Co z tobą dalej, Arturze?

Temat Artura Szpilki w ostatnim czasie nieco ucichł, więc warto pewne sprawy uporządkować. Od porażki z Adamem Kownackim minęło już bowiem połtorej miesiąca, a jako że w sporcie wszystko dzieje się trochę szybciej niż w normalnym życiu, to warto podsumować to, co działo się w tym momencie z jednym z najlepszych polskich ciężkich.

Po porażce – wiadomo – skrucha i lizanie ran. Ale czy aby na pewno słowo “wiadomo” zostało tu odpowiednio użyte? Nie do końca, bo po przegranej walce z Deontayem Wilderem, mimo że spektakularnej i bardzo wyraźnej (ciężkie KO), Szpilka przez kibiców w Polsce był traktowany może nie jako bohater, ale na pewno ktoś, kto dał radę. Przegrał zdecydowanie, a mimo wszystko już nieco ponad dwa miesiące później, podczas gali PBN, wypowiadał się w studiu telewizyjnym jako ekspert na temat innych pięściarzy.

OKEJ.

Teraz tak nie było, bo Szpilka zniknął. Zapadł się po ziemię, mimo że dotychczas każdy spośród jego 849 427 fanów na Facebooku wiedział, czy Artur bawi się dzisiaj z psami, czy może myje zęby po każdym posiłku. Cisza medialna ma mu pomóc, co zresztą uważam za dobry zabieg, ale pytań i – co najważniejsze – odpowiedzi, na temat tego co dalej, jest jak na lekarstwo.

A Szpilka przyzwyczaił nas do regularnego informowania nas o swoich planach.

Andrzej Wasilewski mówi o dwóch pojedynkach, które jego podopieczny ma stoczyć jeszcze w tym roku kalendarzowym. Drugi z nich jest zaplanowany na 2 grudnia i będzie to duża walka w Krakowie, podczas której były pretendent do mistrzowskiego tytułu będzie bohaterem starcia wieczoru. Co przed tą walką? Szpilka ma wyjść jeszcze raz do ringu, ale póki co, nie wiadomo kiedy.

To ostatni wpis na profilu facebook’owym Szpilki pisany przez jego dziewczynę, Kamilę. Szpilka jest po operacji. Czyli tak zupełnie na logikę, będzie musiał przejść rehabilitację i poczekać kilka tygodni, aż wszystko będzie dobrze i będzie mógł trenować. Zaraz mamy początek września, czyli do drugiej walki (tej poważniejszej), zostały 3 miesiące. Zaczyna się robić trochę mało czasu…

Biorąc oczywiście pod uwagę, że Szpilka musi przygotowywać się do walki z 7-8 tygodni, to nawet wychodząc po raz pierwszy na salę dzisiaj, będzie gotowy na początek listopada. Pomiędzy walkami będą zatem tylko cztery tygodnie przerwy.

A pamiętam sytuację z 2013 roku, kiedy Szpilka najpierw miał walczyć z Mike’m Mollo, a kilka tygodni później zmierzyć się z Krzysztofem Zimnochem. I wtedy, niespodziewanie, do starcia polsko-polskiego nie doszło, bo Szpila był wyraźnie zmęczony i poobijany po pierwszym pojedynku.

Mimo że Wasilewski zapewnia, że pierwsze starcie będzie przeciwko pięściarzowi, który prezentuje bardzo nisko poziom i którego Szpilka na pewno pokona, to zawsze pojawiają się wątpliwości. “A co gdy…”. Bo wiecie – gdy nasz zawodnik jest underdogiem, to “W wadze ciężkiej jeden cios może zakończyć walkę”, gdy natomiast to nasz rodak jest faworytem, to “Nic złego w tej walce nie może mu się stać”.

To na temat przyszłości Artura Szpilki w boksie, przynajmniej tej najbliższej i wydaje się – najbardziej realnej na ten moment.  Walka w połowie lub pod koniec października i potem main event w Krakowie 2 grudnia. Obie walki w Polsce.

Na tym najchętniej bym skończył, bo wątek profesjonalnego sportu, czyli boksu w wykonaniu pięściarza, został już wyczerpany. Przechodzimy teraz do plotek, a w zasadzie już nie tylko plotek na temat ewentualnej przyszłości Szpilki w MMA, a konkretnie w KSW. O ile pisał o tym jakiś tam portalik, któremu musi się zgadzać ilość kliknięć w Analytics’ie, to nikt nie traktował tego poważnie. Gdy mówił o tym Szpilka, który podkreślał, że lubi MMA i szanuje Mariusza Pudzianowskiego – również, olać to. Ale gdy w internecie pojawiło się to:

 

Panowie mogli spotkać się przypadkiem w Złotych Tarasach, wpaść na siebie w Hali Koszyki czy na Starówce. Ale mogli też umówić się i faktycznie rozmawiać o szczegółach współpracy w przyszłości. Nie teraz, bo teraz Szpilka ma przed sobą dwie bokserskie walki. Ale po nowym roku? Gdy będzie przed nim stała możliwość dwuletniego wzbijania się do poziomu, na którym był przed walką z Wilderem, by dopiero dostać szansę o coś powalczyć? A gdy przegra w Krakowie? A czy chłodne spojrzenie na zawojowanie wagi ciężkiej nie podpowie mu rzucenie rękawić bokserskich w kąt i przejścia do MMA? A może Szpilka wcale nie zarabia tyle na boksie i w KSW zarabiałby więcej? A może on potrzebuje być na świeczniku i chciałby walczyć na polskich galach dwa razy w roku, gdzie byłby pierwszoplanową postacią? A może jego marzenia o zostaniu pierwszym polskim mistrzem świata w kategorii ciężkiej to mit, w który Polacy uwierzyli? A może poza sportem liczą się też, a może przede wszystkim, pieniądze, które KSW zagwarantuje?

Dużo pytamy, mało wiemy. Mają być dwie walki w tym roku i czekamy co dalej. Najlepiej dla wszystkich, a przede wszystkim samego Artura, byłoby, gdyby po dwóch zwycięstwach w 2018 roku znowu zaczął marzyć o podbiciu Ameryki. Mimo dwóch ostatnich nokautów lepiej przy Szpilce pasują nazwiska Wildera, Joshuy, Parkera czy Ortiza niż Popka, Butterbeana czy innego czarodzieja.

 

Jakub Borowicz

Komentarze