Chłopcy na medal!!! Brąz Polaków w konkursie drużynowym

Do ostatniego skoku Polacy walczyli z Niemcami o srebrny medal podczas olimpijskiego konkursu drużynowego. Niestety, zadecydowały detale i z zaciętej rywalizacji górą wyszli nasi zachodni sąsiedzi. Złoto dla piekielnie mocnych Norwegów!

Już od samego początku zawody drużynowe podzielone były jakby na …dwa konkursy. Połowa stawki walczyła o zakwalifikowanie się do drugiej serii: Korea, Rosja, Włochy, Finlandia (tak, tak), Czesi oraz Amerykanie. Kolejne 6 ekip liczyło na podium: Japonia, Słowenia, Austria, Polska, Niemcy i Norwegia. Prawdopodobnie w co drugim polskim domu podczas prób reprezentantów tych słabszych nacji te kilka minut „przerwy” wykorzystywano, żeby skoczyć do kuchni i zaparzyć herbatę.

Bardzo dobrze rozpoczął Maciej Kot, 129,5 metra dało Polsce miejsce tuż za Austriakami. Naszego zawodnika wyprzedzili jeszcze Niemcy ( Geiger 136 metrów) oraz faworyci, Norwegowie (Tande 136 metrów, lepsze noty za styl), którzy już na samym początku rywalizacji objęli prowadzenie, więc po pierwszych próbach zajmowaliśmy czwartą lokatę, przed Słowenią i Japonią.

Maciej Kot w obu skokach zrobił to, czego od niego oczekiwano. Był pewnym punktem zespołu.

Nie najlepiej poradził sobie Fettner (122,5m), którego znokautował Stefan Hula (130 metrów), dzięki któremu wyprzedziliśmy Austrię i odrobiliśmy nieco straty do Niemców (Leyhe 128 metrów). Moc Norwegów potwierdził Stjernen (133 metry), który wraz z kolegami odskoczył reszcie stawki na kilkanaście punktów.

Fa-nta-sty-czny skok oddał Dawid Kubacki, który pokazał, że nasza drużyna może na niego liczyć. 138,5 to najlepsza na tamtą chwilę próba w konkursie, zostawiająca już daleko w tyle Austriaków ( Schlierenzauer 127,5) i zbliżając się na 0,2 punktu do Niemców (Freitag 134.5 metra) oraz na realny dystans do odrobienia do Norwegii (Forfang 132,5). Skok Polaka był najwyżej ocenionym wśród skoczków, skaczących w trzech pierwszych grupach.

Dawid Kubacki potwierdził wysoką formę, w jakiej znajdował się na Igrzyskach / fot. PressFocus

Zanim doszło do najważniejszych rozstrzygnięć pierwszej serii, dowiedzieliśmy się, że w rundzie finałowej nie zobaczymy już Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych, Włochów oraz Czechów.

Kamil Stoch skoczył tak, jak na mistrza olimpijskiego przystało, zostawiając daleko w tyle Austriaków, Słoweńców i Japończyków. 139 metrów dało prowadzenie Polsce, ale chwilę później jeszcze o metr dalej skoczył Wellinger, potwierdzając kapitalną formę. Kończący tę serię trzeci z medalistów ze skoczni dużej, Johansson, w swoim stylu „prześlizgnął się” nad zeskokiem, dając swojej drużynie pierwsze miejsce, ale przewaga Norwegów znacznie stopniała.

Po pierwszej serii stawka podzieliła się na trzy grupy. Norwegia z Niemcami i Polakami miała stoczyć walkę o medale (różnica zaledwie 5 punktów między 1 i 3 miejscem). Dalej grupa zespołów liczących na cud i wskoczenie na podium (Austria, Słowenia i Japonia) oraz Rosja i Finlandia, których występ w drugiej rundzie miała ograniczyć się do statystowania faworytom.

Nie będziemy oszukiwać, że interesowała nas rywalizacja o miejsce 7 i 8 między Finlandią i Rosją, czy lokaty 4 i 5 Słowenii i Austrii. W drugiej części zawodów czekaliśmy tylko na czołową trójkę.

Maciej Kot uzyskał odległość 133 metry, czyli lepiej, niż wszyscy od niego oczekiwali. Niestety, nie spalił się Geiger, który skoczył jeszcze metr dalej, a Tande dołożył do tego jeszcze kolejne 6.5 metra ! Czołówka po raz kolejny trochę się „rozjechała”, ale podobnie było także w pierwszej serii konkursu, więc wciąż wierzyliśmy.

Bardzo ładny skok oddał Stefan Hula, notując 134 metry. Liczyliśmy po cichu na słabszą próbę Stefana Leyhe, pamiętając, jak ten „zawalił” drużynówkę podczas Mistrzostw Świata w lotach. I rzeczywiście, udało nam się wyprzedzić Niemców (skok na 129 metrów) , natomiast Stjernen zaliczył aż 135,5 metra, a że dołożył do tego świetne noty za styl – Norwegia uciekła na blisko 30 punktów od walczących o srebro Polaków i Niemców.

Stefan Hula wyprowadził nas na 2 pozycję po 6 skokach!

Krótszą odległość niż w pierwszej próbie zaliczył Dawid Kubacki, ale 135,5 metra to wciąż o metr więcej niż Freitag! I mimo tego, że Niemiec miał lepsze noty za styl, utrzymaliśmy przewagę 0,6 punktu nad rywalami przed ostatnią serią. Chwilę później 132 metra uzyskał Forfang. Już tylko katastrofa mogłaby odebrać Norwegom złoto.

W ostatniej serii Kamil Stoch, dzięki tej minimalnej przewagi, miał startować po Wellingerze. O medalach srebrnym i brązowym miało zadecydować starcie mistrzów olimpijskich ze średniej i dużej skoczni.

Pierwszy na belce zasiadł Niemiec, który doleciał do 134.5 metra.  Kamil Stoch powtórzył tą odległość. Zadecydować miały noty za styl. Niestety, minimalnie przegraliśmy srebro z naszymi zachodnimi sąsiadami.

W decydującym momencie konkursu Kamil Stoch stoczył pojedynek z Andreasem Wellingerem. Niestety, w przeciwieństwie do konkursu na skoczni dużej, tym razem to Niemiec był lepszy.

Chwilę później złoto przypieczętował dla Norwegów Johansson, dla którego był to trzeci krążek podczas tych Igrzysk. Ogromny sukces polskich skoków, pierwszy medal drużynowy w historii startów naszej reprezentacji na Igrzyskach Olimpijskich, chociaż ta walka do końca i minimalna strata do Niemców pewnie jeszcze będzie dostarczała emocji przez długie lata.

Czy dla Biało-czerwonych te Igrzyska mogłyby się już skończyć? Jeśli mówimy o medalach, prawdopodobnie tak, ale rywalizacja potrwa jeszcze kilka dni, więc za całą resztę Polaków będziemy trzymać kciuki do samego końca.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem