Dlaczego nie można zwolnić Franciszka Smudy?

Widzew zremisował, ale nie mylą się ci, którzy ten wynik traktują jak porażkę. Raz, że Lechia Tomaszów Mazowiecki była zdecydowanie lepsza i miała dużego pecha, że nie zapewniła sobie awansu przy Piłsudskiego. Dwa, że po meczu przygotowana była feta z okazji awansu - niemal 20 tysięcy kibiców miało świętować na ulicach miasta, ale zamiast pić z radości – mogli co najwyżej wypić z żalu. Trzy, że Widzew przegrał wizerunkowo – między innymi zachowaniem swojego trenera po meczu.

– Co wy wszyscy chcecie od tego stylu? Czy analizowaliście poszczególnych zawodników? Skąd przyszli, jak wyglądają, jakie mają braki techniczne? – pytał miesiąc temu w wywiadzie z nami Franciszek Smuda. Analizujemy: Daniel Świderski, król strzelców III ligi, 21 goli w ubiegłym sezonie. Michał Miller, najlepszy piłkarz najlepszej drużyny ubiegłego sezonu, 18 goli. Daniel Mąka, Mateusz Michalski – zdecydowanie wyróżniający się w Widzewie, kolejno 17 i 15 goli. Razem 71 bramek.

W tym sezonie ta czwórka, która powinna roznieść te rozgrywki, ma ich zaledwie 22. Choć pierwsi dwaj występują w drużynie strzelającej i stwarzającej sobie więcej okazji do zdobycia bramki. Wiosną zaledwie osiem, z czego prawie połowa to gole po rzutach karnych. Każdy pod formą, każdy jest cieniem samego siebie. Pod okiem Franciszka Smudy liczba zawodników, którzy zwinęli się z formą jest przerażająco duża w porównaniu do tych, którzy zaliczyli progres. O ile tacy w ogóle są.

Choć przecież trener jest od tego, by wydobywać ze swoich piłkarzy maksa. W ostatnich miesiącach ci najsłabsi zaczęli grać jak najlepsi. Problem w tym, że to nie oni doszlusowali poziomem do nich tylko odwrotnie.

Franciszek Smuda w Łomży (0:0) łapał się za głowę, zaś w meczu z Lechią Tomaszów Mazowiecki rozkładał ręce po kolejnym słabym zagraniu jego piłkarza. Wyrażał tym samym dezaprobatę wobec poziomu swoich piłkarzy, ale tak naprawdę – wobec siebie samego. Tego, który za bardzo uwierzył w swój dar przekwalifikowania pozycji. Na tyle, że najważniejszy mecz kończył środkiem pola, w którym biegał… środkowy napastnik i skrzydłowy.

To, że Mateusz Michalski jeszcze niedawno potrafił minąć trzech rywali i strzelić bramkę, a teraz błąka się po boisku – jest winą trenera. To, że Michał Miller miał po jesieni najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej i został wybrany Piłkarzem Rundy, a wiosną wygląda na przestraszonego, zagubionego, niepewnego siebie – jest winą trenera. To, że Daniel Mąka często potrafił w kluczowych momentach strzelać decydujące bramki, a teraz łapie ogony i brakuje mu rytmu gry – jest winą trenera.

Najgorsze jest jednak to, że cały ten tekst moglibyśmy złożyć ze zdań już przez nas napisanych.

– „Często stoperzy grają długie, bezsensowne piłki na Roberta Demjana, który dwoi się i troi, ale w pojedynkę mając czterech rywali dookoła niewiele jest w stanie zrobić”.

– „Nadal błędy popełniali środkowi obrońcy, nadal brakowało ofensywnego podejścia do meczu, nadal widzewiacy wybijali piłkę zamiast ją rozgrywać”.

– „Niestety, łodzianie nie sprawiają wrażenia, by już od pierwszego momentu spotkania chcieli odwrócić niekorzystny wynik remisowy i przechylić za wszelką cenę, jak najszybciej, szalę zwycięstwa na swoją korzyść”.

– „Widzew ciągle, nieustannie, bez opamiętania wybijał. Jeśli LV BET prowadziłoby „Zakłady na żywo Premium” na to, jak rozwiążą następną akcję piłkarze Franciszka Smudy, to za opcję „wybicie” płaciłby rekordowo mało.”

– „Stuprocentowe akcje piłkarzy gości nie były indywidualnym zrywem. Na takie musi liczyć Widzew, bo o drużynowe kombinacje zakończone golem – najczęstszy sposób na zdobycie bramki – to zjawisko dość rzadko spotykane”.

– „Były momenty, w których piłkę rozgrywał napastnik. Problem pierwszy: na własnej połowie. Problem drugi: na tej samej połowie znajdowało się także dziewięciu innych zawodników Widzewa. Trudno w takich warunkach przenieść akcję do przodu”.

– „Michał Miller nie dość, że wszedł na boisko późno, a i tak dwukrotnie zmieniono mu pozycje (najpierw skrzydło, później środek pola), to jeszcze koledzy nie ułatwiali mu roboty. Niemal zawsze wszyscy koledzy z drużyny Widzewa chowali się przed nim są za plecami któregoś z rywali. Mógł grać tylko do stoperów, co było 628364 zagraniem do tyłu bądź wszerz boiska”.

– „Niedokładne podania, za daleko wypuszczane piłki, dośrodkowania do nikogo”.

– „Na alibi grali niemal wszyscy, ale krępowało ich ustawienie. Taktyka, która nie zmieniła się pomimo straconej szybko bramki i upływającego czasu, który przybliżał do straty punktów”.

To fragmenty tekstów po kilku meczach rundy jesiennej, a jakby żywcem wycięte ze spotkania z Lechią Tomaszów Mazowiecki.

Goście byli najlepszą drużyną, jaka przyjechała w tym sezonie na Widzew. Nie ma przypadku w tym, że to oni do ostatniej sekundy będą bić się z łodzianami o awans. Mądra taktyka Bogdana Jóźwiaka, obnażająca wszystkie bolączki Widzewa, o mały włos nie przyniosła rezultatu. Popsuła fetę, mogła popsuć sezon. Wystarczy, że goście wykorzystaliby jedną ze stuprocentowych sytuacji: raz sam na sam z bramkarzem, innym razem wystarczyło dołożyć nogę „do pustaka”…

Widzew takich szans nie miał. Podobnie jak pomysłu na grę. Łodzianie, dopingowani przez fanatyczną, ponad 17-tysięczną publiczność nie byli w stanie chociaż raz poważnie zagrozić bramce lechitów. W całym meczu oddali zaledwie dwa celne strzały, z czego żaden nie był taki, który sprawiłby problemy Mateuszowi Awdziejewiczowi. Styl – dramat. Wynik – dramat. W dodatku nie lepiej było po meczu…

Franciszek Smuda nie podał ręki trenerowi rywali, a jednocześnie byłemu piłkarzowi Widzewa. Zamiast tego rzucił: „Spierd*laj, nie będę się z tobą równał, gówniarzu”. Do kibiców Franz nie wyszedł, choć ci wołali go pod trybunę głośnym okrzykiem. Na konferencję prasową nie przyszedł po raz kolejny, olewając nie tyle dziennikarzy, co kibiców właśnie.

W obliczu nie tylko fatalnej gry, w której progresu nie widać o dawna, a także kolejnych słabych wyników. Przede wszystkim przez buraczane, chamskie i prymitywne zachowanie po meczu – niegodne do reprezentowania takiego klubu jak Widzew – Franciszka Smudy… nie można zwolnić. Dlaczego?

Może nawet jeszcze przed meczem z walczącym o życie Sokołem Ostróda. Póki jeszcze, jakimś cudem, nie jest za późno.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem