Druga część rankingu: najlepsi polscy zawodowi pięściarze wszech czasów!

Zapraszamy na drugą część naszego rankingu, oceniającego najlepszych polskich bokserów zawodowych w historii. Mieliśmy już w Polsce rozmaite bokserskie rankingi, ale jednego z pewnością jeszcze nie było – wybierającego tego jednego jedynego. Nie z dziś, nie z wczoraj, ale w ogóle –  rankingu czerpiącego z całej historii zawodowego boksu w Polsce. My zdecydowaliśmy się na taki krok, starając się jak najrzetelniej ocenić rodzime pięściarstwo. Ten ranking jest być może jedynym miejscem, w którym Andrzej Gołota i Tomasz Adamek są w stanie spokojnie spędzić obok siebie dłuższą chwilę, ale to tylko jeden z powodów, dla których warto się z nim zapoznać.

< PIERWSZA CZĘŚĆ RANKINGU – POD TYM LINKIEM>

5. KRZYSZTOF GŁOWACKI

Jeden z dwóch najlepszych obecnie polskich bokserów. Powszechnie uważany za skromnego i cichego, ale pisząc szczerze – po prostu słaby medialnie. Za to w ringu bardzo dobry. Przerwał wieloletnią dominację na tronie federacji WBO Marco Hucka, nokautując go efektownie na gali w Newark. Pół roku później potrafił pokonać dwóch przeciwników na raz – chorobę i Steve’a Cunninghama. Pas oddał Ołeksandrowi Usykowi, ale patrząc, gdzie dziś jest Ukrainiec – i za tamten występ można go chwalić.

Głowacki jest zawodnikiem uniwersalnym, mocno bije z lewej ręki i ma charakter mistrza. Problemem jest to, że “Główkę” nic nie boli tylko wtedy, gdy śpi. Ogromne problemy z kontuzjami mocno hamują jego karierę. Mimo wszystko ścisła czołówka wagi cruiser (BoxRec klasyfikuje go aktualnie na trzecim miejscu), na pewno wielki nieobecny turnieju “WBSS”.

Nie lubi udzielać wywiadów, był zdecydowanie najsłabszym punktem dokumentu “Droga do PBN 7”. Nie do końca chyba rozumie, że wszystko, czego nie robi poza ringiem, odbija się potem na pensji za walkę.

4. BENNY GOLDBERG

Polak żydowskiego pochodzenia, “Waleczna szczęka”, mocno bijący mańkut z wagi koguciej. Najlepszy zawodowy pięściarz z Warszawy, choć wychowany w Detroit. Do Ameryki wyjechał w wieku dwóch lat, tam nauczył się walczyć. Znakomity amator, a potem zawodowiec. Między 1937 a 1946 rokiem stoczył ponad 40 walk, z których wygrał zdecydowaną większość. Pierwszy pogromca fenomenalnego Manuela Ortiza (raz  z nim przegrał i była to akurat walka o tytuł). Na amatorskim ringu wygrał z kolei i mistrzem olimpijskim, Jackiem Wilsonem. Nigdy nie został mistrzem świata, bo w czasach, w których walczył, liczba pasów przypadających na jedną kategorię wagową nie przekraczała – jak obecnie – liczby wartościowych bokserów.

3. KRZYSZTOF WŁODARCZYK

Świetny technicznie zawodnik, obdarzony bardzo mocnym ciosem z obu rak, ale niestety – straszny nudziarz. Do dziś nie zdarzyło się, by telewizja transmitująca jego walki uczciwie poinformowała, że pierwsze 5 rund będzie rozgrzewką Polaka.

Gdyby się jednak zmienił – otworzył w obronie, zadawał więcej ciosów, po prostu więcej ryzykował – pewnie nie byłby tak dobry. A dobry był w swoim czasie bardzo. Po zaledwie 11 walkach pojechał do Włoch i będąc skazywany na porażkę znokautował faworyta gospodarzy, Vincenzo Rossitto. Minęło półtora roku, a “Diablo” był już w Niemczech, z nie najlepszymi zamiarami wobec kolejnego niepokonanego boksera – Pavla Melkomiana (przegrał, ale w problematycznych okolicznościach).

Wyjazdów było w jego karierze wiele, co zawsze w oczekiwaniu na uznanie podkreśla jego promotor, ale po prawdzie wynikały one z tego, że w Polsce nie mógł liczyć na sowity zarobek. Pięciu wysokiej klasy bokserom zabrał “0” z rekordu. Kontrowersyjnie wygrał ze Stevem Cunninghamem, zdobywając pas IBF, był też mistrzem WBC, kiedy w Atlas Arenie odprawił z kwitkiem Giacobbe Fragomeniego. Jego walka z Rachimem Czachkijewem była jedną z najlepszych w historii naszego zawodowego boksu. Potrafił sponiewierać mistrza olimpijskiego, zadać pierwszą zawodową porażkę świetnemu Cunninghamowi, znokautować twardego jak skała Ismaila Abdoula, ale też przegrać rundę z kelnerem Gaborem Halaszem czy toczyć równy pojedynek z bokserem-hobbystą Jasonem Robinsonem. Taki już urok “Diablo”.

2. TOMASZ ADAMEK

Góral, który góry przenosił. Mistrz świata dwóch kategorii wagowych, pretendent do mistrzostwa w trzeciej. Bardzo dobry bokser, ale i życiowy farciarz. 21 maja 2005 roku kibice przyszli do United Center na walkę Andrzeja Gołoty, a wychodzili z walki Tomasza Adamka.

Dał Polakom to, czego nigdy nie potrafił dać “Andrew”. Został mistrzem świata WBC, wygrywając po dramatycznej walce z twardym, ale boksersko raczej przeciętnym Paulem Briggsem. Tak naprawdę w drodze do wagi ciężkiej miał tylko dwóch rywali z najwyższej półki – Chada Dawsona, który nie dał mu szans, i Steve’a Cunninghama, z którym wygrał po świetnej walce.

Zawsze miał wielkie serce do walki, niesamowity spokój w sobie – sprawiał wrażenie, jakby do ringu wychodził dokładnie wiedząc, co go czeka. Był bardzo dobry w wadze półciężkiej, jeszcze lepszy w wadze cruiser, natomiast na wagę ciężką brakowało mu gabarytów, co pokazało już jego pierwsze poważne starcie w tej kategorii – z Jasonem Estradą. Mimo to był w stanie ogać bardzo mocnego Chrisa Arreolę i zostać poważnym graczem w królewskiej dywizji. Niestety, nie potrafił realnie spojrzeć na swoje szanse w konfrontacji z braćmi – Witalijem i Władimirem – Kliczko, uparcie twierdząc, że są w jego zasięgu. Sportowo – owszem, rozmiarowo – w żadnym wypadku. O zakończeniu kariery myślał już w 2011 roku, po ciężkim laniu od Kliczki, potem nawet kilkukrotnie taką decyzję ogłosił, ale zawsze wracał na ring.  W kontekście bokserskiej emerytury był o tyle konsekwentny, że konsekwentnie zmieniał zdanie. Walczy do dziś, ciągle jest solidnym zawodnikiem, potencjalnie mógłby być nawet mistrzem świata (nie jest gorszy od Bermane’a Stiverne’a, Charlesa Martina czy Manuela Charra), ale z najlepszymi nie ma czego szukać.

1. DARIUSZ MICHALCZEWSKI

Polski Niemiec, niemiecki Polak – jak komu wygodniej. Przed większością walk odgrywano mu niemiecki hymn, ale potrafił u szczytu popularności pójść do największej niemieckiej stacji telewizyjnej i powiedzieć: “Koniec z tym”. Jedyny Polak, który ma szansę wejść do bokserskiej Galerii Sław. Mistrzostwo świata WBO zdobył w 1994 roku i nie oddał go przez ponad dziewięć lat.

Pokonując Virgilla Hilla trzy lata później został mistrzem aż trzech federacji, czego nigdy nie dokonał żaden inny Polak.

Znokautował świetnego Montela Griffina, cenionego Derricka Harmona, dwukrotnie twardego Richarda Halla. Ostatnie 14 wygranych w karierze zanotował przed czasem. Według wielu miał najlepszy lewy prosty w historii polskiego boksu. Jego walka z Royem Jonesem Juniorem (do której nigdy nie doszło) byłaby jedną z największych w dziejach wagi półciężkiej. W swoim czasie mówili o niej wszyscy. Michalczewski chciał w poniedziałek, Roy w środę, czyli dzień po zmianie planów Michalczewskiego – tak to mniej więcej wyglądało. Dziś „Tiger” niewiele boksu ogląda, ale i tak mu się on nie podoba. Szczery gość – zapytany w telewizji o swoje zdanie na temat walki brązowego medalisty olimpijskiego Wiaczesława Głazkowa ze zwycięzcą turnieju Prizefighter Torem Hamerem, uczciwie odparł: “Nie znam chłopaków”. Karierę zakończył mu Fabrice Tiozzo, rewanżując się za porażkę w Mistrzostwach Europy juniorów poniesioną… 19 lat wcześniej. Potem przegrywał już wyłącznie dyskusje polityczne.

Przygotował: Marcin Piechota

Komentarze