Come-back Śląska i napastnik, który może namieszać w czołówce Ekstraklasy

Zasłużyli na udaną pogoń za wynikiem piłkarze Śląska Wrocław. Lepiej nie tylko zaczęli ten mecz, a w pewnym jego momencie przegrywali już 0:2. Skuteczna końcówka pozwoliła jednak wywalczyć ważny punkt w meczu z Lechią Gdańsk.

Ekstraklasa w tym roku zaczęła się typowo: w meczu Arki z Cracovią atakowali ci pierwsi, a strzelili i wygrali ci drudzy. Początek starcia Śląska Wrocław z Lechią Gdańsk wyglądał podobnie – gospodarze próbowali nakręcać akcję od pierwszego gwizdka sędziego, ale pierwsza kontra, błąd grającego z konieczności na stoperze Diego Żivulicia i bramkę strzelili goście.

Ci sami, którzy przeżywają swoje problemy organizacyjne i zimą zostali osłabieni przez transfery lub odsunięcia podstawowych piłakrzy.

Bez Sobiecha, Peszki, Wolskiego, Łukasika czy Augustyna, do Wrocławia przyjechali z jedną z najmłodszych ławek rezerwowych w dziejach ligi. Mimo to zdołali rozpocząć strzelanie, a autorem trafienia otwierającego wynik meczu był ex-piłkarz Śląska, Flavio Paixao. Najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii Ekstraklasy wykorzystał rykoszet po ni strzale, ni dośrodkowaniu debiutującego Conrado.

Ten gol obrazu meczu nie zmienił: goście wciąż cierpliwie przesuwali się w obronie, czekając na błędy konstruującego akcję Śląska. Do przerwy wynik pozostał ten sam, choć było naprawdę blisko jego podwyższenia – gdyby zamiast defensywnego pomocnika Kristersa Tobersa dosłownie centymetry przed bramką Śląska znalazł się Paixao, pewnie w jakiś sposób wepchnąłby piłkę poza linię. Ostatecznie jakimś cudem udało się gospodarzom wybić balansującą na pograniczu gola piłkę.

Co się odwlecze o kwadrans przerwy, to nie uciecze. Drugą połowę biało-zieloni rozpoczęli tak, jak pierwszą – od bramki Flavio Paixao. W drużynie gospodarzy konsternacja, wśród gości – norma, że nawet nie grając wielkiego futbolu udaje się niczego nie stracić, a na dodatek coś strzelić. Zwłaszcza, że nie zawiedli ci piłkarze, którzy od dawna są gwarancją jakości – Paixao wykorzystał fenomenalnie posługującego się lewą nogą Filipa Mladenovicia.

Niestety dla gdańszczan, niczym nowym nie jest również oddanie inicjatywy rywalom przy korzystnym wyniku i proszenie się o stratę punktów w końcówce meczu. Przegrana walka o mistrzostwo Polski, odpadnięcie z europejskich pucharów mimo wygranej w pierwszym meczu, zremisowane derby pomimo prowadzenia 2:0 – to niczego nie nauczyło trenera Lechii, który zdawania się na łaskę i niełaskę przeciwników przestawać nie zamierza.

Jak długo jeszcze we frajerski sposób przegrywać musi Piotr Stokowiec, by zmienić taktykę w ostatnich fazach meczu?

Odnośnie łaski: takową popisał się sędzia Musiał, który nie dostrzegł faulu na Gąsce w polu karnym. Na nieszczęście gości, litością nie zgrzeszyli piłkarze Śląska Wrocław, którzy najpierw za sprawą Krzysztofa Mączyńskiego, a później Michała Chrapka i tak zdołali doprowadzić do wyrównania. Zasłużonego, wypracowanego, wybieganego.

Zaimponować mogła zwłaszcza zmiana Filipa Raicevicia, który sprawił naprawdę genialne wrażenie. Centymetry, kilogramy, szybkość, pewność, technika, zdecydowanie – to wszystko grze Czarnogórca się zgadzało. To jego przyjęcie klatką piersiową zamieniło się w kluczową asystę, która dała Śląskowi punkt. Coś nam mówi, że niejeden jeszcze zostanie tej wiosny przez Raicevicia wypracowany…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem