Czas oddzielić chłopców od mężczyzn

Ćwierćfinał Ligi Mistrzów to już nie jest zabawa w europejskie puchary. Żadnej z tych ośmiu drużyn, które znalazły się w zacnym gronie najlepszych na Starym Kontynencie nie można zarzucić, że do tego etapu się prześlizgnęła. Że miała szczęście, sprzyjał jej sędzia, rywale dostali plagi kontuzji (i tych egipskich pewnie też). Tu nie ma słabych, ale to nadal test. Na prawdziwą męskość, którą regularnie wykazuje się bardzo, bardzo wąskie grono.

W ciągu ostatnich sześciu edycji w gronie czterech najlepszych drużyn w danym roku w Europie, choć mogło przewinąć się teoretycznie aż 24 takie zespoły, do tego poziomu dodrapało się zaledwie dziewięć z nich. Real Madryt ostatnio obronił tytuł Champions League jako pierwszy w historii, ale nie było w tym żadnego przypadku. W sześciu ostatnich edycjach zawsze miał puchar na wyciągnięcie ręki, której długość mierzyć można w dwumeczu i finale. Skład półfinałów w ostatnich latach:

2017: Real, Juventus, Atletico, Monaco
2016: Real, Bayern, Atletico, Manchester City
2015: Real, Bayern, Barcelona, Juventus
2014: Real, Bayern, Atletico, Chelsea
2013: Real, Bayern, Barcelona, Borussia
2012: Real, Bayern, Barcelona, Chelsea

Czasami zarzucano „Królewskim”, że mają szczęście w losowaniu i autostradę do tytułu. W tym roku powtórzyć tych zarzutów nie wypada, bowiem w grupie Real trafił na Tottenham Hotspur i Borussię Dortmund, a awansował dopiero z drugiego miejsca. Przez to już w 1/8 finału trafił na mające mocarstwowe plany i jeszcze lepszy skład Paris Saint-Germain, a ćwierćfinał wcale nie okazał się bardziej łaskawy.

Juventus – Real Madryt

Piłkarze Zinedine’a Zidane’a zmierzą się bowiem z drużyną, która na ostatnich 18 spotkań zwyciężyła w 17, dominuje w lidze włoskiej od kilku dobrych lat z rzędu, a w ubiegłej edycji rozprawiła się pewnie (3:0 w dwumeczu) z FC Barceloną i awansowała do finału. W meczu o tytuł musiała jednak uznać wyższość Cristiano Ronaldo i spółki, co z pewnością również będzie miało niebanalne znaczenie w tym dwumeczu, przez turyńczyków traktowanym jako zemstę za walijski finał w Cardiff.

Real Madryt skupić się może tylko na Lidze Mistrzów i historycznym, trzecim triumfie z rzędu. W lidze jest pozamiatane, a rozpędzone Atletico może nie dopuścić piłkarzy Zidane’a nawet do wicemistrzostwa. Zresztą, po co Los Blancos drugie miejsce w lidze? Ani to prestiż, ani wymierne korzyści. Drugi jest pierwszym przegranym, a „Królewscy” chcą wygrywać. W obliczu odpadnięcia również z Pucharu Króla, taka opcja zostaje tylko w Champions League.

Juventus jest na fali i wydaje się, że pokazał przez długi czas dotrzymującemu kroku Napoli miejsce w szeregu. Zieliński, Milik i spółka postawili w tych rozgrywkach wszystko na jedną kartę, która miała dać Scudetto. Cztery punkty straty do „Starej Damy” i mecz bezpośredni na Juventus Stadium sprawiają jednak, że szanse na tytuł mają iluzoryczne. Zwycięstwo w Serie A na pewno jednak Starej Damie nie wystarczy. W XXI wieku trzykrotnie grali w finale LM, za każdym razem przegrywając. Czas na triumf, choć postawa w dwumeczu z Tottenhamem nie napawa optymizmem już przed starciami ćwierćfinałowymi…

Liverpool – Manchester City

Kibice Premier League mogą spojrzeć na to losowanie dwojako. Z jednej, minimalistycznej strony – na pewno jedna z wyspiarskich drużyn znajdzie się w półfinale i będzie o krok od rozegrania decydującego o tytule meczu na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Z drugiej – kto wie, czy nie zakwalifikowałyby się do następnej fazy oba te zespoły?

Zarówno Liverpool Jurgena Kloppa, jak i ten Pepa Guardioli potrafią fenomenalnie grać w piłkę. Hiszpan stworzył w niebieskiej części Manchesteru potwora, który rozniósł rozgrywki ligowe i jego celem pozostaje sukces w Europie. Z drugiej strony The Reds, czyli drużyna, która jak żadna inna potrafi grać w najważniejszych meczach z najtrudniejszymi rywalami. Dość powiedzieć, że są jedynym zespołem, który w tym sezonie ograł w lidze Manchester City. Klopp wie, jak grać z najlepszymi i może to pokazać również tutaj.

Sevilla – Bayern Monachium

Ponownie poszczęściło się drużynie Roberta Lewandowskiego. Bayern w 1/8 mógł trafić na największe potęgi europejskiego futbolu, a wylosował Besiktas, który rozjechał w dwumeczu aż 8:1. Kolejna faza i kolejny uśmiech losu. Tym razem Sevilla, zespół zdecydowanie najsłabszy z tej stawki, która wyeliminowała Manchester United.

https://twitter.com/ZarembaMac/status/974606501921939456

Wiemy, że zasłużenie. Wiemy, że piłkarze Vincenzo Montelli wygrali, bo byli lepsi. A jednak nie możemy się oprzeć wrażeniu, że to byłby dużo, dużo ciekawszy dwumecz, gdyby awansowała drużyna Jose Mourinho i kto wie, czy nie przyszła Roberta Lewandowskiego. Dwie wielkie firmy, dwóch wielkich szkoleniowców naprzeciwko siebie, gwiazdy po obu stronach… Mamy jednak Sevillę, której ogranie będzie dla Juppa Heynckesa formalnością.

AS Roma – FC Barcelona

Zbigniew Boniek może się z tym nie zgodzić, ale to będzie kolejna formalność. Czy Roma jest lepszym zespołem niż ten, którzy kibice ze stolicy Włoch oklaskiwali w ubiegłych rozgrywkach czy dwa, trzy bądź cztery sezony temu? Nie. Dlaczego więc ten mecz miałby odbiegać od tego ostatniego obu zespołów, w którym Barcelona zdemolowała klub z Rzymu na Camp Nou aż 6:1?

https://twitter.com/luki_071/status/974605657356820480

O ile w pierwszym meczu pewnie będą emocje i być może nawet zespołowi Łukasza Skorupskiego uda się wygrać, to sprawa awansu jest niemal przesądzona. Na Camp Nou w rewanżu Messi i spółka nie pozostawią złudzeń. Tak, jak robili to już wielokrotnie z Arsenalem, Milanem, Paris Saint-Germain…

Kto awansuje? Aby obstawić, kliknij w poniższy baner. Kursy LV Bet:

FC Barcelona 1.17 – AS Roma 4.55
Bayern Monachium 1.17 – FC Sevilla 4.55
Juventus 2.6 – Real Madryt 2.85
Manchester City 2.3 – Liverpool 2.95

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem