Dekada upadku i trener z pętlą na szyi

23 maja 2007 roku, Ateny, Stadion Olimpijski. Maldini, Gattuso, Pirlo, Kaka i Inzaghi biorą rewanż na Liverpoolu. Po dwóch bramkach tego ostatniego piłkarze Carlo Ancelottiego wygrywają 2:1 w finale Ligi Mistrzów, zostając tym samym najlepszą drużyną na Starym Kontynencie. Nikomu w Mediolanie nawet przez myśl nie przeszło, że za dziesięć lat wrócą do stolicy Grecji w takich nastrojach, potęgowanych przez nieustanny, dziesięcioletni regres. 

Chociaż dokładnie dekadę po tamtym triumfie w Champions League na San Siro panowała ekstaza. Kibice wiwatowali, piłkarze świętując biegali po murawie, a trenera Vincenzo Monetllę podrzucano ku niebu. Nie cieszono się jednak z tytułu najlepszej w Europie. Świętowano jedynie powrót do niej po trzech latach nieobecności. Wiwatowano zajęcie szóstego miejsca w lidze włoskiej, gwarantującego start w Lidze Europy. Rozgrywkach, o których Gabi, kapitan Atletico Madryt mówi wprost: – Obecnie Liga Europy to dla mnie gówno, nie chcę nawet o nich myśleć. W Mediolanie cieszyli się jednak tak, że nie wypada im zlekceważyć spotkań z AEK, Austrią Wiedeń i Rijeką.

Dziesięć lat równi pochyłej

Z małym wyjątkiem na sezon 2010/11, kiedy we włoskiej Serie A akurat ochotę rządzić i panować miał Zlatan Ibrahimović, 7-krotny zdobywca Ligi Mistrzów znaczył w kraju i na arenie międzynarodowej coraz mniej. Od tamtej pory zajęli kolejno: drugie, trzecie, ósme, dziesiąte (!), siódme i ostatnio szóste miejsce w lidze.

Nie trzeba wielu słów, by zobrazować to, co działo się w ostatniej dekadzie na San Siro. Na dobrą sprawę wystarczyłoby porównanie obu jedenastek – tej, która świętowała triumf w LM i tej, która wróciła do Europy.

2007: Dida, Oddo, Nesta, Maldini, Jankulovski, Gattuso, Pirlo, Ambrosini, Seeford, Kaka, Inzaghi

2017: Donnarumma, Gomez, Paletta, Romagnoli, Bertolacci, Montolivo, Pasalić, Vangioni, Deulofeu, Lapadula, Bacca

Krawiec kraje, jak mu materiału staje – postanowiono więc tego materiału dokupić. W końcu Mediolach jest stolicą mody, nie można pokazywać się światu w rzeczach z second-handu czy taniego butiku. Na nową dostawę nie żałowano pieniędzy: 42 miliony euro Leonardo Bonucci, 38 mln Andre Silva, 25 mln Andrea Conti, 22 mln Hakan Calhanoglou, 18 mln Ricardo Rodriguez, 18 mln Mateo Musacchio, 17 mln Lucas Biglia, 13 mln za wypożyczenie Franka Kessiego i Nikoli Kalinicia. Do tego wypożyczono Boriniego z Sunderlandu oraz sprowadzono za 1.5 mln z Grecji Antonio Donnarummę – wszystko po to, by zatrzymać na Półwyspie Apenińskim jego brata. Młodszy o dziewięć lat Gianluigi to bardzo utalentowany golkiper, który ma symbolizować odrodzenie Rossonerich.

Razem wydano w letnim okienku 200 milionów euro. Zawrotna kwota, z której nic póki co nie wyniknęło. Jeśli coś się zmieniło – to na gorsze.

Wielki projekt, jeszcze większy niewypał?

Niegdyś Milan to Carlo Ancelotti. Dziś Rossoneri to siedmiu szkoleniowców w przeciągu zaledwie trzech lat. I wszystko wskazuje na to, że do końca roku doczekamy się ósmego. Serdecznie dość Vincenzo Montelli mają wszyscy: zaczynając i kończąc rzecz jasna na zniecierpliwionych oraz wściekłych kibicach, ale krytycznie o byłym koledze z boiska wypowiadają się również legendy czerwono-czarnych. Demetrio Albertini: – Cała sytuacja go przerosła. Problem leży w psychice piłkarzy, a od tego jest trener, by wpłynął na zawodników i zmotywował ich do działania. Niestety, w ich grze nie widać woli walki i zaangażowania – powiedział 46-latek.

– Montella jest oderwany od rzeczywistości – wypalił natomiast dziennikarz La Gazetta Dello Sport, Alfredo Pedula. – On powtarza te same rzeczy co tydzień. Powinien w końcu spojrzeć na siebie, a nie na innych. On nie zdaje sobie chyba sprawy z tego, co się dzieje w klubie i dookoła niego. Jego ostatnie rezultaty to dramat. Mówi, że zespół radzi sobie dobrze? Chyba ogląda inne spotkania. Jeśli tak, to niech chociaż spojrzy w końcu w ligową tabelę – napisał bez ogródek w najpopularniejszej włoskiej gazecie Pedula.

Kibice mają dość zarówno tłumaczeń, jak i braku progresu w grze drużyny. Wręcz przeciwnie: zauważają, że każdy zawodnik, który dołączył do drużyny Rossonerich, prędzej czy później gra znacznie poniżej swoich możliwości.  Tak jak Bonucci czy Bilglia, którzy byli jednymi z najlepszych piłkarzy całej Serie A, a w Milanie jakby zapomnieli o tym, jak się gra w piłkę. – Zainwestować w drużynę dwieście milionów i grać dwa razy gorzej, niż w poprzednim sezonie? To trzeba być geniuszem – ironizują fani Rossonerich.

Mówi się coraz częściej o następcach: wymieniany jest Souza, Walter Mazzarri oraz… Gennaro Gattuso, który osiąga dobre wyniki w Primaverze z drużyną juniorów, a którego w roli następcy Michała Probierza nie widzieli działacze Jagiellonii Białystok. Póki co na ławce rezerwowych z wykopanego przez siebie dołu znów spróbuję wyjść Montella.

Przez Europę do Europy

Jedną z okazji do rehabilitacji będzie wyjazdowe starcie z AEK Ateny. Nie będzie łatwo, bowiem Milan przegrał z ateńczykami na wyjeździe nawet wtedy, gdy wygrywał w 2007 Ligę Mistrzów. Niedawno zaś u siebie czerowno-czarni tylko zremisowali, ale nadal prowadzą w grupie. To dla piłkarzy z San Siro obecnie priorytet – w rozgrywkach Serie A do liderującego Napoli tracą już 15 punktów. Po zaledwie 11 kolejkach! Nie minęło nawet pół sezonu, a zawodnicy (póki co) Montelli mocno oddalili się także od czwartego, gwarantującego start w Lidze Mistrzów miejsca. Paradoksalnie łatwiej o przepustkę do elity kontynentu będzie po zwyciężeniu tej edycji Ligi Europy.

Pytanie: kto ma ją zapewnić? Wyróżnia się w tym sezonie właściwie tylko Suso, którego występ w meczu jest mocno zagrożony. Zagrać od pierwszych minut ma skonfliktowany Andre Silva. Kosztował 38 milionów, a w tym sezonie zagrał w lidze zaledwie 322 minuty, z czego tylko trzy rany przez pełne 90 minut. Mało, ale z drugiej strony: przez ten czas ani razu nie wpisał się na listę strzelców.

– AEK to szybki, budujący dynamicznie swoje akcje zespół, któremu zamierzamy stawić czoła – mówi przed meczem Montella, choć kibice mają już dość słuchania o wymagających rywalach. Z wyczekiwaniem będą spoglądać w kierunku Aten, gdzie kolejny raz piłkarze zagrają o posadę swojego szkoleniowca. Prawdziwym ultimatum miało być zdobycie kompletu punktów w meczach z AEK, Genoą i Chievo. Z AEK nie wyszło, więc kolejne brzmiało: 6 punktów z Genoą i Chievo. Z Genoą nie wyszło, więc Milan miał wygrać z Chievo i Juventusem. Ze „Starą Damą” nie wyszło, więc tym razem…

Tym razem widzimy to tak: Milan przegrywa z AEK, w biurze działaczy Rossonerich pojawia się ni stąd, ni zowąd Hubert Urbański. – Czy chcecie zwolnić trenera? – pyta. – Tak – odpowiadają władze mediolańskiego klubu. – Ostatecznie? – nie daje za wygraną prowadzący “Milionerów”. – Ostatecznie, definitywnie, do samego końca. Naszego lub Milanu.

Początek meczu o 19. Kursy LVbet: AEK Ateny (3.15) – Remis (3.2) – AC Milan (2.4).

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze