Cześć, jestem Jose i zamieniam hity w kity

Kibice zakreślają te dni w kalendarzu czerwonymi kółkami. Odliczają dni, godziny, wreszcie sekundy. Napięcie rośnie, temperatura skacze, nogi z podniecenia chodzą jak ręce w chińskich zakładach pracy. I wtedy wchodzi on, cały na… niegdyś niebiesko, a teraz czerwono. Jose Mourinho. Specjalista do spraw wygrywania za wszelką cenę, gotów poświęcić największe widowisko dla korzystnego rezultatu. Piłkarski Machiavelli XXI wieku.  

Dziesięć ostatnich hitów Premier League, w których udział wziął portugalski menedżer:

Manchester United – Tottenham 1:0
Liverpool – Manchester United 0:0
Tottenham – Manchester United 2:1
Arsenal – Manchester United 2:0
Manchester City – Manchester United 0:0
Manchester United – Chelsea 2:0
Chelsea – Manchester United 1:0
Manchester United – Liverpool 1:1
Manchester United – Tottenham 1:0
Manchester United – Manchester City 1:0

Tylko raz padły trzy bramki i to głównie dlatego, że z Kogutami Manchester United mierzył się w maju, kiedy już o nic nie grał. W sześciu na dziesięć ostatnich meczów zapowiadających się na szlagiery padł tylko jeden gol. Nieważne, czy przyjeżdżał grający w piłkę i piłką Arsenal, konsekwentny i skuteczny Tottenham z Harrym Kane’m, czy też ofensywnie usposobiony Liverpool Kloppa albo Manchester City z Guardiolą – worek z bramkami był zawiązany portugalskim sznurkiem.

Czy te oczy mogą kłamać? Nie, bo nikt już nie wierzy w odważną i ofensywną grę drużyny The Special One w najważniejszych meczach.

Często się na tym Mou przejeżdżał. Kibice Chelsea do tej pory mają w pamięci jego śmiech po bezbramkowym remisie w półfinale LM z Atletico w Madrycie. Remisie, który nie dał – ważnej w pucharowych dwumeczach – bramki na wyjeździe. To miało niebanalny wpływ na rewanż, w którym londyńczycy przegrali ostatecznie 1:3, ale strzelając wyjazdowego gola Atletico zabiło zarówno mecz, jak i zapał gospodarzy. Do tej pory wielu fanów The Blues gdyba o kolejnym triumfie w Lidze Mistrzów, wyobrażając sobie myślącą nie tylko o zamurowaniu bramki na wyjeździe ukochaną drużynę.

W niedzielnym meczu Chelsea z Manchesterem United spodziewamy się piłkarskich szachów – tym bardziej, że jest to dla The Special One mecz podwójnie ważny. Portugalczyk wraca na Stamford Bridge, gdzie dwukrotnie pracował i trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Anglii. O wzajemnej miłości kibiców Chelsea i Mourinho nie trzeba nikogo przekonywać. Ze względu na to ekipa Czerwonych Diabłów będzie jeszcze bardziej uważna, zachowawcza i grająca raczej bezpiecznie, nie „na hurra”.

– Rozumiem, że w tej sytuacji powiedzenie „kto nie ryzykuje, szampana nie pije” traci tutaj sens? – mógłby zapytać Jose jeden z aktorów występujących w „Czasie Surferów”.

– Traci go, k…, bezapelacyjnie – odpowiedziałby głosem Bogusława Lindy trener Chelsea.

/ Padnie mniej niż 1.5 gola? Kurs LVbet: 2.85 /

Mourinho wraca na stare śmieci, więc tym bardziej będzie chciał wygrać za wszelką cenę.

Wstawaj, piłka to nie szachy – to zdanie pada zawsze, gdy ktoś pada na murawę bez poważnego powodu, po niezbyt brutalnym kontakcie z przeciwnikiem. W świecie Mourinho futbol bardzo często porównać można z tą strategiczną grą planszową. Coach MU szachuje nie tylko poszczególne spotkania, ale także całą otaczającą go rzeczywistość. Próbuje wpływać na sędziów, dziennikarzy, trenerów przeciwnych drużyn, a ostatnio dostało się także… kibicom z Old Trafford.

Po strzelonym przez Anthony’ego Martiala golu z Tottenhamem, który dał Czerwonym Diabłom trzy punkty, The Special One przyłożył palec wskazujący do ust. Nie uciszał jednak rywali, a fanów prowadzonej przez niego drużyny. To była odpowiedź m.in. na krytykę Romelu Lukaku, który od 30 września nie potrafi znaleźć drogi do bramki, ale i całej atmosfery na stadionie w czerwonej części Manchesteru.

Co ciekawe, nie wywołało to wielkiego skandalu i poruszenia wśród licznych kibiców Red Devils. Wręcz przeciwnie: stowarzyszenie kibiców Manchester United Supporters Trust zaprosiło menedżera do dyskusji na ten temat, samemu bijąc się w pierś w imieniu innych ściskających kciuki za MU i przyznając, że bywają dla swoich pupili zbyt krytyczni. Dyskusję na właściwy i pozytywny dla 20-krotnego mistrza Anglii tor z pewnością sprowadzi zwycięstwo na Stamford Bridge. Wiadomo nie od dziś, że zgoda buduje, zaś w piłce nożnej – ów zgodę budują wyniki. Na drugi plan schodzi to, w jakim stylu zostały osiągnięte. Nawet jeśli mówimy o szlagierach.

LVbet: Chelsea (2.45) – Remis (3.10) – Manchester United (3.15)

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze