Dania grała, Polska strzelała gole – młodzieżówka zwycięża w Gdyni 3:1

Po kilkunastu minutach gry wydawało się, że nasza młodzieżówka może nam dostarczyć podobnej kompromitacji, jak nasza pierwsza reprezentacja podczas meczu eliminacji Mistrzostw Świata z Danią w Kopenhadze we wrześniu tego roku. Przewaga umiejętności czysto piłkarskich była po stronie Skandynawów, natomiast Polacy byli bardzo skuteczni, zdeterminowani i w kluczowych momentach uśmiechało się do nich szczęście. Te wszystkie czynniki złożyły się na zwycięstwo ekipy Czesława Michniewicza 3:1.

 

Bardzo złe miłego początki

Zaczęło się fatalnie – już na rozgrzewce ze składu wypadł Bartosz Kapustka i został zastąpiony przez Sebastiana Szymańskiego. Polacy wyszli w ultra defensywnym ustawieniu z piątką obrońców, czterema pomocnikami i osamotnionym Pawłem Tomczykiem na szpicy. Wydawało się, że przechodząc do ataku ustawienie powinno przechodzić w 3-5-2, gdzie boczni obrońcy mieli pełnić rolę wahadłowych, a Szymański miał wchodzić do pierwszej linii. W praktyce jednak grający po bokach obrony Jakub Bartosz i Robert Gumny w zasadzie nie przechodzili przez środkową linię boiska. Podopieczni Czesława Michniewicza grali nieco archaiczny futbol polegający na długich piłkach posyłanych do szybkich skrzydłowych. Przez to dość szybko pozbywali się piłki, którą swobodnie rozgrywali Duńczycy. Goście już po kilkudziesięciu sekundach mogli otworzyć wynik, ale piłkę z linii bramkowej wyekspediowali nasi obrońcy. Po kilkunastu minutach powinno być 0:2, ale będący w sytuacji sam na sam napastnik drużyny przyjezdnej fatalnie spudłował. A jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje…

Polacy dobrze i szczęśliwie bronili, a na posterunku był nasz bramkarz, Kamil Grabara.

10 minut Biało-czerwonych

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym dla Skandynawów była sytuacja, w której z ostrego kąta uderzał Szymański, jednak bramkarz Danii był na posterunku. 2 minuty później nie pomylił się już jednak Konrad Michalak, który przejął długie podanie i mocnym strzałem z linii pola karnego posłał piłkę do siatki. Kilka minut później było już 2:0, kiedy fatalny błąd popełnił golkiper gości, a piłkę do pustej bramki wbił Tomczyk. Polacy wykorzystali prezenty od rywali, po czym całą drużyną cofnęli się na własną połowę, chwilami broniąc 9 piłkarzami i licząc na kontry. Po jednej z nich strzał Tomczyka został zablokowany. Znacznie więcej piłkarskiej jakości było w poczynaniach Danii, która przez blisko 60% czasu gry utrzymywała się przy piłce, często całą drużyną zapędzała się na połowę obronną Polaków, oddała też kilka groźnych strzałów zza pola karnego, zarówno po kombinacyjnych akcjach jak i ze stojącej piłki. Pika nie wpadała jednak do siatki i pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Polski 2:0. Krótko mówiąc Duńczycy grali, Polacy strzelali gole.

Wynik dla Polski otworzył Konrad Michalak.

Znaczy kapitan

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie, a przewaga gości zaznaczyła się jeszcze bardziej. Bardzo rzadko można było zobaczyć Polaków z piłką na połowie przyjezdnych. W obronie Polacy byli jednak niezbędni, kolejne wrzutki w pole karne były skutecznie przecinane, a strzały z dystansu blokowane, bądź leciały w trybuny. Przyjezdni wyglądali chwilami tak, jakby chcieli wejść z piłką do bramki. Atakując całą drużyną narażali się jednak na kontry. Po jednej z nich, strzałem lewą nogą zza pola karnego prowadzenie Biało-czerwonych podwyższył Szymon Żurkowski. Pomocnik Górnika Zabrze był w tym meczu prawdziwym przywódcą zespołu, biegał za dwóch, walczył, a z jego siłą fizyczną nie potrafili sobie poradzić rywale. Gol na nieco ponad kwadrans przed końcem meczu był jedynie wisienką na torcie… Znamienne, że Duńczycy bramkę honorową zdobyli dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy kapitana od kilkudziesięciu sekund nie było już na murawie. Dodajmy – gol dla gości był jak najbardziej zasłużony i wisiał w powietrzu praktycznie od pierwszych minut spotkania. Całe szczęście, że padł tak późno, dzięki czemu Polacy mogli skutecznie realizować nakreśloną przez Czesława Michniewicza taktykę. W przeciwnym wypadku mogłoby by się to skończyć wysoką porażką…

Czesławowi Michniewiczowi udało się przechytrzyć szkoleniowca Danii…

Polacy wracają do gry o Euro

To zwycięstwo oznacza, że Polacy, po kompromitującym remisie z Wyspami Owczymi, wracają do gry o młodzieżowe Euro 2019. Często powtarza się, że ważny jest wynik, a o stylu niedługo nie będzie nikt pamiętał, ale w tym przypadku nie do końca jest to prawdą. Drugi raz grając w  ten sposób z Danią nie wygramy, a na wyjeździe trzeba będzie rywali zaskoczyć czymś innym. Umiejętności czysto piłkarskie były w tym meczu po stronie przyjezdnych i nie można o tym zapominać. Skandynawowie wciąż otwierają naszą grupę eliminacyjną i mają nad nami punkt przewagi, a bezpośredni awans uzyskuje jedynie zwycięzca grupy. Runda rewanżowa kwalifikacji musi być w naszym wykonaniu dużo lepsza !!!

– Było widać złość sportową po meczu na Wyspach Owczych. Zagraliśmy zupełnie inaczej, założenia taktyczne się zmieniły. Wiedzieliśmy wszystko o rywalach. Wiedzieliśmy, że musimy szybko odbierać piłkę w środkowej strefie boiska i użyć dynamiki Pawła Tomczyka, Sebastiana Szymańskiego czy Konrada Michalaka. Cieszymy się ze zwycięstwa, bo staliśmy już pod ścianą. Teraz sytuacja znów jest otwarta – podsumował mecz Czesław Michniewicz.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze