Dania – Polska 0:4, lekcja pokory

Tego nie spodziewał się nikt. Niepokonana od 13 spotkań reprezentacja Polski uległa w Kopenhadze Danii aż 0:4. To był fatalny mecz w wykonaniu podopiecznych Adama Nawałki. Po tej porażce trzeba się szybko otrząsnąć, bo następny mecz o punkty eliminacji Mistrzostwa Świata 2018 rozegramy w poniedziałek w Warszawie z Kazachstanem.

 

Zanim na stadion w Kopenhadze wybiegły na boisko jedenastki Danii i Polski, zakończył się inny mecz grupy E. W Aktobe Kazachstan uległ Czarnogórze 0:3, a gładko zdobyty komplet punktów pozwolił zwycięzcom umocnić się na drugim miejscu w tabeli grupy A, wywierając tym jeszcze większą presję na naszych dzisiejszych rywalach. Punkty stracone w meczu u siebie z Biało-Czerwonymi mogły być dla Duńczyków ciężkie do odrobienia.

I było to widać na boisku, bo gospodarze zaatakowali od pierwszych sekund. Dosłownie, bo na ich pierwszy groźny strzał nie trzeba było czekać nawet pół minuty. Z dystansu minimalnie nad poprzeczką uderzał Delaney. Polacy odpowiedzieli rajdem prawą stroną Łukasza Piszczka, ale jego strzał był bardzo niecelny. Duńczycy grali wysokim pressingiem i kompletnie opanowali środkową strefę boiska. W dodatku z ich szybkimi skrzydłowymi kompletnie nie radzili sobie nasi boczni obrońcy. Po kwadransie gry, po rzucie rożnym Polacy kompletnie zgubili krycie, a precyzyjne dośrodkowanie z kornera wykorzystał Delaney, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie.

Biało-Czerwoni musieli zareagować i zaatakowali, a strzał Karola Linettego w 23. minucie leciał w samo okienko bramki Kaspera Schmeichela, ale jeden z obrońców wybił piłkę na rzut rożny. Kilkadziesiąt sekund później uderzał Piszczek, ale niecelnie. Po połowie godziny gry prawy obrońca zasygnalizował Adamowi Naważce prośbę o zmianę. Cierpiącego na problemy żołądkowe piłkarza zmienił Thiago Cionek. Tymczasem Duńczycy na 2 minuty przed przerwą podwyższyli prowadzenie. Fatalnie piłkę z własnego pola karnego wyprowadzał Kamil Glik, futbolówkę przejął skrzydłowy, który dośrodkował do Corneliusa. Nie pilnowany w szesnastce napastnik nie miał problemów z pokonaniem Łukasza Fabiańskiego, czym ustalił wynik pierwszej połowy meczu na 2:0. Przewaga Danii w tej części meczu nie podlegała dyskusji.

Po przerwie Polacy niby ruszyli do ataku, ale bramkę Schmeichela szturmowali niemrawo i bardzo szybko tracili piłkę. Gdy mijała godziny gry, padła trzecia bramka dla Skandynawów. Silnie zagraną w pole karne piłkę futbolówkę wybił przed siebie Fabiański, a nie pilnowany przez nikogo Jorgensen trafił na 3:0. Chwilę później na boisku pojawili się Arkadiusz Milik i Maciej Makuszewski, a po kilku minutach, po dwójkowej akcji tych piłkarzy Biało-Czerwoni oddali groźny strzał. Zryw podopiecznych Adama Nawałki nie potrwał jednak długo. Na niespełna kwadrans przed końcem meczu groźnie strzelał Sisto, ale piłka trafiła w boczną siatkę. W 80 minucie nie pomylił się już Eriksen, któremu nasi piłkarze zostawili zbyt wiele wolnego miejsca w środkowej strefie boiska, a pomocnik Tottenhamu strzałem z dystansu zdobył fantastycznego gola. Jak się później okazało, ta bramka ustaliła wynik tego spotkania na 4:0 dla Danii.

Porażka ze Skandynawami to prawdziwa lekcja pokory dla Biało-Czerwonych. Jedyne pocieszenie dla kadry Adama Nawałki? Lepiej przegrać raz 0:4, niż 4 razy po 0:1 …

Komentarze