Czy warto jeszcze kibicować Polakom na Eurobaskecie?

Kto widział końcówkę niedzielnego meczu Polaków z Finlandią na Mistrzostwach Europy w koszykówce, temu prawdopodobnie ręce opadły. Gospodarzy zmagań w naszej grupie mieliśmy na widelcu, na nieco ponad minutę przed końcem spotkania prowadziliśmy różnicą 9 punktów. Piękno koszykówki polega jednak na tym, że w tak krótkim czasie taką stratę da się odrobić, chociaż jest to bardzo, ale to bardzo ciężkie. Niestety, nasi rywale te ciężary zdołali udźwignąć.

 

Nasza kadra na Eurobasket udała się bez Marcina Gortata i Macieja Lampe w składzie. Bez „Dwugłowego potwora” ciężko było spodziewać się, że Polacy zwojują Europę. Z drugiej strony wydawało się, że prawie czterdziestomilionowy naród stać co najmniej na drugą rundę zmagań, czyli miejsce wśród najlepszych szesnastu drużyn na Starym Kontynencie. Szybki rzut oka na zestaw drużyn wylosowanych w grupie A nie dawał złudzeń: Francja jest poza zasięgiem, Islandia to outsider, Słowenia i Grecja mają nieporównywalnie większe koszykarskie tradycje i silniejsze ligi niż Biało-Czerwoni, więc o wyjściu z grupy zadecyduje mecz z Finlandią.

Potyczkę z kluczowym rywalem zaczęliśmy fatalnie, zdobywając zaledwie 8 punktów w pierwszej kwarcie, żeby potem przez dwie kolejne grać koszykówkę na fajnym, przyzwoitym, europejskim poziomie. W zasadzie aż do feralnej, ostatniej minuty podstawowego czasu gry wszystko układało się po myśli Mike’a Taylora i jego podopiecznych, ale w samej końcówce wyszły na wierzch wszystkie grzechy polskiego basketu.

Nasi zawodnicy, którzy w lidze najczęściej są jedynie uzupełnieniem składu dla graczy zza granicy (wymóg TBL – na parkiecie co najmniej dwóch Polaków), w decydujących momentach nie są przyzwyczajeni do brania odpowiedzialności za wynik na swoje barki. W krajowej lidze w kluczowych akcjach udział biorą Amerykanie, Litwini albo gracze z krajów byłej Jugosławii.

Chyba tylko tak można wytłumaczyć to, co zaserwowali nam Polacy w końcówce meczu z Finlandią. Złe rozegranie, niedokładność, proste straty i z wygranego zdawałoby się meczu zrobił się horror z dwoma dogrywkami i bez happy endu. To był ten rodzaj filmów grozy, gdzie wszyscy bohaterowie giną.

Czy to oznacza, że Polacy w praktyce odpadli już z turnieju? Paradoksalnie – niekoniecznie. Do rozegrania zostały nam jeszcze dwa spotkania, a kluczowa dla Biało-Czerwonych nie jest dzisiejsza konfrontacja z Francją ( LV BET nie daje nam w tym starciu żadnych szans, stawki: Polska 5.9, Francja 1.11), tylko jutrzejsza z Grecją, która dziś zagra z Finami (LV BET: Grecja 1.39, Finlandia 2.8). Nawet w przypadku dzisiejszego zwycięstwa z gospodarzami zmagań w Grupie A, Hellada nie jest pewna awansu do drugiej fazy grupowej. A mimo, że w dzisiejszej potyczce ze Skandynawami są zdecydowanym faworytem, nie jest wcale powiedziane, że czarny koń nie sprawi kolejnej niespodzianki.

Grecy podczas trwającego turnieju raczej zawodzą, oczywiście ograli bez większych problemów Islandię, ale już ze Słowenią dość wyraźnie przegrali, a z Francją w zasadzie w ogóle nie podjęli walki. Da się ich ograć. I mimo, że trudno spodziewać się, żeby Biało-Czerwoni tego dokonali, trzeba wierzyć, że dopóki piłka w grze…

Pełna oferta LV BET na Mistrzostwa Europy w koszykówce – Eurobasket 2017 dostępna jest TUTAJ!

 

Komentarze