Dwa gole Lewandowskiego, niewiarygodne pudła Borussii! Co za mecz!

Świadkami niebywałego meczu byli wszyscy ci, którzy w sobotni wieczór zameldowali się na Signal Iduna Park. Po raz pierwszy od dawna to Borussia była faworytem meczu z Bayernem i było widać tę różnicę w porównaniu do wielu poprzednich meczów. Bardzo wyrównane starcie, gol za gol, sytuacja za sytuacje, emocje do końcowego gwizdka. Wizytówka Bundesligi pełną gębą!

Der Klassiker, największe starcie w niemieckiej piłce, lider kontra mistrz kraju – to nie mogło się nie udać. Dla wszystkich Polaków nie mniej ważne było to, że mecz Borussii Dortmund z Bayernem był również pojedynkiem Łukasza Piszczka z Robertem Lewandowskim.

Trzeba przyznać, że obaj zagrali bardzo dobre zawody. Piszczek zanotował asystę, Lewandowski – strzelił dwie bramki.

Pierwsza połowa to najlepszy okres gry Bayernu pod wodzą nowego szkoleniowca, Niko Kovaca. Bawarczycy grali z niespotykaną już od dawna zaciętością, agresją, chęcią, wybieganiem. Można było odnieść wrażenie, że „spięli” się na Borussię.

Ta, faworyzowana nawet przez wielu z uwagi choćby na słabą formę mistrzów Niemiec czy pozycję w tabeli (cztery punkty przewagi BVB przed tą kolejką), w pierwszej połowie miała jasny plan na grę: kontrataki. Problem piłkarzy Luciena Favre’a i samego szkoleniowca był jednak taki, że kontry – choć liczne i groźne – wyglądały na zupełnie nieprzemyślane, chaotyczne, jakby nigdy wcześniej tego elementu gry żółto-czarni nie trenowali.

W pierwszej połowie gospodarze seryjnie marnowali wyjścia z kontrą, zagrywając za mocno, za plecy albo nie zauważając kolegi z drużyny (np. Sancho w jednej z sytuacji). W drugiej udawało się dochodzić już do sytuacji klarownych, ale były one w nieprawdopodobny sposób partaczone. Marco Reus w pierwszej połowie podał do Neuera w sytuacji sam na sam, zaś w drugiej połowie zmarnował kolejne dwie dwustuprocentowe sytuacje. Dołóżmy do tego nieprawdopodobną okazję wprowadzonego z ławki Paco Alcacera i mamy cztery dodatkowe gole BVB, które nie padły, choć paść powinny.

Trafień i tak się jednak fani na Signal Iduna Park doczekali. Na dwa gole Roberta Lewandowskiego dwukrotnie odpowiadał Marco Reus:




Robert Lewandowski nie był najbardziej aktywnym piłkarzem tego meczu, ale zrobił niemal więcej niż mógł. Strzelił cztery bramki, choć przy dwóch z nich sędzia dopatrzył się pozycji spalonej Polaka. RL9 nie ma dla byłego klubu żadnych sentymentów: w 9 ligowych spotkaniach strzelił Borussii aż 12 goli. Doppelpack nie wystarczył jednak do tego, by pokonać BVB.

Emocje były do samego końca, Lewandowskiego czwarty z goli – niezwykle efektowny, zdobyty piętą – nieuznany został w doliczonym czasie gry. Sędzia pozwolił grać do 96 minuty, ale to nie zmieniło ostatecznego rezultatu – Borussia wygrała i umocniła się na pozycji lidera. Siedem punktów przewagi dortmundczyków wreszcie zwiastuje to, że Bundesliga wreszcie będzie ciekawa do samego końca. Oby była tak dobra, jak to spotkanie.