Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Co z Błaszczykowskim? Paradoksalnie może mieć trudniej…

Wybór Jerzego Brzęczka na selekcjonera reprezentacji Polski z automatu wywołał dyskusję wokół jednego z kadrowiczów. Mowa oczywiście o Jakubie Błaszczykowskim, dla którego Brzęczek jest nie tylko wujkiem, ale także drugim ojcem, mentorem, autorytetem. Krótko mówiąc: kimś bardzo bliskim i bardzo ważnym. Jak to może wpłynąć na sytuacje Kuby w kadrze?

Kuba Błaszczykowski legendą polskiej reprezentacji jest i kropka, choć nie osiągnął z nią sukcesów porównywalnych do swoich poprzedników: Deyny, Laty, Smolarka czy Bońka. Wszyscy wiemy, że Kuba nawet bez formy i regularnej gry w klubie potrafi dać kadrze narodowej więcej, niż ci grający od deski do deski, czego idealnym przykładem były mistrzostwa Europy w 2016 roku.

Mundial był jednak jednym, wielkim rozczarowaniem dla charakternego skrzydłowego. Porażka w pierwszym meczu, w którym grał zaledwie 45 minut i to z kontuzją, jakiej nabawił się w trakcie trwania pierwszej połowy z Senegalem. To uniemożliwiło mu zarówno kontynuowanie gry po przerwie, jak i zaprezentowanie się z takiej strony, z jakiej Błaszczykowskiego doskonale znamy. Później była Japonia i ta słynna końcówka, w której ostatecznie nie zameldował się na placu gry i nie wziął udziału w żenującym spektaklu, jaki odstawili pozostali kadrowicze wraz z selekcjonerem Adamem Nawałką.

Nominacja Jerzego Brzęczka może być dla niego nowym startem, bo nikt inny nie zna go tak, jak były już trener Wisły Płock.

Żyjemy jednak w Polsce, kraju w wielu obszarach nasiąkniętym przez lata układami, kolesiostwem, znajomościami, nepotyzmem i innymi rzeczami, które nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwym i uczciwym stanem rzeczy. Jerzy Brzęczek został selekcjonerem, więc automatycznie zawrzała dyskusja wokół Błaszczykowskiego. Trafnie zdiagnozował nadchodzący problem Michał Kołodziejczyk w swoim najnowszym felietonie:

„Gra – bo wujek, nie gra – bo wujek słucha złych doradców. Robert Lewandowski strzela – bo chce dokuczyć Kubie, nie strzela – bo w kadrze nie czuje się już tak potrzebny, jak za Adama Nawałki. Lewandowski schodzi z boiska wcześniej niż Błaszczykowski – źle, później – źle, bo przecież przemęczony. Błaszczykowski nie stoi przy linii w Wołgogradzie przez kilka minut pod koniec meczu – dobrze, a może biega od początku, bo ma opaskę kapitana, którą wcześniej zabrał mu Nawałka i przekazał Lewandowskiemu. To są rzeczy nikomu niepotrzebne, a na pewno nie Kubie, który zasłużył bardziej na pomnik, niż rozmienianie orzełka z koszulki na drobne”.

Sytuacja na linii Błaszczykowski-Brzęczek będzie rodziła wiele patologicznych dyskusji i podejrzeń, bo zaufania do uczciwego postawienia sprawy wielu kibiców nie ma za grosz. Szkoda, bo sam Błaszczykowski nigdy nie dał podstaw ku temu by sądzić, że w którymś momencie swojej kariery idzie na skróty. To raczej ciężka harówka, nieustannie przerywana przez lecące pod nogi kłody w postaci rodzinnej tragedii czy kolejnych kontuzji.

Błaszczykowski nigdy się nie załamywał, nigdy nie odpuszczał i nigdy nie uważał, że coś mu się należy za darmo. Sugerowanie, że teraz będzie miał fory w kadrze tylko dlatego, że zna się dobrze z selekcjonerem to policzek od kibiców, na którego absolutnie nie zasłużył.

Przede wszystkim: to, że będzie w reprezentacji grał, nie jest żadnym absurdem w stylu Sławomira Peszki na mistrzostwach świata w Rosji. Błaszczykowski ma 32 lata, więc nie jest emerytowanym grajkiem tylko kimś, kto swoim doświadczeniem, mądrością i boiskową klasą może nie tylko pomóc drużynie narodowej, ale też wchodzącym do kadry nowym, młodym reprezentantom.

Jeśli nie będzie się bronił piłkarsko, Jerzy Brzęczek uczciwie postawi sprawę. I kogo jak kogo, ale decyzji „jedynego męskiego autorytetu w życiu”, jak Błaszczykowski mówi o wujku, nie będzie podważał. Opaska kapitańska? Słuszna była dyskusja o tym, czy powinien nadal nosić ją Robert Lewandowski. Na mundialu rozczarował przecież nie tylko jako piłkarz, ale też lider grupy. Zmiana kapitana była naturalną konsekwencją zmiany selekcjonera, a Błaszczykowski – naturalnym kandydatem na następcę.

Ma sto meczów w reprezentacji, był już kapitanem, ale jeśli opaskę wręczy mu Brzęczek to na pewno pojawi się ktoś, kto będzie wygadywał bzdury o relacjach rodzinnych jako jedynym powodzie takiej decyzji. Swoją drogą, Kuba u Brzęczka będzie miał wręcz trudniej o grę – właśnie ze względu na podejrzenia o faworyzowanie. Żeby grać, pewnie będzie musiał być o wiele lepszy od konkurentów. O to jednak się nie martwimy. Tak jak w Płocku stanął na nogi po kontuzji, tak pod okiem Brzęczka może wrócić do najwyżej formy. Dobrze dysponowany Kuba jest natomiast kadrze potrzebny jak tlen.