Znamy dobrze niechęć Michała Probierza do zatrudnianych w Ekstraklasie szkoleniowców zza granicy. Ostre wypowiedzi, happeningi z konferencjami prasowymi, podczas których wypowiadał się po niemiecku, uszczypliwości względem Henninga Berga, Thomasa von Heesena i innych obcokrajowców, którzy przez kilkanaście już lat trenerskiej kariery Probierza przewinęli się przez kluby Ekstraklasy.

Ogólny wydźwięk wypowiedzi Michała Probierza to: cudze chwalicie, swojego nie znacie. W Polsce nie brakuje dobrych szkoleniowców, trenerów ciągle rozwijających swoją wiedzę, podążających za światowymi nowinkami i trendami jeśli chodzi o taktykę, prowadzenie zajęć, analizę rywali. To wszystko prawda.

Dopóki jeden z naszych ligowych trenerów nie przejmie z rąk Zinedine Zidane’a Realu Madryt, bądź nikt nie zaufa im na tyle, żeby powierzyć inny, topowy europejski klub, tak naprawdę nie dowiemy się, czy ci nasi szkoleniowcy naprawdę są tak niedoceniani. Załóżmy jednak, że w naszym kraju jest kilkuset szkoleniowców, pracujących na kontraktach profesjonalnych, czyli kilka-kilkanaście razy mniej, niż piłkarzy grających od trzeciej ligi wzwyż. Warto zauważyć, że kilku naszych futbolistów pokazało się w Europie i gra na wysokim poziomie w dobrych, zachodnich klubach, kasując za to całkiem okrągłe kwoty. Czy można wywnioskować z tego, że nasi piłkarze mimo wszystko są bardziej cenieni, niż krajowi trenerzy? Raczej można. Ale do czego zmierzam.

Michał Probierz krytykuje zatrudnianie zagranicznych trenerów w Ekstraklasie, sam natomiast chętnie sięga po zagranicznych piłkarzy / fot. Cyfrasport

Michał Probierz, poruszając się po takim, a nie innym, specyficznym rynku piłkarskim, w budowaniu kadr zawodniczych prowadzonych przez siebie zespołów wcale nie kieruje się hasłem „teraz Polska”. Zagraniczni trenerzy źli? Ale zagraniczni piłkarze, często średniej jakości, dobrzy? Tak?

Sprawdziliśmy ostatnie pięć zespołów, które prowadził Michał Probierz w więcej, niż dziesięciu spotkaniach. To Jagiellonia I (106 spotkań w latach 2008-2011), Wisła Kraków (23 mecze, 2012 rok), Lechia Gdańsk (31 spotkań, 2013-2014), Jagiellonia II (131 meczów, lata 2014-2017) oraz aktualnie prowadzona Cracovia (dotychczas 27 spotkań). Przeanalizowaliśmy jedenastkę wystawioną przez szkoleniowca w ostatnim meczu każdej z tych kadencji pod kątem piłkarzy polskich i zagranicznych. Sprawdźmy (wytłuszczeni obcokrajowcy).

Jagiellonia I:
Sandomierski – Norambuena, Bartczak, Cionek, Skerla – Grzyb, Hermes, Plizga – Kupisz, Seratlić, Maycon

Wisła Kraków:
Pareiko – Jovanović, Głowacki, Czekaj, Fredriksen – Jaliens, Wilk, Boguski, Melikson, Szewczyk – Genkov

Lechia Gdańsk:
Bąk – Stolarski, Madera, Janicki, Leković – Dawidowicz, Zyska, Tuszyński, Vranjes, Grzelczak – Sadajev

Jagiellonia II:
Kelemen – Burliga, Runje, Guti, Tomasik – Romańczuk, Góralski, Frankowski, Vassiljev, Czernych – Sheridan

Cracovia:
PeskovićFink, Helik, Dytyatyev, Pestka – Covilo, Dimun, Rakels, Hernandez, Zenjov – Piątek

Jak widać, jako trener, Michał Probierz wcale nie ma nic przeciwko temu, żeby stawiać na piłkarzy zagranicznych kosztem młodych, zdolnych Polaków, wychowanków klubu. W zasadzie tylko w Lechii drużyna była bardziej „polska” niż zagraniczna. Skoro szkoleniowiec pyta, w czym gorszy jest Czesław Michniewicz i Kazimierz Moskal od Kosty Runjaicia bądź Adama Owena, my spytajmy: w czym Pesković jest lepszy od Wilka, albo Hernandez od Drewniaka.

W Cracovii w ostatnim meczu wystąpiło aż 8 piłkarzy zagranicznych / fot. Cyfrasport

W ostatniej kolejce Cracovia w wyjściowej jedenastce miała aż 8 cudzoziemców. Jeśli spojrzymy w ich metryki, to robi się słabo. Pesković 36 lat, Dytyatyev 29, Fink 28, Dimun 21, Covilo 31, Hernandez 28, Rakels 25, Zenjov 28. Oprócz młodzieżowca Dimuna żadne tam młode perełki do oszlifowania i sprzedania na zachód. Jako to mawia Bobo Kaczmarek, raczej ”odrzuty piłkarskich, kubańskich pomarańczy”.

Co ciekawe, z chwilą przyjścia do Cracovii Michał Probierz zablokował transfer do klubu czołowego piłkarza pierwszej ligi, Damiana Kądziora, dziś już…czołowego skrzydłowego, tylko że Ekstraklasy, będącego w kręgu zainteresowań selekcjonera Adama Nawałki. Zamiast Polaka szkoleniowiec postawił na Słowaka, Jaroslava Michalika, za którego trzeba było zapłacić sporą kwotę. Ciekawe, czy trener pluje sobie dziś w brodę za to posunięcie, bo Cracovię kosztowało ono pewnie co najmniej z milion euro, jeśli nie więcej.

Jaroslav Mihalik miał być lepszą inwestycją niż Damian Kądzior. Póki co – nie jest… / fot. PressFocus

Michał Probierz, jako trener, a także jako manager, dobierający piłkarzy do prowadzonych przez siebie zespołów kieruje się rachunkiem ekonomicznym oraz szuka najbardziej korzystnego stosunku ceny do jakości proponowanych przez zawodnika usług. Identycznie myśli jednak prezes, zatrudniając szkoleniowca. Napływ obcokrajowców do naszej ligi, czy to piłkarzy, czy szkoleniowców, to temat na zupełnie inne rozważania i nie ulega wątpliwości, że to proceder szkodliwy dla polskiego futbolu. Wiadomo jednak, że każdy myśli w pierwszej kolejności o swoim tyłku i wynikach drużyny tu i teraz, a długofalowe plany rozwoju oraz promocję krajowych piłkarzy można włożyć między bajki. Ale skoro poruszamy się w takich, a nie innych warunkach sportowo-organizacyjno-ekonomicznych, to po prostu róbmy swoje, zamiast oceniać postępowanie innych. A jeśli już się na to zdecydujemy, spójrzmy najpierw w lustro.

*

Stawki LV BET na niedzielne spotkania Ekstraklasy

Cracovia – Arka Gdynia | Niedziela, 04.03.2018 | 15:30

Wygra Cracovia: 2.2

Remis: 3.15

Wygra Arka: 3.25

Legia Warszawa – Lech Poznań | Niedziela, 04.03.2018 | 18.00

Wygra Legia: 2.2

Remis: 3.15

Wygra Lech: 3.35

Pełna oferta LV BET na mecze Ekstraklasy po kliknięciu w baner