Czego współczuję Krzysztofowi Piątkowi?

Milan wygrywa 3:0, Krzysztof Piątek strzela kolejnego gola - na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, a tych - podobnie jak powodów, by współczuć naszemu napastnikowi - w grze Rossonerich jest sporo...

Gennaro Gattuso, jak donosi „Corriere della Serra”, zachowa stanowisko trenera AC Milan jeśli drużyna zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Na ten moment Milan jest czwarty i nad ustawioną przez włodarzy klubu kreską ma punkt przewagi, tyle samo nad trzema goniącymi drużynami: Romą, Lazio i Atalantą. Drugie Napoli jest już raczej poza zasięgiem, nie mówiąc o liderze z Juventusu, do którego strata wynosi 24 punkty. Można jednak spoglądać w górę, bo cztery oczka do trzeciego Interu są do nadrobienia.

Pytanie, czy Milan jest w stanie regularnie wygrywać? Transfery Piątka i Paquety to strzały w dziesiątkę, które już zaczynają się spłacać. Gdyby nie one…

Wiadomo, że Krzysztof Piątek trafił do wielkiego klubu z ogromnymi tradycjami, sukcesami, historią, z oddaną rzeszą kibiców, którzy na pięknym i dużym stadionie regularnie dopingują Rossonerich. Jeśli jednak odrzemy Milan ze wspaniałej otoczki, zostanie nam drużyna, w której plusy z ledwością przykrywają minusy. Zostanie zespół, którego Paqueta, Piątek i Donnarumma ciągną za uszy.

Jest mnóstwo powodów, aby napastnikowi reprezentacji Polski zazdrościć. Imponująca forma strzelecka, świetne wejście do wielkiego klubu, przegenialna przyśpiewka kibiców (paf, paf, paf!) związana z cieszynką – swoją drogą, chyba najlepszą jaką widzieliśmy u polskiego piłkarza kiedykolwiek – która jednocześnie buduje jego wartość oraz wizerunek i wyróżnia na tle innych zawodników.

Piątek jest niesamowitym kozakiem, którego osiągnięcia cenimy tym bardziej, że w Milanie naprawdę nie przychodzą mu łatwo.

Mówiło się, że Genoa to słaby zespół, który nie stwarza mu dogodnych sytuacji i jego imponująca forma strzelecka wykracza poza wszelkie normy logicznego myślenia. Nieoceniony w byłym klubie Piątka był Christian Kouame, nierzadko pracujący na dorobek bramkowy Polaka niemal tak ciężko jak nasz napastnik. W Milanie mamy Lucasa Paquetę, który już Piątkowi asystował, a teraz sam strzelił bramkę, ale poza tym – pomocy nie ma wiele.

W ataku Piątek jest osamotniony. Gattuso wykluczył grę na dwóch napastników, przez co Polak musi a) schodzić z boiska przed czasem, by pojawił się na nim Patrick Cutrone; b) z obrońcami rywali przepychać się musi w pojedynkę. Dzięki swojej nieustępliwości i ambicji pojedynki skazane na porażkę zamienia na gole, ale to nie jest bułka z masłem czy przekładając na język napastników: to nie jest dobijanie „do pustaka”.

Wybitnie nie pomagają skrzydła. Trzymanie na boisku z uporem maniaka Hakana Calhanoglou zakrawa nie tyle o kpinę, co o sabotaż. Jego występ z Cagliari to jeden z najgorszych występów indywidualnych, jakie widzieliśmy od czasów… występu drugiego ze skrzydłowych, Suso, z Romą tydzień temu. Przypominają się męczarnie Lewandowskiego w Bayernie z Robbenem czy Riberym. Kapitan biało-czerwonych wystrzelił z formą, gdy na boki dzięki kontuzjom doświadczonych piłkarzy wskoczyli Douglas Costa i Kingsley Coman.

Piątek nie ma takiego komfortu, a jedną z jego modlitw musi być ta ze słowami „Paqueta ufam tobie”, choć często kończy się na zaufaniu do samego siebie. Dzięki temu może być nazywany „gamechangerem”, osobą potrafiącą zmieniać oblicze meczu czy poszczególnych akcji w pojedynkę. Jednocześnie jednak nie jest wykorzystywany w Milanie w takim stopniu, na jaki go stać. Wysłannicy największych klubów na pewno to widzą. I aż strach pomyśleć, gdzie położony jest sufit Krzysztofa Piątka, jeśli ten czerwono-czarny przebił głową ekspresowo bez większych problemów i bez większej pomocy.