliers, to jak nie napisać nic. LeBron rozgrywa swój najlepszy sezon od czasów opuszczenia Miami. Dwoi i troi się po obu stronach parkietu, a Cleveland z nim są o 10.0 punktów lepsi. Wraz z powrotem Isaiaha Thomasa należy spodziewać się też włączenia niższego biegu przez Jamesa – IT powinien znacznie odciążyć go w ofensywie. Cyferki być może i zmniejszą się, ale wpływ LeBrona na grę kolegów nadal pozostanie nieoceniony.

1. James Harden

Lider Houston Rockets od początku rozgrywek narzucił sobie wysokie tempo. Niby jego drużyna zaliczyła wpadkę w postaci pięciu przegranych z rzędu, ale Harden i tak wykręcał kosmiczne cyfry i był rewelacyjny na parkiecie. W tym momencie pauzuje w związku z kontuzją kolana, ale i tak pozostaje liderem w wyścigu po MVP. Linijka Hardena to 32.3 punkty, 5.0 zbiórek i 9.1 asyst w 36.3 minut na boisku. Harden nadal pozostaje najlepszym strzelcem, ale jego pozycja w rankingu może się zmienić – dużo zależy od tego kiedy i w jakiej formie powróci po kontuzji.

Ofertę bukmachera LV Bet na zwycięzcę plebiscytu znajdziecie TUTAJ

Marta Kiszko, NBA Labs