Co z tymi skrzydłowymi Arki? Jeden z nich jest naprawdę niezły!

„Jeśli chcesz pocisnąć koledze z pracy, możesz powiedzieć, że jest produktywny jak skrzydłowi Arki Gdynia. Podpytaliśmy kilka koleżanek i wszystkie potwierdziły, że nawet podpaski Always mają solidniejsze skrzydełka” - napisało Weszło, podając przerażające statystyki bocznych pomocników klubu z Gdyni w tym sezonie. Jeden gol, dwie asysty i jedno kluczowe podanie - to dorobek siedmiu zawodników żółto-niebieskich w 21 meczach. W tym dość nieefektywnym worku jednakże można znaleźć jedną perełkę, której talent już daje o sobie znać, a w przyszłości - być może już najbliższej? - może eksplodować.

Mowa o gruzińskim talencie z siódemką na plecach. Luca Zarandia przeniósł się nad polskie morze już zimą tego roku, ale w rundzie wiosennej broniący się rozpaczliwie przed spadkiem Leszek Ojrzyński nie ryzykował eksperymentów w składzie i młodego, bo zaledwie 21-letniego skrzydłowego wpuszczał tylko na końcówki spotkań. Gruzin łącznie w lidze i Pucharze Polski tylko raz dostał szansy gry od pierwszej minuty.

Puchar jest nasz…

Grzegorz Niciński długo nie widział go nawet w meczowej kadrze. W pierwszych sześciu meczach na wiosnę Zarandia był poza osiemnastką, a dwa następne obejrzał z wysokości ławki rezerwowych. Przeszkadzały mikro-kontuzje. – Te drobne urazy wstrzymują jego debiut, bo tak dawno miałby go za sobą. To nieszablonowy zawodnik, który ostatnio ma dobry okres. Wyjechał na młodzieżówkę Gruzji, zdobył pięknego gola i zaliczył asystę. To mu na pewno pomoże – mówił Niciński. Zarandia wszedł, gdy było już po wszystkim – w 65. minucie w Szczecinie z Pogonią, przy stanie 4:1 dla gospodarzy. To po tym spotkaniu były zawodnik Arki, Pogoni czy Wisły Kraków pożegnał się z posadą. Gruziński pomocnik w tym meczu nie zagrał źle, ale też nie zachwycił. Połowę pojedynków wygrał, zanotował trzy straty. Bez tragedii, ale i bez historii. Dostosował się do reszty drużyny, która i tak już była na kolanach.

Zmienić jego sytuację miało przyjście Leszka Ojrzyńskiego, u którego najpierw nie znalazł się w kadrze, później do niej trafił, by w trzecim meczu nowego szkoleniowca wreszcie zameldować się na murawie. 14 minut z Piastem Gliwice nie było jednak powodem, dla którego w następnej kolejce wyszedł od pierwszej minuty. 2 maja 2016 roku zapisał się złotymi literami w historii klubu z Gdyni. Oglądając tę akcję kibice Arki nie raz wciskali „replay”.

Zarandia pojawił się na murawie Stadionu Narodowego w 71. minucie i to on ustalił gwarantujący trofeum wynik starcia z Lechem. W pierwszym meczu po pamiętnym finale, z Cracovią na wyjeździe, zagrał od pierwszej minuty, ale wypadł blado. W momencie zejścia z boiska (64. minuta) miał najwięcej strat w zespole (dziewięć), 42% jego podań było niecelnych, a aż 69% pojedynków przegrał. Arka uległa 0:2, co mocno skomplikowało kwestie pozostania klubu w ekstraklasie. Gruziński skrzydłowy wylądował na ławce i dostawał coraz mniej minut: najpierw 24, później 20, następnie 16 i 6, a w ostatnim meczu z Zagłębiem nie wszedł w ogóle.

Kolejny meteoryt?

Ten sezon póki co ma niemal identyczny, jak wiosnę. Najpierw próżno było go szukać w meczowym protokole, by następnie kilka razy przemknął jak meteor w mało znaczących końcówkach spotkań. Jak wtedy, gdy zagrał aż całą minutę w meczu z Jagiellonią Białystok (4:1). Wydawało się, że w naszej lidze też będzie jednym z takich meteorytów, którzy „raz błysnęli i tyle ich widzieli”. Dał o sobie znać jednak ponownie – to jego przepiękny gol w ostatniej minucie meczu dał Arce awans do ćwierćfinału Pucharu Polski.

W ćwierćfinale dorzucił asystę w wygranym 2:0 spotkaniu z Chrobrym, ale jego sytuacja w lidze się nie zmieniała. W nagrodę za skuteczne ostatnie podanie w Głogowie dostał… sześć minut z Cracovią w weekend. Niespodziewanie pojawił się jednak w pierwszym składzie miesiąc później, w meczu z Sandecją. Arka zaskoczyła, wygrała wysoko 5:0, a Zarandia przez godzinę gry zdążył zanotować asystę. Opanował daleką piłkę, zwiódł obrońcę i wypuścił Siergieja Kriwca sam na sam z bramkarzem.

Sinusoida – tak można scharakteryzować jego dotychczasową karierę. Wielki transfer, dwa lata bez gry. Przyjście do Polski, kontuzje i trybuny, a później gol na Narodowym. W sezonie 2017/18 jest podobnie. Asysta z Sandecją oznaczała kolejny występ w pierwszym składzie, gdzie jednak zagrał przeciętnie i dostał wędkę w przerwie. Następnie nie złapał się w kadrze, po czym… za tydzień wychodzi w podstawowej jedenastce na mecz z Górnikiem i jest najlepszym piłkarzem Arki. Oczywiście ostatni mecz w 2017 roku w całości spędza na ławce rezerwowych.

Gruzin jest młody i dobre mecze przeplata słabszymi. Nie dziwimy się Ojrzyńskiemu, że w Płocku zostawił go w szatni – Arka przegrywała 0:2, a Zarandia nie oddał strzału na bramkę, nie wywalczył żadnego faulu, a dokładnie 50% (!) jego podań było niecelnych. Nie wszystkie nieudane akcje były jednak jego winą. Często nie rozumieli jego zamysłów koledzy, często zostawiali go osamotnionego bądź nie podawali mu, gdy był na czystej pozycji.

Oglądając mecze z jego udziałem mieliśmy wrażenie, że pasuje do drużyny z Gdyni jak klocek lego do puzzla.

Ma jednak w sobie coś, czego brakuje wielu polskim piłkarzom: drybling, niekonwencjonalne myślenie, ryzyko. Teraz przekłada się to na grę w kratkę, bo raz wyjdzie mu fenomenalny gol, a innym razem będzie tracił co drugą piłkę. Po odpowiednim ukształtowaniu – przede wszystkim w postaci większej dojrzałości w podejmowanych decyzjach i kulejącej u niego grze w obronie – stać go na wiele.

W meczu reprezentacji Gruzji do lat 21, w której obecnie występuje – między innymi przeciwko młodzieżowej Polsce prowadzonej przez Czesława Michniewicza, z którą rywalizuje w trzeciej grupie eliminacji do Mistrzostw Europy – również daje o sobie znać. Uderzenie „po widłach” może stać się w przyszłości jego znakiem firmowym.

Już rok temu, jako 20-latek, zaprezentował się z bardzo dobrej strony w meczu z młodzieżową reprezentacją Francji. Patrzymy na to, jak grał przeciwko Bakayoko z Chelsea, Tolliso z Bayernu, Rabiot z PSG, Lemarowi z Monaco, Dembele z Barcelony czy Augustinowi z Lipska i nie wierzymy, że taki ktoś nie łapie się w naszej ekstraklasie. Dodajmy, że cały mecz grał na Jordana Amaviego, który gra od dechy do dechy na lewej obronie w Olympique Marsylia.

Szybkość? Jest. Zwinność, przyspieszenie, balans ciałem – również. Umiejętności dryblingu i strzału z dystansu mógłby mu pozazdrościć niemal każdy w naszej lidze. Ściskamy kciuki, by w Gdyni wreszcie zaczął grać na miarę swoich możliwości i przede wszystkim regularnie, bo to właśnie dla piłkarzy o takiej charakterystyce ludzie zapełniają stadiony. Przez dwa lata w lidze belgijskiej nie zdołał zadebiutować, ale jeśli ktoś – w tym wypadku Genk – wydaje na 18-latka 800 tysięcy euro, nie robi tego przez przypadek.

Dziwne, że nikt w Gdyni nie wpadł na to, by 21-latkowi zaufać w pełni. Mamy wrażenie, że to taki typ zawodnika, na którego trzeba zdecydowanie postawić. Niektórzy tak mają, że muszą poczuć sto procent zaufania, by rozwinąć – nomen omen – skrzydła. Tym bardziej, że – jak przytoczyło w swoim tekście Weszło – pozostali boczni pomocnicy Arki raczej formą i liczbami nie grzeszą. Jedno z tych żółto-niebieskich skrzydeł jednak istnieje i już niedługo zacznie unosić całą drużynę. Na ten moment ma postać diamentu, który po prostu trzeba oszlifować.

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem