Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Czy jutro powiemy „umarł król, niech żyje król” ?

Hyeon Chung jest absolutną rewelacją trwającego właśnie turnieju Australian Open. 21-latek jest pierwszym w historii koreańskim tenisistą, który awansował do półfinału wielkoszlemowej imprezy i z dnia na dzień stał się bohaterem narodowym w swoim kraju. Jutro o 9.30 pretendent w meczu o finał zmierzy się ze starym mistrzem, Rogerem Federerem. Czy po tym spotkaniu napiszemy: „umarł król, niech żyje król”?

Pojedynek Chunga ze Szwajcarem może pobić rekordy oglądalności tej dyscypliny sportu w Korei Południowej. O ile młody tenisista piszę historię tenisa w swoim kraju, Federer dopisuje coraz to nowe rozdziały do historii tenisa w ogóle. 36-latek w półfinale Australian Open zagra już po raz…14! Całą imprezę wygrał pięciokrotnie, ostatni raz przed rokiem. Roger przeżywa chyba siódmą już młodość. Podczas gdy jego najwięksi rywale: Novak Djoković, Andy Murray czy Rafael Nadal, mimo, że sporo młodsi, borykają się ze spadkiem formy lub problemami zdrowotnymi, u Szwajcara wciąż widać przeogromną radość z gry w tenisa.

O wielkim mistrzu pisaliśmy zresztą TUTAJ, zaraz po jego ósmym triumfie na wimbledońskiej trawie.

Stary mistrz sprawdzi pretendenta

Federer w trwającej edycji Australian Open przez drabinkę turniejową przedziera się jak burza. 5 spotkań, wszystkie wygrane po 3:0, bez straty seta. W dodatku tylko trzy tie breaki, co oznacza, że Roger nie tylko świetnie serwuje, ale i jego return działa bez zarzutu. W drodze do finału na jego drodze stanie Chung.

Trzeba przyznać, że Koreańczyk miał znacznie trudniejszą drogę do finału niż Szwajcar. Pozostawieni w pokonanym polu rywale robią wrażenie, podnosząc jedynie rangę australijskich dokonań Hyeona. W pierwszej rundzie jego przeciwnikiem był Mischa Zverev, który skreczował przy stanie 1:6, 2:4. W drugiej rundzie szybkie 3:0 z rówieśnikiem, Rosjaninem Daniłem Miedwiediewem (dwa sety po 6:1). Trzecia partia to blisko trzyipółgodzinna batalia z innym 21-latkiem, rozstawionym z numerem cztery Alexandrem Zverevem, młodszym bratem Mischy. Wydawało się, że Niemiec z rosyjskimi korzeniami pomści brata, prowadził już 2:1 w setach, żeby ostatecznie ulec w decydującej batalii …0:6!  Czwarta runda to 3:0 z Novakiem Djokoviciem. Wynik co prawda wygląda na „suchy”, natomiast ten pojedynek równie trwał blisko trzy i pół godziny. Młody Koreańczyk pokazał przy okazji, że ma nerwy ze stali, wygrywając dwa tie breaki, a drugiego seta 7:5.

Ćwierćfinałowe zestawienie Chung – Sandgren było chyba najbardziej niespodziewanym w całej trwającej edycji Australian Open, ale pokonawszy znacznie wyżej notowanych rywali, Koreańczyk po prostu musiał pokonać Amerykanina. Teraz na jego drodze stoi przeszkoda najtrudniejsza. Federer wie, że każdy kolejny turniej wielkoszlemowy może być dla niego tym ostatnim, więc korzysta z formy, którą osiągnął u schyłku kariery. W finale na zwycięzcę już czeka Chorwat Marin Cilić.

Roger nie byłby sobą, gdyby przed meczem nie komplementował i nie okazywał należytego szacunku przeciwnikowi, czym tylko potwierdza, że prawdziwej klasy mistrza nie da się kupić.

– Czeka mnie interesujący mecz, cieszę się, że z nim zagram. Muszę się dobrze przygotować, bo w jego grze jest dużo świetnych elementów, a jeśli chodzi o grę w defensywie przypomina Novaka. Muszę zobaczyć jaki ma serw i return, bo to bardzo ważne elementy gry. Wiem jedynie to, że będę grał agresywnie – mówił mediom Federer.

 

O ile w defensywie Koneańczyk rzeczywiście przypomina Djokovicia, o tyle w kwestii odbioru serwisu, prowadzenia akcji ofensywnych oraz timingu nam najbardziej przypomina Andre Agassiego. I to takiego ze swoich najlepszych lat. Pod względem przygotowania fizycznego, poruszania się po korcie oraz determinacji, Chung przypomina też trochę…Michaela Changa. Po prostu nie ma dla niego straconych piłek.

Jak za starych, dobrych czasów…

Wiecie, jak wyglądały turnieje wielkoszlemowe kobiet w ostatniej dekadzie XX wieku? Były zawodniczki ścisłej, światowej czołówki, takie jak Steffi Graf, Monika Seles, Martina Hingis czy Arantxa Sanchez-Vicario i pierwsza „czwórka” rozstawionych przeważnie zgodnie meldowała się w półfinałach, bez problemu pokonując kolejne rundy, a dopiero w decydujących partiach, między sobą rozstrzygając kwestie ostatecznych triumfów. Ostatnie miesiące to totalne bezkrólewie jeśli chodzi o kobiecy tenis i niespodzianki goniące sensacje na kortach w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku. Dlatego obecność w finale tegorocznego Australian Open dwóch najwyżej rozstawionych tenisistek to wręcz zaskakująca odmiana w porównaniu do wydarzeń chociażby ostatniego sezonu. W sobotnim finale „jedynka” Simona Halep (2 przegrane dotychczas sety) zmierzy się z „dwójką” Caroline Woźniacki (również dwa sety oddane rywalkom) . Dla obu pań będzie to szansa na pierwszy w karierze wielkoszlemowy triumf , dotychczas obie dwukrotnie meldowały się w finałach: Rumunka w Paryżu, Dunka polskiego pochodzenia – w Stanach Zjednoczonych. My stawiamy na biało-czerwoną krew Woźniacki i właśnie za nią będziemy trzymać kciuki. Bilans obu zawodniczek w spotkaniach finałowych? Halep 16-12, Woźniacki 27-24. Bezpośrednie pojedynki? 4:2 dla Dunki. Będzie ciekawie.

*

Stawki LV BET na spotkania Australian Open.

Piątek, 25.01 | 9:30 |  Roger Federer – Hyeon Chung

Wygra Federer – 1.15

Wygra Chung – 5.2

Sobota, 26.01 | 9.30 | Caroline Woźniacki – Simona Halep

Wygra Woźniacki – 2.19

Wygra Halep – 1.67