Czarna Mamba rozjechana w 18 sekund. WOW, co za występ Janikowskiego!

Wow - co to był za występ Damiana Janikowskiego. 18 sekund - tyle wrocławianin potrzebował, by pokonać Yannicka Bahatiego. Swoją walkę przegrał już w pierwszej rundzie Michał Andryszak. Phil De Fries został tym samym mistrzem KSW w kategorii ciężkiej.

Co nas zaskoczyło podczas KSW? 

1. Jak wyrównany był pojedynek Davida Zawady z Michałem Michalskim. Myśleliśmy, że „polski Niemiec” poradzi sobie łatwiej – pach pach i będzie po zawodach. Tymczasem były zawodnik FEN dwie pierwsze rundy wygrał i naprawdę wyglądał na znakomicie przygotowanego do tego starcia. Przegrał przez poddanie, zdarza się, ale dał naprawdę dobrą walkę i mimo porażki mocno zaznaczył swoją obecność w kategorii półśredniej w największej polskiej federacji. Co do Zawady – kawał gracza, ale tego się spodziewaliśmy. Sam pojedynek był naprawdę kapitalny.

2. Tu nie ma mowy o zaskoczeniu, bo widzieliśmy to już wiele razy, ale cały czas imponuje nam, jak mocną szczękę ma Łukasz Chlewicki. Norman Parke obijał go, raz za razem poniewierał – a to lewym łokciem, a to prawym, a mimo wszystko Saszka nie odklepał i gdyby walka trwała pewnie trzy rundy dłużej też by tego nie zrobił. 39-letni zawodnik być może już więcej w KSW nie zobaczymy – to jego czwarta porażka z rzędu, ale niech tak zasłużony gość sam podejmuje decyzje odnośnie swojej przyszłości.

3. Zaskoczył nas rywal, z którym przyjdzie się zmierzyć podczas KSW 44 Tomaszowi Oświęcińskiemu. Zgoda, wiedzieliśmy, że to nie będzie żaden zawadiaka z UFC, ale nie mieliśmy pojęcia, że federacja sięgnie po takiego człowieka, jak Erko Jun. Nie śledzimy branży kulturystycznej, ale ten sport – jak widać – ma sporą rzeszę swoich fanów. Na Instagramie Bośniak ma milion obserwujących, na Facebook’u ponad cztery miliony fanów – te liczby robią wrażenie. Co potrafi – nie wiadomo – sparuje, trenuje, ale to nie o to w tym wszystkim chodzi. W tym przypadku ma się klikać i tak pewnie będzie. Kolejny gość z Bałkanów powalczy w KSW – to też już pewna zależność.

Kolejnym rywalem Stracha będzie bośniacki trener personalny Erko Jun

Co nas zszokowało podczas KSW?

1. Postawa Damiana Janikowskiego. Wiedzieliśmy, że to pracuś, bardzo dobry zapaśnik, wciąż niestary i bardzo ambitny fighter z papierami na wielkiego mistrza, ale to co zrobił wczoraj przeszło najśmielsze oczekiwania. Prawdę mówiąc nie wiemy, jaki teraz będzie na niego plan. Trzy dotychczasowe walki z dobrymi zawodnikami skończył przed czasem i pewnie dobieranie mu kolejnych przeciwników tego pokroju kończyło się będzie w ten sam sposób. Na Mameda czy Materlę to jednak zbyt szybko – przynajmniej na ten moment. Janikowski na pewno nie będzie chciał tylko wygrywać, tylko z czasem zacznie myśleć o mistrzowskim pasie. Kiedy dostanie swoją szansę? Tego jesteśmy właśnie ciekawi.

2. Porażka Michała Andryszaka. Myśleliśmy, że Longer jest po prostu lepszy i to wygra. Widzieliśmy w nim – jak chyba wszyscy – ogromny potencjał, a tymczasem Phil De Fries rozbił go w pierwszej rundzie. Andryszak ma jeszcze czas, ten chłopak ma dopiero 26 lat, ale zszokowało nas, że mimo wszystko swojej szansy nie wykorzystał.

Zwycięzca walki Mariusz Pudzianowski – Karol Bedorf zmierzy się z Philem De Friesem

3. Zszokowało nas rozstrzygnięcie w walce wieczoru. Serio, pamiętamy, co Roberto Soldic zrobił w grudniu z Borysem Mańkowskim – masakra. Tymczasem okazuje się, że ten sam Soldic przegrywa przed czasem z pretendentem już w pierwszej swojej obronie. Du Plessis wypadł tuż przez KSW 41, a ciekawi jesteśmy, jak z nim poradziłby sobie poznański Diabeł Tasmański. Wiemy, że to styl robi walkę i nie zawsze lepszy w jednym starciu wygrałby kolejne, ale boimy się to dogłębie analizować i wyciągać pewne wnioski. To dla nas i dla Mańkowskiego zdecydowanie bardziej korzystne.

Mamy już zalążek tego, co wydarzy się 9 czerwca w Gdańsku. Pudzian kontra Bedorf i Oświęciński – Jun. Promocyjnie to będzie na pewno dużo lepsze wydarzenie. Sportowo trudno będzie pobić wrocławską edycję.