Doping? Hulaj dusza, piekła nie ma!

Dosyć niespodziewanie dostał walkę z Deontayem Wilderem i jeszcze bardziej niespodziewanie z niej wypadł. Wszystko za sprawą niedozwolonych substancji, które podczas przygotowań do mistrzowskiej próby zażywał. Minął miesiąc z hakiem od tamtych wydarzeń, a my już wiemy, że facet jest czysty jak łza i nic mu nie grozi. Przed państwem Luis Ortiz i jego historia.

4 listopada miało dojść – zdaniem wielu – to pierwszej w pełni poważnej obrony mistrzowskiego pasa przez Wildera. Na jego drodze miał stanąć King Kong, czyli Kubańczyk Ortiz, który od długich lat pukał do światowej czołówki w królewskiej dywizji. Wiele osób ostrzyło sobie apetyt na ten pojedynek, mimo że cały 2017 rok był dla światowego boksu naprawdę bardzo udany. Ortiz miał zagrozić Wilderowi, a nawet z nim wygrać. Może to nieco przesadzone, ale z pewnością nie przegrałby w pierwszej rundzie padając trzy razy na deski, co rzeczywisty jego rywal z 4 listopada, czyli Bermane Stiverne.

Do Ortiza wpadła kontrola antydopingowa, która po przebadaniu pięściarza… wykryła u niego niedozwolone substancje. Wykryto zabronione środki z grupy diurektyków, a – co nietrudno przewidzieć – sam był wielce zdziwiony, że coś takiego się wydarzyło. Od razu tłumaczył, że świadomie po nic zakazanego nie sięgał, ale… co miał mówić? Wilderowi wypadł kolejny rywal (poprzednio Powietkin za doping) i znowu wielkość mistrza WBC była kwestionowana. Ortiz natomiast, pomimo lawiny hejtu, która na niego spadła, przekonywał, że szybko wróci do boksu i jeszcze z Bronze Bomberem powalczy.

Mamy początek grudnia i jakie są wieści na dzień dzisiejszy? WBC wydało specjalne oświadczenie, z którego wychodzi, że Ortiz w federacji WBC pojedynki będzie mógł toczyć, gdyż uwierzono jego tłumaczeniom odnośnie lekarstw, które rzekomo stosował przez nadciśnienie, na które od dawien dawna choruje. Sprawę zamieciono pod dywan twierdząc, że jego obrona była skuteczna, a historyjka na tyle wiarygodna, że niestosownym byłoby karanie niewinnego Ortiza kilkuletnią dyskwalifikacją.

Ortiz w październiku wpadł na dopingu, a w grudniu może normalnie walczyć

Ortiz zapłaci jedynie 25 tysięcy dolarów kary, co jest karą śmieszną porównując ją z tym, ile miałby zarobić za niedoszły pojedynek z Wilderem. Federacja WBA natomiast miała zupełnie inne spojrzenie na “koksiarza” z Kuby i nie dość, że usunęła go z listy najwyżej sklasyfikowanych chellengerów do tytułu mistrzowskiego, to jeszcze ukarała dyskwalifikacją na 12 miesięcy.

Czyli WBC uznaje, że nic się nie stało i Ortiz nie zrobił nic złego, a WBA sądzi, że oszust nie może ubiegać się o pas czempiona.

Ciekawe.

Zmieńmy na chwilę dyscyplinę sportu i przejdźmy do UFC. Jan Błachowicz przed jedną z walk doznał kontuzji dłoni, przez którą nie mógł normalnie trenować. Poszedł do lekarza, który przypisał mu steryd, który miały ból “zablokować”. Błachowicz przed zażyciem substancji wysłał ją do UFC, a federacja orzekła, że nie godzi się na to, by Polak mógł ją użyć. Efekt? Odwołany pojedynek.

Wspomnieliśmy o Powietkinie, który właśnie rok temu został przyłapany na dopingu, a mimo wszystko swój pojedynek stoczył (!!!). Z polskiego podwórka – Michał Cieślak wpadł na dopingu przed rokiem podczas gali we Wrocławiu, za co został ukarany dwuletnią przerwą od boksu. Minęło 10 miesięcy, a radomianin wszedł między liny. Przepisy nagięto, karę skrócono, doceniono skruchę i kajanie się. Postanowiono jedno, zrobiono drugie w nadziei, że nikt się nie skuma, że naginane jest prawo i pierwotne postanowienia.

W KSW na przykład w ogóle nie ma kontroli antydopingowych. Przekaz jest jasny – nie badamy się, wszyscy mają równe szanse. Niektórzy śmieją się, że zawodnicy przypominają tablicę Mendelejewa, ale przynajmniej zasady są dla wszystkich takie same – nie ma testów, nie ma afer – każdy jest na swój sposób równy.

O tym zresztą jakiś czas temu mówił nasz redakcyjny kolega, Łukasz Juras Jurkowski:

Jasne? Naszym zdaniem tak. Rada dla boksu – albo bądźmy konsekwentni i sypmy karami, albo nie róbmy z siebie pośmiewiska i przymykajmy oko na wybryki zawodników, które można wytłumaczyć później wysokim ciśnieniem. W innym wypadku dyscyplina traci na wiarygodności i coraz bardziej przypomina sterowaną przez promotorów szopkę.
Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze