Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Djurdjević po mistrzostwo czy kompromitację? Losy młodych trenerów w wielkich klubach

Ivan Djurdjević nowym trenerem Lecha Poznań. Kilka kropel świeżej krwi w środowisku zdominowanym przez te same nazwiska. Zadanie ma niesamowicie trudne, ale nie jest pierwszym, który został rzucony na głęboką wodę. W przeszłości było już kilku niezłych, albo nawet bardzo dobrych piłkarzy, zaczynających przygodę z trenerką od dużych firm. Przygotowaliśmy mały przegląd.

Skupiliśmy się na czasach nowożytnych, bez sięgania do prehistorii. Nie braliśmy też pod uwagę strażaków pokroju Radosława Sobolewskiego czy Aleksandara Vukovicia, którym na dłuższą metę nie zaufano.

Dariusz Wdowczyk – Polonia Warszawa (1999/2000)

Na początek historia, która powinna dodać Ivanowi skrzydeł. Debiutancka robota i od razu mistrzostwo Polski? Proszę bardzo. W pierwszej części sezonu był tylko supportem dla frontmana, którym był… Jerzy Władysław „Top Gun” Engel.

W przerwie zimowej po sympatycznego wąsacza upomniała się jednak reprezentacja Polski i Wdowczyk – mimo braku kompletnej dokumentacji trenerskiej – doprowadził Polonię do niespodziewanego mistrzostwa Polski. Sezon skończyli z dziewięciopunktową przewagą nad drugą Wisłą Kraków.

Sielanka szybko jednak dobiegła końca. W kolejnym sezonie Polonia grała znacznie słabiej, a Wdowczyk – gość, który po 50 latach odzyskał dla Polonii tytuł, został pożegnany bez większego żalu.

Dariusz Kubicki – Legia Warszawa (2003-04)

Mniej więcej w tym samym czasie w Legii przebijał się kolega Wdowczyka z boiska. On jednak nie miał tyle szczęścia. Kubicki, w momencie otrzymania pełnego kredytu zaufania od klubu z Łazienkowskiej (w 1999 roku był jedynie trenerem tymczasowym), trafił na wyjątkowo trudne dla niego czasy.

Problemy ze stadionem, słaby poprzedni sezon (dopiero czwarte miejsce), zmiany kadrowe (odejście m.in. Cezarego Kucharskiego), zaległości w płacach wobec zawodników, zmiany na stołkach (podchody ITI)… Skończyło się na wicemistrzostwie (pięć punktów za Wisłą Kraków) i przegranym finale Pucharu Polski (1:2 w dwumeczu z Lechem).

– Biorąc pod uwagę wszystkie trudności, szczególnie finansowe, zawodnikom należą się słowa uznania. Chcieliśmy grać ofensywnie i widowiskowo. Nie zawsze się to udawało, ale ogólnie jestem zadowolony – mówił po sezonie.

Na stanowisku dotrwał do października. Zwolniono go po odpadnięciu z Pucharu UEFA (dwumecz z Austrią Wiedeń). Po latach tak tę sytuację komentował Andrzej Zarajczyk, prezez Pol-Motu – ówczesny właściciel Legii.

– Powiedziałem przedstawicielowi Daewoo: Niech pan zobaczy, jaki to jest dobrze przygotowany trener. Chyba najlepiej w Polsce i to w dodatku młodego pokolenia. Wie, co to jest dobra piłka, grał w Anglii, pokończył dobre szkoły. Może więc dajmy młodemu szansę. To, niestety, za bardzo się nie udało. Sytuacja mogła jeszcze się ułożyć, ale Koreańczycy nie wytrzymali presji podpowiadaczy z Łazienkowskiej i go zwolnili.

Czesław Michniewicz – Lech Poznań (2003/04)

We wrześniu 2003 roku kibice Lecha pożegnali trenera Libora Palę po hiszpańsku – machając z trybun białymi husteczkami. Na stanowisku komentatorskim Canal Plus, obok Jacka Laskowskiego, siedział wtedy 33-letni… Czesław Michniewicz, który przymierzał się do pracy w Arce Gdynia.

Dwa dni później, kiedy siedział w pociagu do Trójmiasta, zadzwonił telefon. To był prezes Lecha Poznań, Radosław Majchrzak. Propozycja była konkretna, nalegał na spotkanie.

– Wysiadłem na najbliższym dworcu – w Gnieźnie – i wróciłem do Poznania na rozmowy o nowej pracy. Wybrałem zespół ze stolicy Wielkopolski, choć był w trudniejszej sytuacji, okupując miejsce spadkowe w I lidze. Jednak co Lech to Lech – mówił. 

Wówczas wielu pukało się w czoło. Przeciętny bramkarz, który dopiero co zakończył karierę, na dzień dobry dostaje szansę w jednym z najbardziej uznanych polskich klubów. Miał ponoć zażądać tylko 15 tys. zł miesięcznie, inni kandydaci chcieli dużo więcej. Potwierdził swoje umiejętności, chociaż trafił do szatni ze starymi wyjadaczami – Piotrami Reissem i Świerczewskim. Wywalczył puchar i superpuchar. Po fuzji Lecha z Amicą Wronki został odpalony na rzecz Franciszka Smudy, ale – jak na pierwszą robotę – mocna czwórka.

Jacek Zieliński – Legia Warszawa (2004/05)

Legię objął w roli strażaka, po wspomnianym wcześniej Kubickim. Wiara była ogromna. W końcu to legenda Wojskowych, ale po sezonie ogniste nastroje zdecydowanie ostygły. Trzecie miejsce i kosmiczna, piętnastopunktowa strata do mistrzowskiej Wisły. Apogeum nadeszło na początku sezonu 2005/06, po odpadnięciu z Pucharu UEFA po kompromitującym dwumeczu z FC Zurich (0:1, 1:4).

– Bardzo trudno komentować mecz, w którym byliśmy tylko cieniem dla przeciwnika. Prawda jest taka, że byliśmy słabsi pod każdym względem. W tych trudnych chwilach, mimo wielkich kłopotów kadrowych łudziłem się, że zawodnicy się pozbierają i sobie poradzimy. Niestety się pomyliłem – mówił po meczu. 

Tomasz Kulawik – Wisła Kraków (2012/13)

– Moim celem jest to, żeby Wisła zaczęła grać w piłkę krakowską. Taki jest mój cel i taki cel został mi postawiony – recytował na powitalnej konferencji prasowej.

Wcześniej był wiecznym asystentem i od czasu do czasu trenerem tymczasowym. W 2012 roku uznano, że wreszcie zasłużył na poważniejszą szansę i zamiast zwolnionego, charyzmatycznego Michała Probierza, na ławce Wisły usiadł wyjątkowo spokojny i opanowany Kulawik. Podkreślmy – legenda Wisły, z kilkuset występami z Białą Gwiazdą na piersi.

Dość szybko okazało się, że nie była to decyzja z tych wspaniałomyślnych. Wisła dołowała, pałętając się gdzieś w dolnej części tabeli. W jej ataku brylował Daniel Sikorski, a nawet najwierniejsi kibice mieli ze swojego klubu konkretną bekę, śpiewając:

„Wpuść nam Daniela, trenerze, wpuść nam Daniela”
„Daniela mamy, dlaczego go nie wpuszczamy?”
„Daniela mamy, na Ligę Mistrzów czekamy”
„Jeb… Messiego, my mamy tu Sikorskiego”.

Zimą właściciel Bogusław Cupiał próbował ratować sytuację, ściągając Franciszka Smudę. Ten jednak wybrał propozycję z niemieckiego drugoligowca, który zaproponował mu cztery razy wyższą pensję. Kulawik dokończył sezon, ale dopiero na siódmym miejscu.

***

Podsumowując, jak radzili sobie byli piłkarze, jako młodzi trenerzy, którzy na dzień dobry zostali posadzeni na wysokiego konia? Na ogół nie było kolorowo.

Wdowczyk – sensacyjne mistrzostwo
Kubicki – drugie miejsce, kompromitacja w pucharach
Zieliński – trzecie miejsce, kompromitacja w pucharach
Michniewicz – Puchar i Superpuchar Polski, pozytywne wrażenie
Kulawik – masakra

W którą stronę Lecha poprowadzi Djurdjević? Przeciwnicy zarzucają mu brak doświadczenia. Zwolennicy widzą w nim DNA Lecha, charyzmę, znajomość środowiska. Jedno jest pewne – na karuzelę wsiada gość z charakterem, który z całą pewnością nie będzie drugim Kulawikiem.