Reportaż z pasją #2: Co z tą Polonią?

Kawał historii stolicy, mistrz Warszawy czasów okupacji, pierwszy powojenny mistrz kraju, a jednocześnie klub, którego istnienie na piłkarskiej mapie Polski najlepiej charakteryzuje słowo „cierpienie”. Gdyby Syzyf, który codzienne wstawał i pchał kulę pod górę wiedząc, że ta i tak spadnie na dół, miał komuś kibicować, w Polsce z pewnością wybrałby Czarne Koszule. Jak radzi sobie stołeczny klub na peryferiach futbolu w kraju nad Wisłą?

Miało być pięknie. Tak jak wtedy, gdy zwycięstwem 3:0 na stadionie lokalnego rywala poloniści przypieczętowali drugie w swojej historii mistrzostwo Polski. Tak jak wtedy, gdy identycznym wynikiem zakończyły się derby na Konwiktorskiej za najlepszych czasów pod rządami Józefa Wojciechowskiego, z rozmachem patrzącego w przyszłość. Tak jak wtedy, gdy zdobywano tytuł tuż po II Wojnie Światowej jako pierwsi w odmienionym kraju.

– Daliśmy sobie pięć lat na powrót do Ekstraklasy i zagramy ten pierwszy mecz na wspaniałym, nowym stadionie – mówił odpowiedzialny za marketing Radosław Majdan. Oprócz tego miał być nowy inwestor finansujący projekt, za którego sterami stał były selekcjoner reprezentacji Polski. Zapowiadało się wybornie, skończyło się gorzej.

W tył zwrot!

Wszyscy wiemy, jak zakończył się mariaż właścicielski z Józefem Wojciechowskim, a później Ireneuszem Królem w roli głównej. Polonia upadła i wystartowała “od zera” w czwartej lidze. Następnie jednak szybki awans oraz utrzymanie w lidze trzeciej – nie wyglądało to źle. Jeszcze lepiej było w następnym sezonie, bo dwukrotny mistrz Polski po wiosennej gonitwie wyprzedził rywali i awansował do drugiej ligi. W snach najbardziej optymistycznych kibiców przejawiały się myśli o awansie na zaplecze ekstraklasy.

Mieliśmy drużynę, którą stać było na sprawienie niespodzianki – przyznaje były napastnik Czarnych Koszul, Daniel Gołębiewski, który na stare śmieci wróci w sobotnie popołudnie z nową drużyną, czyli łódzkim Widzewem. Niespodzianki kibice stołecznego klubu nie doświadczyli. Chyba że za takową należy uznać spadek i powrót do trzecioligowej rzeczywistości.

– Zabrakło doświadczenia w sztabie trenerskim, kilku klasowych zawodników – tłumaczy Piotr Kubiaczyk, który jest basistą zespołu De Mono, ale także wielkim kibicem warszawskiego klubu. Obecnie zasiada również w Radzie Nadzorczej Polonii. – Dużo do powiedzenia odnośnie tego, dlaczego Polonia nie walczy o powrót do ekstraklasy tylko do II ligi z pewnością ma były prezes klubu, a wiosną również dyrektor sportowy, Jerzy Engel.

Prezes Engel, trener Engel?

Wiele mówi się o błędach, jakie popełniono w ostatnich trzech – zmarnowanych, zdaniem kibiców – latach na Konwiktorskiej 6. W kuluarach przebąkuje się o półmilionowym zadłużeniu, jakie miał po sobie zostawić Engel senior, a także o trenerskich zapędach Engela juniora, któremu nie przeszkadzało pokutowanie za korupcyjne grzechy, przez które nie może piastować żadnej funkcji w piłce. O te, a także o wiele innych spraw zapytaliśmy samego zainteresowanego, który do niedawna był prezesem KSP. – Długi sięgają 900 000 złotych, ale są związane tylko i wyłącznie z fakturami, które wystawiło miasto na dzierżawę – powiedział Engel, a całą szczerą rozmowę z byłym selekcjonerem będziecie mogli przeczytać jeszcze dziś na łamach ŁączyNasPasja.pl.

Jerzy Engel na trybunach, oglądający wraz z synem mecz Polonii

Nie obyło się też bez innych kontrowersji. Tak jak w przypadku Amerykanina Gerry’ego Magdena, który chciał grać na K6, ale jego pierwszy mecz wypadł na starcie z będącymi legijnymi terenami Łomiankami. Pojedynek musiał przerwać sędzia z uwagi na zachowanie kibiców Legii, którzy napędzili sporo strachu polonistom. Na tyle, by obywatel Stanów Zjednocznych po spotkaniu spakował się i na odchodne rzucił, że jeśli tak to ma to wyglądać, to on wraca do siebie za ocean.

Fanom Czarnych Koszul nie podobało się również potraktowanie Piotra Dziewickiego, który w trudnym momencie objął zespół. Awansował do trzeciej ligi, ale przed kolejnymi rozgrywkami – wraz z asystentem – złożył rezygnację. – Przez rok pracowałem charytatywnie. Nie brałem pieniędzy. Krzysztof Węgier, który jest magazynierem i był na każde zawołanie, bo też kocha Polonię, musiał podjąć pracę w piekarni, od czwartej rano, bo nie mógł się doczekać wypłaty w klubie. Kiedy wprowadziliśmy Polonię do III ligi, uznałem, że wypadałoby przestać być jedynym trenerem w Polsce, który pracuje za darmo – tłumaczył Dziewicki w „Rzeczpospolitej”.

Budżet jak ser szwajcarski?

Problemy finansowe w Polonii nie są tajemnicą poliszynela. W klubie winę, dodajmy: niebezpodstawnie, zrzucają na miasto, które za trening każe płacić niemal cztery tysiące złotych, zaś za mecz – trzy razy więcej. – Jesteśmy ewenementem, jeśli chodzi o wsparcie ze strony miasta, bo takowego po prostu nie mamy. Jesteśmy jednym z niewielu klubów, którzy muszą płacić za dzień meczowy czy trening takie pieniądze. To ma niebanalny wpływ na możliwości finansowe klubu. W większości przypadków samorządy wspierają swoje drużyny piłkarskie. Warszawa takiego wsparcia nie zapewnia, a wręcz przeciwnie: musimy utrzymywać wiele etatów miejskich, które funkcjonują dzięki naszym środkom przeznaczanym za wynajem boisk i pomieszczeń – mówi Kubiaczyk.

Na stadionie Polonii bardzo często trenuje reprezentacja Polski.

To odwieczny problem Czarnych Koszul. Kilkanaście tysięcy za mecz to bardzo duże pieniądze dla czwarto- czy trzecioligowego klubu. Nie ma takiej możliwości, by przy takim stanie infrastrukturalnym dzień meczowy zwrócił się finansowo. Matchday na Konwiktorskiej zawsze jest deficytowy. Chociaż terenów, na których gra Polonia, klub de facto nigdy się nie zrzekł. Zostały one znacjonalizowane dekretem Bieruta. Przy Konwiktorskiej mają nadzieję, że zostaną zwrócone. Bez własnego stadionu i możliwości budowania struktury biznesowo-sportowej równolegle będzie bardzo ciężko wrócić na najwyższy szczebel rozgrywek w Polsce.

To się ciągnie, bo od Józefa Wojciechowskiego w ekstraklasie też wołali. Tyle tylko, że wtedy to było sto tysięcy, a jak właściciel płacił w terminie – chcieli jeszcze więcej – wspomina Gołębiewski.

– Z panią prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz spotykaliśmy się kilkukrotnie. Powiedziała, że nie jest w stanie powtórzyć prezentu, jaki otrzymała od miasta Legia w postaci stadionu. Stąd idea zagospodarowania terenu oraz pozyskania inwestora komercyjnego na zabudowanie obiektów przy ulicy Konwiktorskiej. Ta sprawa jest wciąż, pomimo wielu rozmów, od kilku lat niezałatwiona. Pamiętam, jak o tej inwestycji mówiono już po zdobyciu mistrzostwa Polski w 2000 roku, więc trochę się to ciągnie – stwierdza Kubiaczyk. Niestety, końca tej historii zbyt wyraźnie nie widać.

Obecne władze jednak zaprzeczają, jakoby spadek wynikał z kwestii pieniężnych. – Sprawy finansowe nie miały wpływu na sytuacje, bo zobowiązania kontraktowe były wypłacane na bieżąco. Nastąpiło tąpnięcie spółki po spadku do trzeciej ligi, ale w trakcie poprzedniego sezonu sprawy finansowe nie miały przełożenia na boisko. Oczywiście przy większych finansach podjęto by inne decyzje kadrowe, ale to zupełnie inny temat – stwierdza basista zespołu De Mono.

Nowe porządki

Na Walnym Zgromadzeniu wielu uczestników zadeklarowało dokapitalizowanie spółki, ale rzeczywistość po raz kolejny okazała się być nie tyle brutalna, co smutna. Pieniędzy w klubowej kasie na pewno nie tylko nie ma tyle, co lodu, ale także co deklaracji. Choć wiele się wraz ze starem nowych rozgrywek zmieniło.

– Zaszły ogromne zmiany. Modyfikacjom uległa Rada Nadzorcza, która po przyjęciu decyzji o dymisji prezesa Engela odwołała cały zarząd i powołała nowy. U sterów Polonii stoją nowi ludzie. Przeorganizowano drużynę, rozwiązano wiele kontraktów z zawodnikami, ale spółka nie jest w stanie zapaści. Nie jest kolorowo, ale o upadłości czy czegoś w tym stylu nie ma mowy – zaprzecza basista zespołu De Mono.

 – To trudna runda i sezon dla Polonii. Nazwałbym go porządkowym, a sprzątanie i porządkowanie nie jest przyjemne. Raczej mozolne, żmudne, choć efekty będzie widać. Musimy osiągnąć porozumienie z miastem, choć to słaby okres, bo zbliżają się wybory samorządowe i trudno liczyć na wiążące decyzje – dodał.

Nowym trenerem Czarnych Koszul został doświadczony Krzysztof Chrobak

Postanowiono również zmienić szkoleniowca. Na ławce trenerskiej zasiadł Krzysztof Chrobak, który przyszedł latem. Długo wstrzymywał się jednak z podpisaniem umowy, bowiem uznał, że kontrakty podpisane w klubie są napompowane i nie ma wystarczających środków na ich pokrycie. Wolał, by jego zawodnicy zarabiali po tysiąc czy dwa tysiące złotych, ale w dniu wypłaty unikali rozczarowań, aniżeli swoją pensję mieliby widzieć tylko na papierze.

Co dalej?

Z pewnością nikt w czarnej części Warszawy nie liczy na bogatego szejka, który przejmie Polonię i zrobi z niego drugi Manchester City, Paris Saint-Germain czy RB Lipsk. Po historiach z Józefem Wojciechowskim i Ireneuszem Królem zabezpieczono się przed powtórką z historii.

Kubiaczyk: – Trochę inaczej skonstruowaliśmy spółkę. Stworzyliśmy taką strukturę kibicowsko-właścicielską, przez którą nie istnieje prosty mechanizm, dzięki któremu jeden zewnętrzny podmiot przejmie pełnie władzy. Są mechanizmy gwarantujące to, by np. nie przeniesiono klubu do innego miasta i tak dalej. Kapitalizacja spółki jest konieczna i zdajemy sobie z tego sprawę, ale nie będzie tak, że jeden podmiot będzie miał dowolność w decydowaniu o przyszłości klubu.

Polonistów czeka w sobotę “mecz sezonu” z łódzkim Widzewem.

Gołębiewski: – Nadal śledzę to, co się dzieje na Konwiktorskiej. Są w górnej połówce tabeli, od siedmiu spotkań nie przegrali, chociaż zdecydowanie zbyt często remisują. To nie jest jednak rok, w którym naciska się na awans. Klub musi przede wszystkim poukładać sprawy organizacyjno-finansowe. To wymaga czasu. Sytuacja jest dość ciężka, ale sytuacja jest powoli opanowywana. Wierzę, że Polonia się dźwignie, bo to klub, który mimo problemów w swojej historii zawsze dawał radę – ściska kciuki za swojego byłego pracodawcę „Gołąbek”.

Mały przedsmak ekstraklasy rekordowo zgromadzona przy K6 publiczność będzie miała okazję skosztować już w sobotnie popołudnie. Do stolicy wybiera się zorganizowana grupa niemal dwóch tysięcy kibiców czerwono-biało-czerwonych, którzy w połączeniu z będącymi w stanie mobilizacji od dobrych kilku dni fanów gospodarzy może zagwarantować świetne widowisko.

Nieprzypadkowo spotkanie transmitować będzie TVP3, a na trybunach zasiądzie komplet widzów, którego nie widziano w czarnej stronie miasta od dobrych kilku lat.

 To nie są jednak łatwe momenty dla całego ruchu kibicowskiego. Mecz z Widzewem kibicowsko zapowiada się chyba najciekawiej od lat, a to przecież już czwarty sezon w niskich ligach. W latach PRL-u Polonia była co prawda poza ekstraklasą przez cztery dekady, ale mam nadzieję, że teraz ta sytuacja się nie powtórzy. Trzeba być optymistą. Bez wiary w cuda i pozytywnego, optymistycznego spojrzenia ten klub już by dawno nie istniał. Chociaż zrobił teraz krok w tył, nadal funkcjonuje i liczę, że zrobi niejeden ruch do przodu. Troszkę jesteśmy podtopieni, ale nadal płyniemy i powoli łapiemy wiatr w żagle – kończy Kubiaczyk. Oby finalnie do ekstraklasowego brzegu.

*

Według LVBet faworytem zbliżającego się spotkania Polonii z Widzewem są goście. Zwycięstwo łodzian to kurs 2.18, więc bukmacher nie odbiera szans Czarnym Koszulom. 3.05 – tyle wynosi kurs na piłkarzy Krzysztofa Chrobaka. Według LVBet bardziej prawdopodobne, że padną minimum trzy bramki (over 2.5 gola – kurs 1.8), zaś na najpoważniejszego kandydata do znalezienia drogi do bramki wyrasta były piłkarz Polonii, a obecnie gracz Widzewa, Daniel Mąka. Kurs na trafienie skrzydłowego czerwono-biało-czerwonych wynosi 2.3.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze