Cyrk w Bayernie trwa w najlepsze. Gotowy scenariusz na nowy sezon „Mody na sukces”?

Choć kryzys w zespole Bayernu Monachium nie trwa nadzwyczajnie długo, to medialne doniesienia pokazują, że kłopoty (nie tylko w szatni) są naprawdę spore. Bałagan jest większy niż w nie jednym zespole z rodzimej Ekstraklasy.  Nie przypominamy sobie, by zamieszanie w Polsce kiedykolwiek przypominało nowy sezon „Mody na sukces”.

Nie będziemy kłamać – nie jesteśmy wielkimi fanami oper mydlanych. Trudno jednak nie uśmiechnąć się, gdy słyszymy, co dzieje się w stolicy Bawarii. Doniesienia z Bayernu normalnie już dawno by się znudziły, ale te wszystkie plot twisty, nagłe pojawianie się nowych aktorów i skandali. No po prostu nie da się tego nie śledzić z wypiekami na twarzy.

O kłopotach w szatni mówiło się już od jakiegoś czasu. Niko Kovac nie radzi sobie zbyt dobrze w roli trenera, ale na razie nikt nie myśli o zwolnieniu. A przynajmniej nie mówi się o tym głośno. Bayern ma obecnie większe problemy. Publiczny lincz za obecną formę zespołu trwa w najlepsze, a w klub uderzają ze wszystkich stron.

Nie ma znaczenia czy chodzi o kibiców, ekspertów czy dziennikarzy. Obecna gra Bayernu przyprawia wszystkich o wielki ból głowy.

Dużo większym zmartwieniem dla Hoenessa i Rummenigge jest odpieranie zarzutów za podburzanie najlepszych zespołów i chęć wyjścia ze struktur UEFA. Rozgrywki Superligi miałyby przynieść czołowym ekipom mnóstwo pieniędzy, ale kosztem miałby być chociażby zakaz zawodników w reprezentacjach krajów.

Skandaliczne doniesienia opublikowane przez „Der Spiegel” przy współpracy z „Football Leaks” doprowadziły do medialnej burzy. Kolejny kryzys wizerunkowy Bayernu próbowano przykryć oświadczeniami, że exodus klubowej czołówki to nieprawda, a już na pewno nie w przypadku monachijczyków.

Szefowie UEFA i FIFA zapowiadali już, że w przypadku próby rozłamu i odłączenia się od reszty, ekipy będą musiały liczyć się z wielkimi karami. To jednak nie koniec kłopotów, bo Bayern musi się uporać z przykrymi doniesieniami z szatni.

Wszystko rozpoczęło się od żony Thomasa Muellera, która wrzuciła mocny komentarz w sprawie pracy Niko Kovaca. Jej małżonek pojawił się na boisku dopiero w 70. minucie, a niewybredny komentarz również obszedł się w świecie futbolu szerokim echem. Niemka została skrytykowana, a sam piłkarz zwalał winę na emocje.

Najbardziej zaskakuje kierunek, z którego atakowano panią Mueller. Do uderzania w nią dołączyła też… inna WAG z Bayernu Monachium, żona Matsa Hummelsa.

Sytuacja jest o tyle zabawna, że stoper ma znajdować się wśród czterech piłkarzy, którzy w szatni prowadzą opozycję wobec Niko Kovaca. Obok tej dwójki, ma w niej znajdować się również Arjen Robben i Franck Ribery. Bardzo podobny skład działał już niegdyś przeciwko Carlo Ancelottiemu. Legendy klubu, które zamiast być wdzięcznym działaczom za utrzymywanie ich na liście płac (umówmy się, że żaden z czołowych klubów, by już po nich nie sięgnął), kopią pod wszystkimi dołki…

Aby dopełnić skali absurdu, brakuje już jedynie, by do całej afery dołączyła się jeszcze Anna Lewandowska. Żona kapitana reprezentacji powinna skrytykować styl prowadzenia się trenera, piłkarzy i ich partnerek. Mielibyśmy komplet.

W tym wszystkim najbardziej szkoda piłkarzy, którym zależy nie na wewnętrznych gierkach, a osiąganiu sukcesów. Z taką meksykańską telenowelą, jest to raczej misja niewykonalna!