Chwilami zęby bolały, ale na koniec: liczy się wynik! Legia – Flora Tallin 2:1

Estońska piłka w rankingu UEFA plasuje się w bezpośrednim sąsiedztwie Malty, Gibraltaru, a nawet Andory. Tymczasem Flora Tallin przyjechała do Warszawy i zaprezentowała się jako zespół, który u nas mógłby walczyć o czołowe ligowe lokaty. Niestety, duży w tym udział Legii, która po kiepskim meczu dopiero w doliczonym czasie gry przechyliła szalę na swoją korzyść!

W głowach wielu kibiców Legii dwumecz z mistrzem Estonii miał być tylko formalnością i przerywnikiem przed dużo bardziej wymagającym rywalem w III rundzie eliminacji. Czesław Michniewicz wprawdzie przestrzegał przed takim myśleniem, ale Flora Tallin wydawała się przeszkodą dużo łatwiejszą do przeskoczenia od Bodo/Glimt. Problem w tym, że z Norwegami legioniści zagrali konsekwentnie, skutecznie i mądrze. Z Florą natomiast – długimi fragmentami chaotycznie, mało dynamicznie i co gorsza niepewnie w obronie.

Kapustka z nieba do piekła…

Wyjątkowo niespotykanym dubletem już na wstępie popisał się Bartosz Kapustka, który świetnym rajdem zakończonym strzałem dał Legii prowadzenie…

By po chwili doznać kontuzji podczas cieszynki. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy, niestety z okładem na kolanie i grymasem na twarzy, wrócił na trybuny dopingować kolegów, ale jego mina wskazywała na obawy o dalsze diagnozy.

Legia się cofnęła. W jej poczynania wkradło się sporo bałaganu. Estończycy jeszcze przed przerwą przeprowadzili kilka groźnych ataków stroną Mladenovicia i Hołowni, który w ciągu 30 minut gry popełnił dwa poważne błędy. Można było oczekiwać, że o ile w pierwszej odsłonię szału nie było, to jednak w drugiej Legia poprawi i wszystko pójdzie po jej myśli. Tymczasem popsuło się jeszcze bardziej.

Ojamaa zakręcił legionistami

Błysnął Henrik Ojamaa, znany polskim kibicom, którzy niespecjalnie doceniali jego atuty ani na poziomie Ekstraklasy, ani drugiej ligi, kiedy występował w Widzewie. A jednak dograł dobrą piłkę w pole karne i król strzelców ostatniego sezonu ligi estońskiej – Sappinen dał Florze cenne wyrównanie.

Największy pozytyw – wynik

Gra Legii nie przekonywała, że wynik może ulec zmianie. Raz – po dobrym stałym fragmencie i główce Hołowni – piłkę z linii bramkowej wybijał obrońca z Estonii. I wreszcie nastał doliczony czas gry, w którym mistrzowie Polski rzutem na taśmę obronili to, co najważniejsze – wynik spotkania. Wprowadzony po przerwie Rafael Lopes dał Legii zwycięstwo 2:1.

Niesmak pozostał. To nie był spektakularny mecz Legii, w rewanżu wciąż mogą być emocje. Najważniejszym pozytywem – końcowy rezultat.

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem