Deszczowe XX Grand Prix im. Janusza Sidły

Podobno pogoda jest w stanie „położyć” każdą, nawet najlepiej przygotowaną imprezę, bez różnicy: sportową, muzyczną czy kulturalną. Niestety, dziś muszą się z tym zgodzić organizatorzy XX Grand Prix im. Janusza Sidły. Sopocki Stadion Leśny przegrał z deszczem. Szkoda, bo do nadmorskiego kurortu zjechali naprawdę świetni lekkoatleci.

 

– Damy radę. Co prawda pada, ale nie w takich warunkach się skakało – mówiła kilkanaście minut przed startem Anna Michalska – Jagaciak, finalistka konkursu trójskoku z ostatnich Mistrzostw Świata w Londynie.

Ania w Sopocie miała skakać w dal, a jej pojedynek z Rosjanką Daria Klishiną (na zdjęciu powyżej) miał być ozdobą Grand Prix. Niestety, szybko okazało się, że obie nad morze przyjechały jedynie na wycieczkę. Na rozbiegu zebrała się spora kałuża wody i organizatorzy nie chcieli ryzykować.

– Jeśli już się przyjechało, to chciałoby się wystartować, ale decyzja o odwołaniu konkursu była słuszna. W takich warunkach łatwo można nabawić się kontuzji – przyznała Polka.

Z dystansem 300 metrów zmierzyli się natomiast panowie. Najlepszy czas spośród naszych reprezentantów zyskał Rafał Omelko, który jako trzeci minął linię mety. Finalista biegu sztafetowego 4 X 400 z Londynu daleki był jednak od zadowolenia.

– Warunki dziś nie rozpieszczają. Coraz mocniej pada, jest zimno. Ciężko dzisiaj było o szybkie bieganie i tak też było. Wyniki nie są powalające. Jeszcze wczoraj nastawiałem się na szybkie bieganie, ale ta pogoda wytrąciła mnie z rytmu startowego. Stadion w Sopocie jest na pewno urokliwy, ale dużym mankamentem jest to, że nie było gdzie zrobić rozgrzewki pod dachem. Szkoda, bo potencjał był duży – skomentował swój występ Omelko.

Na tym samym, nieolimpijskim dystansie ścigały się też panie, między innymi brązowe medalistki ze sztafety 4 X 400 w Londynie: Małgorzata Hołub i Patrycja Wyciszkiewicz. Najszybciej z Polek, bo jako druga na mecie stawiła się jednak Anna Kiełbasińska. Reprezentantka gospodarzy zawodów wywalczyła tę pozycję rzutem na taśmę.

– Nie wiem czemu taki pech prześladuje imprezy organizowane przez nasz klub… W takich warunkach trzeba było biegać najlepiej jak się da i chyba dziś to zrobiłam. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności jestem zadowolona ze swojego startu. Osiągnęłam ten sam wynik co 2 miesiące temu w Warszawie, w świetnych warunkach pogodowych. Najbardziej jestem zadowolona z końcówki. Jestem sprinterką, a tą drugą pozycję wywalczyłam na ostatnich metrach – cieszyła się Anna Kiełbasińska.

Z finału zrezygnowano w biegu na 100 metrów kobiet, a klasyfikację końcową stworzono na podstawie czasów z dwóch startów. Trzecią lokatę, najwyższą z Polek uzyskała tym samym Ewa Swoboda. Dla sprinterki był to ostatni występ w sezonie, z którego nie jest do końca zadowolona.

– Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo będzie padać, ale w sumie na starcie z dziewczynami się śmiałyśmy, nie mogłam się w ogóle skupić. Myślę, że ta deszczowa pogoda dała o sobie znać tylko kiedy się rozgrzewałyśmy, a jak już przybiegłyśmy to jest fajnie. Ale 11.54 w taką pogodę to dobry wynik, przynajmniej uczę się biegać, kiedy są inne warunki, nie tylko kiedy jest jasno, sucho i ciepło – mówiła młodzieżowa mistrzyni Europy.

W pozostałych konkurencjach wygrywali faworyci. Michał Haratyk wygrał konkurs pchnięcia kulą, Michał Rozmys był drugi na 800 metrów za Hiszpanem Kevinem Lopezem, natomiast Bursztynową Milę, czyli wieńczący zawody dystans 1000 metrów pań najszybciej pokonała Angelika Cichocka.

Komentarze