Czym się różni piłkarz od piekarza?

Można nie mieć pretensji do dziewczyny, że rzuca chłopaka, z którym była tylko dla seksu i on o tym wiedział. To była korzyść obustronna, a gdy trafił się ktoś przystojniejszy i bogatszy – odeszła bez spalonych mostów. Natomiast jeśli ów dziewczyna obiecywała swojemu mężczyźnie dwójkę dzieci i zadbany ogród, a ten później nakrył ją w łóżku z facetem „o którego nie musiał się martwić” – ma prawo czuć niesmak.

O mące przed szlagierowym meczem w polskiej ekstraklasie mówi się tyle, ile we wszystkich piekarniach w Polsce razem wziętych. My, ostatni raz dotkniemy różnicy, jaka dzieli zawód piłkarza od profesji piekarza, murarza, kasjera, bankowca czy prawnika oraz dlaczego nie chlebem i solą, a kocią muzyką, buczeniem i gwizdami (oby tylko) przywitany zostanie powracający na Reymonta reprezentant Polski, Krzysztof Mączyński. 

Ta dyskusja wraca zawsze, gdy deklarujący przywiązanie do barw klubowych piłkarz odchodzi do odwiecznego rywala. Palenie koszulek dotyka ostatnio wielu piłkarzy z najwyższej półki: Gonzalo Higuaina, Fernando Torresa, Mario Götze czy Carlosa Teveza. Świński łeb rzucono pod nogi Luisowi Figo, z falą nienawiści spotkał się Ashley Cole, Manuel Neuer i wielu innych. W Polsce najgorzej miał chyba Paweł Kaczorowski, którego znienawidzono w Poznaniu po przejściu do Legii, z kolei w Warszawie nienawidzono go jeszcze przed tym transferem, po tym jak ubliżał „Wojskowym” śpiewając pieśni z kibicami „Kolejorza”. Typowa mina, w którą wdepnął z całą świadomością. Przypadków tego typu w futbolu było już tyle, że powoli zaprzestaje się tworzenia rankingów największych „zdrajców”. Coraz częściej kontrowersyjne dla kibiców przenosiny uważa się za powszednią praktykę, lecz nie pozostaje to nigdy bez echa. Zwłaszcza wśród kibiców.

Powrót Lusia Figo na Camp Nou. Ten obrazek obiegł cały świat w 2002 r.

Każdy musi zarobić. Nie tylko na chleb, ale także na bardziej hedonistyczne rozrywki lub kurs tajskiego boksu (if you know what I mean). Życie futbolisty jest krótkie, a podczas tych kilku lat trzeba się ustawić na kilkadziesiąt następnych. Mieć środki na inwestycje po zakończeniu kariery, ewentualnie: mieć co przejeść. Normalne.

Nikt więc nie ma pretensji, jeśli Izolator Boguchwała zamienisz na GKS Katowice, Lech Poznań na Sampdorię Genua albo Werder Brema na Real Madryt. Na tysiące transferowych opcji jest jednak kilka (zwykle jedna bądź dwie), których wybierać nie wypada. Po których twoje koszulki mogą być palone, a twoje nazwisko – regularnie wygwizdywane. A jeśli dorzucisz do tego własne wypowiedzi o wielkiej miłości do jednego klubu, albo w przypływie emocji po meczu z odwiecznym rywalem zachce ci się śpiewać bluzgi na tę drużynę, to chyba naturalne, że ludzie to zapiszą, zapamiętają i odłożą za szybkę z napisem „zbić w razie pożaru”.

Gonzalo Higuain po przejściu z Napoli do Juve, doczekał się papieru toaletowego ze swoją podobizną

Wtedy właśnie łatwo dostrzec, że kariera piłkarza to nie jest zwykły zawód. Nikt nie śledzi z zapartym tchem, jak piekarz zamienia mąkę w chleb. Nikogo nie interesuje, że pani Kasia pracowała w Lidlu i przeszła do Biedronki. Natomiast zamiana Barcelony na Real, Lecha na Legię czy Wisły na Cracovię? Zdenerwuje, zasmuci i zaboli wielu, dla których piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci, tylko – jak mawiał Bill Shankly – coś znacznie ważniejszego.

Już jutro obaj panowie zagrają przy Reymonta 22 w jednakowych barwach

Tym bardziej, jeśli wydawałeś się „jednym z nas”, a za takiego w Krakowie uważano Mączyńskiego. Nie bez powodu. Młodego Krzyśka pierwszy raz na Reymonta zabrał wujek. Tak, jak w Wielką Sobotę w 2001 roku do Szczecina, kiedy rzut karny Tomasza Frankowskiego obronił Radosław Majdan, a spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Wszyscy w domu byli przeciwni wyjazdowi na drugi koniec Polski, ale panowie postawili na swoim. Wujek zastępował Mączyńskiemu cierpiącego na chorobę alkoholową ojca. Z tego powodu „Mąka” do dziś czuje wstręt do procentów, zaś do Wisły poczuł ogromną sympatię. Chodził na wszystko – od piłki nożnej po koszykówkę. Jako dzieciak obserwował mecze Białej Gwiazdy w drugiej lidze, a następnie w ekstraklasie i europejskich pucharach. Nie odpuszczał niczego.

– Za żadne pieniądze, które by mi oferowano, nie poszedłbym do największego rywala ukochanego klubu – powtarzał cytowany przez wiele źródeł. W pamiętnym „Pomidorze” na antenie Ligi+ Ekstra zaprzeczył możliwości dołączenia do, drugiego po Cracovii, wroga kibiców klubu z R22. Nie minęło pół roku od emisji programu, a wytatuowany na ręku pomocnika Kościół Mariacki, czyli symbol jego rodzinnego miasta, oglądają kibice przy ulicy Łazienkowskiej.

Można nie mieć pretensji do dziewczyny, że rzuca chłopaka, z którym była tylko dla seksu i on o tym wiedział. To była korzyść obustronna, a gdy trafił się ktoś przystojniejszy i bogatszy – odeszła bez spalonych mostów. Natomiast jeśli ów dziewczyna obiecywała swojemu mężczyźnie dwójkę dzieci i zadbany ogród, a ten później nakrył ją w łóżku z facetem „o którego nie musiał się martwić” – ma prawo czuć niesmak. Nieczęsto zdarza się tak czysta sytuacja, jak na przykład z przejściem Roberta Lewandowskiego z Dortmundu do Monachium.

Dokładnie tak, jak prawo do niezadowolenia mają fani Wisły, którzy zdrady wychowankowi Białej Gwiazdy nadal nie wybaczyli. Na taki ruch piłkarskiego obieżyświata z zagranicy machnęliby ręką,  Mączyńskiemu zaś chcą odpłacić pięknym za nadobne. Nie można się temu dziwić, aczkolwiek ściskamy kciuki, by wszystkie granice zostały zachowane, a wbita przez kibiców szpilka pozostała tylko i aż szpilką. Ciągle rozdrapaną ranę w postaci sporej ilości decybeli z gardeł 33 tysięcy kibiców będziemy mogli zaobserwować już w niedzielny wieczór przy ulicy Reymonta 22. Ładunek emocjonalny na trybunach będzie miał stempel mąki wysokiej jakości.