Duński Dynamit wystrzeli i rozbije kolejnego przeciwnika?

W odległym Baku obejrzymy pojedynek duńskiego dynamitu z czeskimi lwami. Obie drużyny zrobiły bardzo dobre wrażenie w 1/8 finału i chcą nawiązać do sukcesów z przeszłości.

EURO zazwyczaj ma niespodziewanych bohaterów. To najlepszy czas i miejsce na wykreowanie nowych idolów. Tak jak pewnie część kibiców słyszała coś o Patricku Schicku, Pierre Hobjergu, czy Joakimie Maehle to szerszej publiczności przedstawili się dopiero na mistrzostwach Europy. Schick to już nie napastnik, który odbił się od RB Lipsk, a bohater Czechów z szansami na króla strzelców turnieju, Hobjerg to już nie przeciętniak premier League, a piłkarz prowadzący Duńczyków do powtórzenia wielkiego sukcesu z 1992 roku.

Spotkanie ćwierćfinałowe Czechów z Duńczykami będzie meczem nowo wykreowanych gwiazd. To szansa, aby zaistnieć jeszcze bardziej w europejskim futbolu.

Jeśli Patrick Schick poprowadziłby do naszych południowych sąsiadów do półfinału EURO, zapisałby się złotymi głoskami w historii czeskiego futbolu obok takich legend jak Pavel Nedved, Petr Cech, czy Milan Baros. To oni doprowadzili „Czeskie Lwy” do wicemistrzostwa Europy w 1996 roku i do półfinału w 2004 roku. Powtórzenie tych sukcesów byłoby czymś niesamowitym dla Czechów. Kiedyś ten wózek prowadził zawodnik Juventusu, Borussii Dortmund, a na bramce stała wschodząca gwiazda Chelsea. Tamte reprezentacje stały się kultowe. Dzisiaj co najwyżej, Jaroslav Silhavy może pochwalić się dwoma zawodnikami West Hamu i napastnikiem Bayeru Leverkusen.

Nie ma tu jednostek, jest kolektyw ze świetnie pracującym i strzelającym bramki Patrickiem Schickiem. Co prawda, zawodnik Bayeru ma już cztery bramki, to na większość z nich dołożyła się cała drużyna. – a to świetnym odbiorem albo dobrze zorganizowanym pressingiem. Schick kończy akcje na, które pracuje cała drużyna – co na EURO robi wyśmienicie. Kluczem do sukcesu w spotkaniu 1/8 finału z Holandią było wykluczenie z gry Wijnalduma. Żaden z zawodników na mistrzostwach Europy nie miał tak, mało kontaktów z piłką. Tomas Soucek wykonał robotę jak w każdym meczu Premier League, a Tomas Holes pokazał, czemu w składzie z nim Slavia Praga osiąga sukcesy w Europie. Jaroslav Silhavy przechytrzył Franka de Boera i dał nadzieję na kolejne sukcesy reprezentacji Czech.

Na kolejne z pewnością chrapkę ma też Dania. To już nie jest drużyna, na którą należy patrzeć przez pryzmat katastrofy, jaka stała się w meczu z Finlandią. Z każdym meczem łapali wiatr w żagle, aż doszli do momentu, gdzie pojawiają się nieśmiałe głosy, że stać ich na wygranie EURO i powtórzenie sukcesu z 1992 roku. Co prawda, do tego daleka droga, ale Duńczycy są jak lokomotywa – co mecz to groźniejsi i mocniejsi. Belgów tylko postraszyli, na Rosjanach się wyżyli, a Walię przewyższali i górowali nad nią w każdym aspekcie. W ostatnich dwóch spotkaniach strzelili osiem bramek. Kreują mniej sytuacji tylko do Włochów i Hiszpanii, a indywidualnie pod tym względem najlepszy jest Pierre Hobjerg, który na mecz kreuje kolegą blisko 5 sytuacji na mecz – dlatego między innymi ma już trzy asysty.

Trzeba przyznać, że Kasper Hjulmand ma taką czutkę do odpowiednich wyborów. Nie wypalił w pierwszym meczu Robert Skov, postawił na Mikkela Damsgaarda, który swoją grą obronił się, a na mecz w Amsterdamie wystawił Kaspera Dolberga, który odwdzięczył się dwoma trafieniami. Ciekawe, jakie rozwiązanie obejrzymy w Baku, bo niezdolny do gry ma być Yussuf Poulsen, a nie wiadomo także co z Danielem Wassem. Dania już jednak na tym turnieju pokazała, że lubi się konsolidować i nic nie jest jej straszne. Nawet strata tylu liderów. Czechy to będzie trudniejszy przeciwnik niż Walia, ale jak duński dynamit po raz wystrzeli, to czeskie lwy zostaną poskromione i zranione.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem