Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Deleu: Z czym kojarzyła mi się Polska? Z Papieżem!

Dziś o godzinie 18 Cracovia podejmie Lechię, czyli będziemy mieli przyjemność obejrzeć spotkanie tak naprawdę bez podtekstów. Niby Pasy trzymają z Arką, która nie lubi Lechii, ale dla przeciętnego, wracającego z pracy po całym tygodniu harówki kibica, nie ma to żadnego znaczenia. Z pewnością będzie miało dla Michała Probierza, który kiedyś był trenerem gdańszczan oraz Deleu, który również nad morzem wypływał na piłkarsko szersze wody. Dziś omówimy przypadek tego pierwszego.

Dziś o godzinie 18 Cracovia podejmie Lechię, czyli będziemy mieli przyjemność obejrzeć spotkanie tak naprawdę bez podtekstów. Niby Pasy trzymają z Arką, która nie lubi Lechii, ale dla przeciętnego, wracającego z pracy po całym tygodniu harówki kibica, nie ma to żadnego znaczenia. Z pewnością będzie miało dla Michała Probierza, który kiedyś był trenerem gdańszczan oraz Deleu, który również nad morzem wypływał na piłkarsko szersze wody. Dziś odsyłamy was do rozmowy z tym drugim.

Dlaczego piłka nożna?

– W Brazylii każdy sport jest popularny. Wiadomo, że najbardziej popularna jest piłka nożna, ale tak naprawdę wszystkie gry zespołowe cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Siatkarze kilka lat temu wygrywali wszystkie wielkie imprezy z igrzyskami olimpijskimi na czele, w NBA gra chyba sześciu brazylijskich koszykarzy. Do tego piłka wodna, plażówka, reprezentacje kobiece. Sport jest w naszym kraju wszechobecny i praktycznie każdy młody dzieciak ma z nim styczność.

Czy każdy chłopak w Brazylii gra w piłkę?

– Na 10 chłopaków na podwórku aż 9 dobrze gra w piłkę. Już od najmłodszych lat z chłopakami graliśmy na ulicach, w parku, koło domu. Stawialiśmy dwa małe kamienie, które były słupkami. Po drugiej stronie „boiska” było tak samo. Obojętnie czy były nas kilku, czy kilkunastu. Dzieliliśmy się na dwie drużyny i graliśmy w piłkę. Trenowaliśmy technikę, grę kombinacyjną. Każdy uczył się panowania nad piłką, strzałów. Mieszkam już od jakiegoś czasu w Polsce i słyszę od znajomych, że dzieci bawią się „w chowanego” czy „ w berka”. U nas również wymyślane były różnego rodzaju zabawy, ale zawsze dominowała piłka. Gdy ktoś nie chciał grać, to miał wielki problem ze znalezieniem sobie zajęcia.

Czy na ulicy zostałeś zauważony?

– Oczywiście, że nie. Grałem w szkolnej drużynie, która kładła bardzo duży nacisk na sport. W tygodniu trenowaliśmy, a w weekendy graliśmy mecze. Mieliśmy naprawdę niezłą ekipę i większość z tych spotkań wygrywaliśmy. Nieskromnie mogę powiedzieć, że byłem jednym z lepszych zawodników w swojej drużynie i liczyłem na to, że w końcu ktoś zauważy mój potencjał. Mierzyliśmy się ze szkołami prywatnymi, które miały dodatkowe fundusze przeznaczone na popularyzację sportu. Taki odpowiednik polskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Ja trafiłem do jednej z takich szkół, zapewniono mi bardzo dobre warunki do tego, bym grał w piłkę. Miałem opłacone jedzenie, mieszkanie, sprzęt sportowy i pozostało mi tylko grać w piłkę. Trenowałem dwa razy dziennie, a dodatkowo wieczorem chodziłem do szkoły. O ile treningi bardzo mi się podobały, to już ta szkoła często nie była mi po drodze. Dużo się wtedy nauczyłem i zdobyłem cenne doświadczenie w bardzo młodym wieku.

Czy początek kariery przypadł na Brazylię?

– Tak chyba należy powiedzieć. Tak naprawdę pierwszy kontrakt z klubem podpisałem w wieku 16 lat, czyli w 2000 roku. Były to rozgrywki regionalne, coś jak w Polsce liga wojewódzka. Było to dla mnie wtedy spore przeżycie. W Brazylii jest bardzo dużo drużyn piłkarskich, które rywalizują na różnych szczeblach. Jeden okręg jest większy, jak ten San Paolo, drugi mniejszy. Nie ma sytuacji, że lider przyjeżdża do najsłabszej drużyny w lidze i pewnie zgarnia trzy punkty. Wiele robi ludzka mentalność, a Brazylijczycy walczą zawsze do samego końca i potrafią radzić sobie w pojedynkach z faworytami. Często zmieniałem kluby, bo ruchy transferowe w Brazylii są na porządku dziennym. Gdy już grałem na poziomie Serie A, czyli w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju, to byłem dumny, bo wiedziałem, że spełniły się moje marzenia z dzieciństwa. Wciąż jednak wielu kolegów przechodziło do europejskich klubów i też bardzo chciałem spróbować wyjechać z kraju, by posmakować czego innego.

Deleu kupił w Gdańsku mieszkanie i ożeni się z Polką

Kto ci pomógł w przenosinach do Polski?

– Etson – grał kiedyś w Ekstraklasie. To on pomógł mi trafić do Polski. Razem z jednym kolegą z Brazylii postanowiliśmy, że nagramy płytę z fragmentami przedstawiające nasze występy na brazylijskich boiskach. Akcje, dryblingi, strzały, czyli wszystko to, co potrafimy na boisku. Gdy któryś z menagerów będzie nami zainteresowany, to wtedy damy mu ją, by zobaczył. Z miasta, z którego ja podchodzę, jest również Etson, który zapytał mnie, czy nie chcę, żeby on tę płytę zabrał do Polski. Zgodziłem się od razu, bo czułem, że to może być dla mnie ogromna szansa. Po dwóch tygodniach odezwał się do mnie, że jeżeli wciąż jestem zainteresowany, to mogę przyjechać do Polski i że na pewno znajdę tu pracodawcę.

Brazylijczyk chce wyjechać do Europy i opuścić swój kraj?

– Chciałem wyjechać do Europy, bo czułem, że jest tu lepsze życie. Poza tym przed wyjazdem do Polski grałem w Metropolitano, a tam jest bardzo zimno. Dla mnie – Brazylijczyka, który zawsze miał pod nosem plaże, słońce i 30 stopni było to bardzo trudne. Klub nie zaoferował mi lepszych warunków kontraktu, byłem z daleka od rodziny i przyjaciół, a w dodatku było zimno. Byłem zdeterminowany, by wyjechać do Polski.

Zanim trafiłeś do Lechii…

–  Na początku poszedłem na testy do Widzewa Łódź. Trenerem był tam Paweł Janas, który w tamtym czasie przenosił się właśnie do Polonii Warszawa. Grałem w trzech sparingach, ale prawie cały czas występowałem jako prawy pomocnik. To była dla mnie nowość, bo w Brazylii byłem przyzwyczajony do gry w defensywie. Pamiętam mecz kontrolny z Legią. To był jakiś dramat. Posiadanie piłki chyba 90 do 10 na korzyść warszawskiej drużyny, a nasza akcja zwykle kończyła się na dwóch podaniach. Byłem załamany, bo w Brazylii każdy lubi mieć piłkę przy nodze. Nie spodobałem się trenerom i zrezygnowali ze mnie. Zgłosiła się Lechia, bo dostrzegł mnie Tomasz Kafarski. Miałem bardzo dobre wyniki wydolnościowe, byłem zaawansowany technicznie, a boczny obrońca, który potrafi podłączyć się do akcji ofensywnej zawsze jest bardzo cenionym towarem na piłkarskim rynku. Przyszedłem do Lechii, choć tak naprawdę nie wiedziałem, na co mogę w Gdańsku liczyć.

Deleu na polskich boiskach rozegrał łącznie 196 spotkań

Pamiętasz pierwszą bramkę w Lechii?

– Oczywiście, że tak. Wtedy po raz pierwszy do Polski przyleciała moja mama. Przyszła na mecz, a ja strzeliłem bramkę przeciwko Zagłębiu Lubin i zremisowaliśmy tamto spotkanie 2:2. Podłączyłem się do akcji z prawego skrzydła, uderzyłem „z fałsza” i wpadło tuż obok słupka. Do tej pory moja mama wspomina tamtą chwilę, włącza urywki z tamtego spotkania na Youtube.

Pokochałeś Lechię?

– Tak! Nie chciałem odchodzić z Lechii, bo wiedziałem, że łączy się to z przeprowadzką z Gdańska. Kupiłem tu mieszkanie, w Gdańsku poznałem swoją obecną narzeczoną, więc nie chciałem znowu zmieniać miejsca zamieszkania. Trener Moniz bardzo chciał mnie w swoim zespole, ale klub nie widział mnie w swoich planach na przyszłość. Było to dla mnie nie tylko dziwne, ale i bardzo smutne. Bardzo się starałem, dawałem drużynie ile tylko mogłem, zaprzyjaźniłem się z kolegami z drużyny, więc zmiana klubu wiązała się z utratą czegoś, na co bardzo długo pracowałem.

Miałeś trudny początek w Cracovii?

– Na początku nie było łatwo. Drużynie nie wiodło się najlepiej i trener szukał różnych rozwiązań, by zespół zwyciężał. Bo tak naprawdę to jest w piłce najważniejsze – zwycięstwa. Ja zachowywałem się bardzo profesjonalnie i nawet gdy nie grałem to starałem się pomagać drużynie wspierając kolegów, motywując ich. To jest wymagane od piłkarza na poziomie Ekstraklasy.

 

DELEU:

Wiek: 33 lata

Pozycja na boisku: Prawy obrońca

Na polskich boiskach: 196 meczów, 6 goli, 16 asyst

W barwach Lechii: 107 meczów, 3 gole, 10 asyst

W barwach Cracovii: 89 meczów, 3 gole, 6 asyst

W tym sezonie: 6 meczów, 0 goli, 0 asyst

 

 

24 listopada o godzinie 18 mecz Cracovia – Lechia Gdańsk

Wygra Cracovia: 2,8

Remis: 3,2

Wygra Lechia: 2,45